piątek, 3 sierpnia 2012

Albert J. Kosiek

W jednym z poprzednich postów wspomniałem o Polaku z 11. Dywizji Pancernej 3. Armii Stanów Zjednoczonych, a była to postać sierżanta sztabowego Albert J. Kosieka z 41. Batalionu Rozpoznawczego Kawalerii Zmechanizowanej. 5 maja 1945 roku 23 żołnierzy dowodzonych przez Kosieka wyzwoliło więźniów obozów koncentracyjnych w Gusen i Mauthausen.




Żeby nie zapomnieć o Albercie Kosieku podjąłem się poszukiwań, których celem było poznanie tej postaci, bohatera z końca II wojny światowej. Jak dotąd niewiele informacji udało mi się zebrać, ale sądzę, iż warto napisać chociaż kilka zdań o naszym bohaterze.


Jak wspomniałem Albert Kosiek służył w amerykańskim wojsku. Od listopada 1942 roku służył w 11. Dywizji Pancernej, aż do chwili jej rozformowania 15 sierpnia 1945 roku w niemieckim Gemunden. Po opuszczeniu 11. Dywizji Kosiek został przeniesiony do 90. Dywizji Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych stacjonującej w Niemczech w miejscowości Weiden, gdzie służył tam nadal jako sierżant. Następnie wrócił do Illinois w Stanach Zjednoczonych do jednostki w Camp Grant. 6 grudnia 1945 roku Kosiek skończył służbę w armii i przeszedł do cywila. Krótko po jego odejściu jednostka w Camp Grand, która powstała 1917 roku, została zamknięta.



Kosiek już jako cywil powrócił do Chicago, tam też podjął pracę na stanowisku inspektora w znanej amerykańskiej innowacyjnej firmie Western Electric zajmującej się produkcją sprzętu elektrotechnicznego dla AT&T (American Telephone and Telegraph Company) oraz Bell System (American Bell Telephone Company). Później przeszedł do kolejnej firmy Hoof Products, której to siedziba mieściła się również w Chicago.
Po odejściu z korporacji Kosiek prowadził własną działalność. Przez jakiś czas miał zakład fryzjerski, a później otworzył sklep w Chicago na 4811 N. Rockwell Street.

Albert Kosiek zmarł w Chicago 19 października 1982 roku.

Mam nadzieję, że na tym wpisie historia Alberta Kosieka nie skończy się. Staram się jeszcze doszukać innych faktów z życia tego człowieka,o którym historia nie powinna zapomnieć...


***

Dzisiaj podczas układania nowej playlisty jakimś przypadkiem znalazł się na niej utwór Lucky Man z 1970 roku brytyjskiego trio Emerson, Lake and Palmer... co ciekawe podczas odtwarzania tej piosenki najmłodszy syn zasnął twardym snem. Później się okazało, że starszy brat majstrował przy kompie ojca... ot takie historie muzyczne pojawiają się czasami.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz