niedziela, 12 sierpnia 2012

Rejs po Brdzie

Wybraliśmy się na rejs po Brdzie Szlakiem Śluz dosyć wysłużonym zabytkowym stateczkiem m/s Bydgoszcz. Długa ale za to bardzo przyjemna wycieczka... a oto efekty tej podróży...

















































***

Dzisiaj klasyka rocka Rolling Stones w utworze (I Can't Get No) Satisfaction z 1965 roku. Nieśmiertelny riff gitarowy po tylu latach potrafi poderwać niejednego. Dodam jeszcze, że tekst tego utworu wyraża bunt młodych (jeszcze wtedy) Stonesów przeciwko konformizmowi, konsumpcjonizmowi i tzw. kulturze mieszczańskiej...



sobota, 11 sierpnia 2012

Music Non Stop... okazje

Od czasu do czasu lubię poszperać sobie w różnych serwisach internetowych. Efektem tych poszukiwań jest książka lub płyta (oczywiście cd albo dvd, nie chodnikowa) w przystępnej cenie. Jeśli mówimy o cenie to nie o "empikowej" w kwocie 19,99 zł, ale na przykład o... 4,24 zł. Nie chcę się rozpisywać o cenach płyt w tak zwanych kulturalnych sklepach, ale to z pewnością woła o pomstę do nieba. Dla porównania dodam jeszcze, że jeden z albumów Closterkellera w znanej sieci w lipcu tego roku kosztował 42,99 zł, a mi udało się go zdobyć za 4,96 zł. Tanio, że aż podejrzane... ale oryginalne. Innym razem ponarzekam o cenach. A więc, po co przepłacać – tak to chyba leciało w jakiejś tam reklamie... Przez ostatni kwartał udało mi się zdobyć dosyć sporą dawkę muzyki. Poniżej próbka tego co wylądowało na półce z płytami. Można zauważyć sporo polskich wykonawców, a powód tego wyboru jest dosyć prozaiczny, najstarszy syn uwielbia słuchać muzyki, co ciekawe polską, a tata (powiedzmy) wie co wybrać...

Poniżej niektóre albumy, które okazyjnie zdobyłem…

Closterkeller - Aurum
Closterkeller - Bordeaux
Aion - One of 5
Moonlight - Integrated In The System Of Guilt
Moonlight - Audio 136
Katarzyna Nosowska - Osiecka
Kobranocka - Koncert
Proletaryat - The Best Of
Kasia Kowalska - Ciechowski. Moja krew
Elektryczne Gitary - The Best Of
Hey - Fire
Hey - Re-Murped!
Hey - ?
Osjan - Po Prostu
Jaceszek - Pentral
Agressiva 69 - In
Frontside - Teoria Konspiracji
Exodus - The Most Beautiful Day
Kombi - Królowie życia
Marek i Wacek - Live!
Andrzej Grabowski - Mam prawo...Czasami... Banalnie....

a do tego jeszcze znalazło się jeszcze kilka składanek, m. in. z serii Offensywa, Minimax, Wolność w muzyce oraz Dark Stars.

Nie wspominam o innych albumach, jakie udało mi się jeszcze zdobyć, ale to już inna historia… a szukać warto, dlaczego nie. Dla chcącego nic trudnego.

***

Kiedyś poznałem w Londynie Czecha, który z niezwykłym uporem promował rodzime klimaty muzyczne, jak poczęstował jakimś czeskim artystą, to do tego za każdym razem powtarzał – Nie samym Pink Floyd’em człowiek żyje. Dobra parafraza i coś w tym jest…


***


Lubię płynąć pod prąd i tym razem proponuję żeby sobie przypomnieć i posłuchać niezwykłego duetu Marek i Wacek w utworze zatytułowanym Rytm Czasu. Dzisiaj to już klasyka polskiej muzyki i bez zażenowania można tę muzykę sluchać...



...a także warto posłuchać odkrytego przeze mnie kilka lat temu  Michała Jacaszka, autora eksperymentalnej muzyki elektroakustycznej, w utworze Rytm to nieśmiertelność II z płyty Treny... polecam...


Fajnie, nie?!

piątek, 10 sierpnia 2012

Młyny Rothera i marina

Wyspa Młyńska była kiedyś omijana szerokim łukiem przez większość mieszkańców Bydgoszczy. Przyciągała natomiast różne subkultury młodzieżowe, siejące w tej okolicy ferment - mniej lub bardziej intelektualny, ale coś tam zawsze się kotłowało. Spotykało się tam również koneserów taniego wina, koczujących w zaroślach, komunikujących się z przygodnie spotkanymi ludźmi językiem z klasyki polskiego kina, niekoniecznie filmów Barei ale Psów Pasikowskigo. 
Teraz jest inaczej. Dzisiaj Wyspa zmienia swoją twarz i zachęca do korzystania z udostępnionej przestrzeni publicznej. Tak więc mieszkańcy miasta, turyści, inwestorzy i inni użytkownicy tej przestrzeni zmieniają charakter tego miejsca. Jakkolwiek mówiąc można tutaj dostrzec jeszcze wiele kontrastów.Część obszaru wymaga wdrożenia spójnej koncepcji rozwoju, czego dobrym przykładem są niszczejące Młyny Rothera, wymagające olbrzymich nakładów finansowych, a obok widzimy powstającą marinę, której zadaniem jest przyciąganie turystów i promowanie miasta... Ale to już tak jest, przynajmniej obszar ten rozwija się i zmienia swoje funkcje. 
Tym razem zrobiłem małą sesję zdjęciową poświęconą monumentalnym Młynom Rothera oraz powstającej obok marinie w miejscu zdegradowanych terenów sportowych.





















***


Co do muzycznego akcentu to zachęcam do posłuchania utworu To Co Czujesz Brygady Kryzys...


piątek, 3 sierpnia 2012

Albert J. Kosiek

W jednym z poprzednich postów wspomniałem o Polaku z 11. Dywizji Pancernej 3. Armii Stanów Zjednoczonych, a była to postać sierżanta sztabowego Albert J. Kosieka z 41. Batalionu Rozpoznawczego Kawalerii Zmechanizowanej. 5 maja 1945 roku 23 żołnierzy dowodzonych przez Kosieka wyzwoliło więźniów obozów koncentracyjnych w Gusen i Mauthausen.




Żeby nie zapomnieć o Albercie Kosieku podjąłem się poszukiwań, których celem było poznanie tej postaci, bohatera z końca II wojny światowej. Jak dotąd niewiele informacji udało mi się zebrać, ale sądzę, iż warto napisać chociaż kilka zdań o naszym bohaterze.


Jak wspomniałem Albert Kosiek służył w amerykańskim wojsku. Od listopada 1942 roku służył w 11. Dywizji Pancernej, aż do chwili jej rozformowania 15 sierpnia 1945 roku w niemieckim Gemunden. Po opuszczeniu 11. Dywizji Kosiek został przeniesiony do 90. Dywizji Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych stacjonującej w Niemczech w miejscowości Weiden, gdzie służył tam nadal jako sierżant. Następnie wrócił do Illinois w Stanach Zjednoczonych do jednostki w Camp Grant. 6 grudnia 1945 roku Kosiek skończył służbę w armii i przeszedł do cywila. Krótko po jego odejściu jednostka w Camp Grand, która powstała 1917 roku, została zamknięta.



Kosiek już jako cywil powrócił do Chicago, tam też podjął pracę na stanowisku inspektora w znanej amerykańskiej innowacyjnej firmie Western Electric zajmującej się produkcją sprzętu elektrotechnicznego dla AT&T (American Telephone and Telegraph Company) oraz Bell System (American Bell Telephone Company). Później przeszedł do kolejnej firmy Hoof Products, której to siedziba mieściła się również w Chicago.
Po odejściu z korporacji Kosiek prowadził własną działalność. Przez jakiś czas miał zakład fryzjerski, a później otworzył sklep w Chicago na 4811 N. Rockwell Street.

Albert Kosiek zmarł w Chicago 19 października 1982 roku.

Mam nadzieję, że na tym wpisie historia Alberta Kosieka nie skończy się. Staram się jeszcze doszukać innych faktów z życia tego człowieka,o którym historia nie powinna zapomnieć...


***

Dzisiaj podczas układania nowej playlisty jakimś przypadkiem znalazł się na niej utwór Lucky Man z 1970 roku brytyjskiego trio Emerson, Lake and Palmer... co ciekawe podczas odtwarzania tej piosenki najmłodszy syn zasnął twardym snem. Później się okazało, że starszy brat majstrował przy kompie ojca... ot takie historie muzyczne pojawiają się czasami.



środa, 1 sierpnia 2012

Polskie święta czyli brak szacunku

Obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego. Powinniśmy chociaż przez chwilę pomyśleć o tym dlaczego 68 lat temu Polacy walczyli o wolność, pomimo świadomości, że może to być ostatnie tchnienie Rzeczpospolitej i walczących. Cenę zrywu powstańczego wszyscy dobrze znamy...



W tym roku podczas obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego nie pomogły apele generała Zbigniewa Ścibora-Rylskiego o powagę i szacunek. Podobnie było rok temu. Część ludzi, którzy zgromadzili się na Powązkach, pokazało jakie wartości są dla nich najważniejsze. Słychać było buczenie, gdy wieńce składali przedstawiciele władz, a za chwilę rozległy się też okrzyki w stylu "hańba" i tym podobne teksty podkreślające szacunek do drugiego człowieka. Nie jestem zwolennikiem polityki obecnego rządu, ale jak widzę takie sceny to sobie w duchu mówię - miłość bliźniego nie zna granic... Oczywiście, chwilę później brawami został przywitany Antoni Macierewicz, co skomentować można tylko jednym słowem... albo lepiej nie...

Niestety w 2012 roku w tym kraju nadal mamy pełno frustratów, nie wspominając o zakompleksionych politykach walczących o rosnące słupki sondażowe. Definitywny brak rozsądku i szacunku do kogokolwiek i czegokolwiek - tak można opisać współczesną politykę i tak zwane elity. Teraz liczy się tandetny patriotyzm i kult chorych jednostek, które zawłaszczyły na własne potrzeby symbole narodowe, nie wspominając o sięganiu po symbole religijne. Istna cepelia i tani jarmark.

Poniżej wrzuciłem film Miasto Ruin obrazujący zburzoną i wyludnioną po walkach w sierpniu 1944 roku Warszawę...




sobota, 28 lipca 2012

Pamiętamy o 1 sierpnia 1944...

W kolejnym wpisie poświęconym tej rocznicy chcę jeszcze odnieść się do kilku utworów napisanych przez żołnierza Armii Krajowej Tadeusza Gajcego, który zginął 16 sierpnia 1944 roku w Powstaniu Warszawskim, w wykonaniu współczesnych muzyków...
Karolina Cicha w fantastycznie wykonanej piosence Miłość bez jutra. Wspaniała interpretacja niespokojnej i dramatycznej poezji Gajcego...



Lech Janerka w minimalistycznym i niezwykle mrocznym utworze Święty kucharz od Hipciego... nie potrzeba drzeć gardła żeby ciarki przeszły po plecach...


Na koniec Armia w karkołomnie szybkim Wczorajszemu. Tomek Budzyński pomimo ciężkiego grania ma klasę i należą mu się brawa za wykonanie tego klimatycznego utworu...


***

Rzadko się zdarza, żeby w taki sposób interpretować poezję. Warto jednak posłuchać tych piosenek i choć na chwilę oddać się refleksji nad tym co spowodowało, że Gajcy tak pisał... miał 22 lata kiedy zginął w gruzach zniszczonej przez niemieckich żołnierzy kamienicy - przy ulicy Przejazd w Warszawie (obecnie jest to ulica Generała Andersa).

czwartek, 26 lipca 2012

1 sierpnia 1944

1 sierpnia 1944 roku to ważna data w historii Polski. O tym dniu należy pamiętać i godnie uczcić, a także oddać się refleksji nad sobą. Myślę, że nie warto roztrząsać tematów czy warto było wtedy umierać za wolność, ale zastanowić się nad swoją tożsamością i odpowiedzieć na kilka ważnych pytań, kim ja teraz jestem i jak identyfikuję się ze społeczeństwem, co to znaczy być Polakiem, ile tego Polaka jest we mnie? Pytania możemy oczywiście mnożyć, ale nie o to chodzi. Kwestia jest też taka, czy ja jeszcze potrafię zadać sobie którekolwiek z tych pytań...?

***

Edward Chudzyński, uczestnik walk w Powstaniu Warszawskim, podczas którego został ciężko ranny, napisał wiersz Sierpień:

Sierpień dziś w mieście rozgorzał,
Na piętrach, dachach, w piwnicach,
Promienny i krwawy jak zorza,
Radością pogonił w ulicach. (...)
Warszawa rzuciła swe dzieci
Po jutra wolnego nadzieję.

***

O Powstaniu Warszawskim powstało wiele utworów muzycznych. Oto kilka z nich...

A więc na początek niesamowici Szwedzi z grupy Sabaton w utworze Uprising...



oraz Agressiva 69 wykonująca utwór Schodząc autorstwa Tadeusza Gajcego...



Z czasem jeszcze coś dodam...

poniedziałek, 23 lipca 2012

Nowe życie

Stało się. Jest nowe życie. Tydzień temu we wtorek 17 lipca o godzinie 20.00 urodził się nam drugi syn - Adam. Tak więc życie nabiera nowych kolorów i barw ;)





poniedziałek, 16 lipca 2012

Koniec dziennikarstwa?

TVN24 przerwała program Loża Prasowa, w którym najważniejsze wydarzenia na scenie politycznej komentują dziennikarze i publicyści, by nadać konferencję Krzysztofa Rutkowskiego. Stacja ta nie ma może wielkiej oglądalności, ale jest telewizją opiniotwórczą, którą często i gęsto cytują inni. Kiedy beznamiętna gęba detektywa (bez licencji) pojawiła się na ekranie, to pewnie nie jeden sobie pomyślał, że wydarzy się coś sensacyjnego i godnego uwagi.
Oczywiście nic takiego nie stało się, widzowie po raz kolejny byli świadkami nekrofilii uprawianej przez Rutkowskiego, nie wspominając o fakcie podgrzewania niezdrowych emocji, a także braku jakiejkolwiek logiki w organizowaniu takiej konferencji. Media, żeby jakoś funkcjonować opowiadają nam historie, które coraz częściej i mocniej uderzają w emocje. Takie problemy zwiększają oglądalność i dlatego się je nadaje – stwierdzili jedni dziennikarze. Inni dziennikarze i publicyści zaczęli wieszczyć koniec dziennikarstwa. Nastąpił totalny chaos, pomimo tego, że nie ma upału. Na to wychodzi, że histeria to zupełnie normalna rzecz w świecie dziennikarzy.
Według mnie zabrakło zdrowego rozsądku i racjonalnego podejścia do tematu. Zamiast zlać celebrytę Rutkowskiego i pozwolić serwisom plotkarskim sobie na nim pojeździć to stacja, która uważa się za poważną przejmuje ich rolę. Konkluzja jest więc taka, po co dyskutować o problemach, jak lepiej pokazać zblazowaną twarz idioty w telewizji, który śmierć dziecka wykorzystuje na zwiększenie swojej popularności, a telewizja przy okazji oglądalności – bezkrytycznej widowni…
A może trzeba odpocząć od telewizji. Racja, bo to jest dobra sugestia.

***

Ostatnio odsłuchałem sobie kilka płyt Republiki, oprócz kilku wielkich przebojów to dzisiaj najbardziej zapadł mi w pamięci utwór Mamona... Grzegorz Ciechowski  potrafił komentować otaczającą jego rzeczywistość, szkoda tylko, że nie doczekał się on godnego następcy.


środa, 11 lipca 2012

A jednak... są inne dyscypliny sportowe czyli Ziemia dalej kręci się wokół Słońca, a Polacy jak zwykle swoje

Przyznam się, że do wielkich fanów jakiejkolwiek dyscypliny sportowej nie należę, jednak lubię sport z pozycji widza, który "wirtualnie" wskakuje w skórę zawodnika walczącego o zwycięstwo i upragnioną nagrodę.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego co dokonała nasza tenisistka Agnieszka Radwańska, pomimo przegranej z Sereną Williams, stała się dla mnie ikoną tego turnieju ponieważ udowodniła, że warto wspinać się szczyty kariery pomimo wielu wyrzeczeń i przeciwności losu. Nic od razu się nie udaje, trzeba ciężko pracować. Nie każdy może być drugą rakietą na świecie, Agnieszka jest i to cieszy.

Kariera sportowa ma też i te ciemne strony, ale warto również cieszyć się z sukcesu polskiej drużyny siatkarzy. Chłopaki rozgromili w ostatnich meczach swoich rywali i zostali mistrzami świata, a przy tym pokazali prawdziwego ducha sportu drużynowego. Mam nadzieję, że jest to przedsmak tego co będzie działo się na olimpiadzie w Londynie, nie wspominając o innych wydarzeniach sportowych w bliższej lub dalszej przyszłości. Apetyt się zaostrza...

Jakkolwiek mówiąc te sukcesy są wspaniałym remedium na dosyć słabe wyniki piłkarzy na EURO 2012. Nie należy tej drużyny przekreślać i puszczać z torbami, nie wspominając o przezywaniu niektórych zawodników od farbowanych lisów. Piłkarze mają potencjał... i wszyscy o tym wiedzą. Dobrze, że sukcesy Radwańskiej i siatkarzy nieco rozjaśniły poszarzałe twarze kibiców. Nasi sportowcy w symboliczny sposób udowodnili, że Ziemia nadal kręci się wokół Słońca… czyli sport nie ogranicza się do piłki nożnej. Choć ostatnio słyszałem w mediach i opiniach przypadkowo spotkanych ludzi, że nie ma czym się podniecać, kiedyś i tak komuś powinie się noga, a w efekcie przegra. Poraża mnie swoisty brak wiary w człowieka, nie powiem, że w sportowca – choć i on człowiek. Sianie defetyzmu to chyba polska norma... którą ciężko wyrugować.

Zastanawiające jest to, że Polacy zawsze muszą narzekać i sukcesy, nawet te drobne, sprowadzać do porażki. Radość z sukcesu jest traktowana jako coś nienormalnego, czy też wręcz niebezpiecznego. Na to wychodzi, że porażka jest tradycją. Czas to zmienić, doceńmy wysiłek sportowca i zmieńmy swoje nastawienie… czuję, że coś zmienia, oby na dobre. Pożyjemy, zobaczymy.

Na koniec zacytuję fragment z książki autorstwa Edwarda Redlińskiego zatytułowanej Szczurojorczycy (z 1997 roku), z którym można nawet się nie zgadzać, ale ile w tym (niewygodnej?) prawdy... proszę, oceńcie… Słowem wyjaśnienia Szczurojorczycy to grupa polskich emigrantów świętujących Wielkanoc w Nowym Jorku. Jedzą, piją, dyskutują, a Lojer (jeden z bohaterów) poucza rodaków, że jeśli chcą jakoś urządzić się w Ameryce czy gdziekolwiek w cywilizowanym świecie, muszą coś zrobić z polskim twarzami i nie tylko…
(…)Lojer nie zgadza się z Profesorem, że Amerykanie udają szczęśliwych. Oni nie udają szczęśliwych – oni są szczęśliwi. Dlaczego? Bo lubią to swoje szczęście i… nie chcą innego. A wy Polacy? Wy umiecie małpować czyjeś szczęście. Swoje szczęście wymyślili Szwajcarzy, Czesi, Finowie. Nawet – Rosjanie. A wy tylko modlicie się, skomlicie – i włóczycie się po świecie, strasząc swoimi smutnymi mordami! Te wasze obozy, cmentarze… Pomniki, rocznice! A wyburzyć! A porobić parkingi! A wymyślcie wreszcie swoje polskie niemałpowane szczęście!

Dla podniesienia na duchu proponuję posłuchać zespołu Proletaryat i ich przeboju sprzed wielu już lat Ziemi Sól...

To my ziemi naszej sól
Z brudnych dzielnic i zapadłych dziur
To ulica naszą matką złą
Sami w sobie mamy własny dom

Ref.: Hej my nie damy nigdy się
Hej nie złapiecie nas za łeb
Hej nie zniszczycie marzeń, nie
Hej chcemy żyć jak nam się chce

To my ziemi naszej sól
Mrowie jeżów i wytartych skór
To hołota mówią o nas tak
Kto z nas przegrał to pokaże czas

Ref.: Hej my nie damy nigdy się
Hej nie złapiecie nas za łeb
Hej nie zniszczycie marzeń, nie
Hej chcemy żyć jak nam się chce

sobota, 7 lipca 2012

Duża chmura

Nie da się ukryć, że pogoda jest dramatyczna, upał jakich mało. Jakieś chmury się kłębią nad miastem ale czy będzie deszcz?





Pewnie będzie... a tymczasem IRA i utwór Deszcz z 1993 roku.



Music Non Stop... elektronicznie

O tym chyba każdy dobrze wie, że bez muzyki byłoby nudno na świecie. Zawsze czegoś się słucha. Jedni starają się być z nowościami na bieżąco, bojąc się o to, że nie podążą za modą, jeszcze inni zamykają się w jednym stylu bądź okresie muzyki, odrzucając wszystko to co nowe. Jedno jest pewne ortodoksom i muzycznym outsiderom żyje się gorzej, ale ja podziwiam ich za fascynację i upór. Natomiast tym co oddają się coraz to nowszym trendom współczuję, bo nie wiedzą co tracą. Ja z moimi "zainteresowaniami" jestem gdzieś po środku i podchodzę do tego wszystkiego z umiarem.
***
Wiadomo każda dekada ma swoją ikonę mody i styl. Tym razem, na krótko, chcę zahaczyć o lata siedemdziesiąte XX wieku, które były okresem ugruntowywania się kilku gatunków współczesnej muzyki, a w szczególności muzyki elektronicznej, wchodzącej wtedy do kultury masowej. Zaczęło się to wszystko w 1974 roku, kiedy to niemiecki zespół Tangerine Dream wydał album Phaedra, pierwszy z gatunku muzyki elektronicznej, który  trafił do szerszej publiczności na tyle, by znaleźć się na ówczesnych listach przebojów. Z kolei rok 1976 był dla tego gatunku przełomowym bowiem ukazał się wtedy album Oxygene Jeana-Michela Jarre'a, swoiste koło zamachowe tego gatunku. Warto jeszcze wspomnieć o innych albumach z tego okresu, które osiągnęły sukces, a więc nieśmiertelne muzyczne dzieła, Autobahn wydany w 1974 oraz Die Mensch-Maschine z 1978 zespołu Kraftwerk.
***
Żeby poczuć smak tamtych lat oraz usłyszeć rodzący się wtedy gatunek muzyki elektronicznej to polecam utwór Ricochet Part One wykonany przez Tangerine Dream... bardzo elektroniczny i psychodeliczny.


środa, 4 lipca 2012

Upał szkodzi... czyli ogłośmy koniec Lata

Jest duszno i gorąco, pot człowieka zalewa, choć krew również, ale trzeba dalej jakoś trwać. Dzięki tej pogodzie przypomniała mi się pewna historia... w lipcu 1987 roku antykomunistyczna Pomarańczowa Alternatywa podjęła się spektakularnej akcji. Trzynastoosobowa grupa młodych ludzi odzianych w koszulki z literami układającymi się w napis "Precz z upałami" wyległa na zalane gorącym słońcem wrocławskie ulice. Ten żywy "transparent" zachowywał się w dość nietypowy sposób, bowiem od czasu do czasu literka "U" miała lekką przypadłość. Bumelantowi kryjącemu się pod literką "U", nudziło się stanie w pełnym słońcu i co jakiś czas gdzieś się gubił. To wprawiło w niemałe osłupienie otaczających demonstrantów milicjantów, trzymających w swoich rękach pewien atrybut władzy, który z upałem nie miał za wiele wspólnego. Milicja obywatelska ze szczególną uwagą traktowała wspomnianą literkę "U". Kiedy tylko jej właściciel znikał, w pobliżu pojawiał się patrol milicji, aby sprawdzić czy przypadkiem nie doszło do zniewagi munduru. Okazywało się, że kryzys był szybko zażegnywany, a literka "U" trafiała na właściwe miejsce w wyrazie "upałami". Oczywiście do czasu odejścia ówczesnych czujnych stróżów prawa.
Większości akcji Pomarańczowej Alternatywy kończyła się tym, że uczestnicy zostali zatrzymani, następnie skrupulatnie przesłuchani, a później z braku podstaw do aresztowania, zwolnieni do domów.
No tak te czasy już nigdy nie powtórzą się, ale warto wspomnieć o tym jak ćwierć wieku temu walczono z absurdem.
***
Kto dzisiaj, podobnie jak Pomarańczowa Alternatywa, wyszedłby na ulice protestując przeciwko komuś lub czemuś, w tak wymyślny sposób? Pewnie by się znalazł jakiś człowiek, jednak standardy się zmieniły. Obecnie mamy styl bardziej konfrontacyjny i bezpośredni. Bez ogródek wytykamy władzy jej błędy oraz wyrażamy nasze niezadowolenie z sytuacji, w jakiej nam przyszło egzystować. Niestety z coraz mniejszym skutkiem.
***
Milicyjne pały zostały zastąpione innymi atrybutami władzy, które niekoniecznie z władzą mają wspólnego. Pomimo dosadności przekazu protestujących, ich głos ginie w jakiś głupich procedurach, o czym świadczy na przykład sprawa ACTA. Działacze (?) społeczni, sportowi, no i  politycy czynią to notorycznie i niczym choroba w postępie geometrycznym przechodzi na innych, mniej lub bardziej świadomych powagi sytuacji w jakiej się znaleźli. Ewidentne kłamstwa są przekształcane w błahą pomyłkę, tudzież przejęzyczenie.  Były i obecny premier powiedzieli, co im przystało o EURO 2012, dla jednego to była porażka, a dla drugiego sukces. Dwa odrębne zdania, niczym dwa bieguny. Karmienie kłamstwem weszło, co niektórym tak w krew, że nie wiedzą, co bredzą. Nie chcę się roztrząsać na szczegółami. Ale wiadomo jest gorąco i duszno, a upał szkodzi. Jakże jaskrawym przykładem tego jest również Grzegorz Lato i jego deklaracja, że odejdzie z PZPN, jeśli nasze piłkarskie orły nie wyjdą z grupy. No i nasz wspaniały Grześ, który pewnie również ugotował się w tym upale, nie przyznaje się do tego, co powiedział. Pewnie klimatyzacja mu padła w samochodzie. Żenada i tyle. Powiem  tylko tyle, że w ten sytuacji należałoby postąpić na wzór legendarnej Pomarańczowej Alternatywy i stanąć przed siedzibą PZPN z transparentem "Ogłośmy koniec Lata". Może wtedy by ten upał zelżał, kto wie.
***
Przerażające, ale PZPN kojarzy mi się z PZPR... to pewnie przez ten upał i duchotę.
***
W tym upale warto schronić w krzakach i w tym nam pomoże legendarna grupa Krzak w utworze zatytułowanym... Krzak. Polska muzyka ma swoje uroki i nie ma czego się wstydzić.





wtorek, 26 czerwca 2012

Zdziczenie dyskursu

W mediach wybuchła kolejna wojna, której to rozstrzygnięcia oczywiście nie ma. Denne żarty Michała Figurskiego i Kuby Wojewódzkiego na antenie radia Eska Rock na temat Ukrainek przekłuły nadęty balon antagonizmów i frustracji, który to rozlał swoją zawartość na Polaków i nie tylko. Tak oto rozpoczęła się debata, jedni dosadnie krytykują, inny usprawiedliwiają autorów tych dowcipów - jeśli oczywiście można je tak nazwać. Pomyje się rozlewają, a ludzie się w nich nurzają bez opamiętania, niczym krokodyle pożerające swe ofiary w płytkich i bagnistych korytach rzek na Florydzie. Kwestia odpowiedzialności pozostała na szarym końcu, nie wspominając jak nudne jest gadanie o moralności. Jesteśmy świadkami zdziczenia dyskursu medialnego. Okazuje się, że mamy wielu ekspertów i każdy z nich ma swoje zdanie. Niesamowite. Żart potępiam, bowiem z rzeczonym absurdem o którym Kuba Wojewódzki mówił, nie ma nic wspólnego. Pewnie mu się definicje pochrzaniły. Jakkolwiek mówiąc niezwykle łatwo rozjuszyć ludzi barowym dowcipem. Media to oczywiście podgrzewają i wzmacniają, bowiem bez ogródek publikują i cytują w całości teksty Figurskiego i Wojewódzkiego w bezsensownym kontekście. I powiem, że to wszystko jest bez sensu, powstał hałas, który zagłusza poważniejsze sprawy. Ale co tam lud musi być czymś karmiony. Błazen zrobił swoje, a król jest zadowolony... rząd w tym szumie szykuje zmiany kilku ważnych ustaw, zabiera podatki i ulgi a my się gryziemy po dupskach niczym psy na przedmieściu o kawałek świńskiej kości. Mam nadzieję, że żadnej świni nie obraziłem...


 Lady Pank w utworze Fabryka małp podpowie nam jak traktować ten temat...


wtorek, 19 czerwca 2012

Wszystko wraca do normy

Sportowe emocje opadły, Polskie Orły daleko nie zaleciały, pocieszenie jest takie, że są to jedyne mistrzostwa z których nie wracamy do domu. Dowcipnie i sarkastycznie, ale nie należy popadać w depresję, jak to niektórzy fanatycy footballu, którzy po przegranym meczu z Czechami skakali z wrocławskich mostów do Odry. Choć dodam, że sącząc sobie w sobotni wieczór na balkonie zimny złocisty trunek, byłem świadkiem jakże niezwykle perwersyjnej radości, grupka orłów śpiewając koszarowe szlagiery, pokrzykiwała radośnie - "dobrze, że Ruskie odpadły", "kacapy do domu" i wiele innych mniej lub bardziej podkreślających jakże gorące uczucia skierowane do braci zza wschodniej granicy. Co tam, duch tolerancji w polskim narodzie nie ginie. Sport, sportem tu się liczą umiejętności i odrobina szczęścia, czyli tak jak to bywa w każdej dziedzinie życia.
***
Ale nie samym sportem człowiek żyje. Są jeszcze książki i muzyka. Od kilku tygodni przebijam się przez dosyć kontrowersyjną pozycję autorstwa Idith Zertal Naród i śmierć - zagłada w dyskursie i polityce Izraela. Świetna książka dla tych, których interesuje kwestia rozstrzygnięcia problemu antysemityzmu w pryzmacie dyplomatycznych zabiegów, a także narzędzi ekonomicznych i militarnych. Tematy jakie porusza autorka są w pewien sposób bliskie nam Polakom, bowiem opowiada ona nam między innymi o znanym nam z historii kulcie śmierci za sprawę oraz o klęsce przeobrażonej w moralne zwycięstwo. Od wielu lat nie potrafimy konstruktywnie nad tymi sprawami dyskutować i po prostu rozliczyć się z nimi, niestety nadal boimy się tej materii dotknąć. Może potrzeba jeszcze jednego, dwóch pokoleń. Warto jednak nad tym wszystkim się pochylić i wyciągnąć pewne wnioski. Oby dobre i przydatne...
***
No tak a muzyka gra, ale w innym kontekście niż sobie wyobrażacie, niejaki Tymon Tymański, Robert Brylewski oraz Grzegorz Halama pracują nad wiekopomnym dziełem, filmem o dosyć przekornym tytule "Polskie gówno" - czyli w wolnym tłumaczeniu Polish shit... Owi prowokatorzy i niezłomni weterani polskiej sceny kabaretowej oraz alternatywnego i podziemno-garażowego grania mają zamiar podsumować polską scenę muzyczną. Dziennikarze czują w tym wielką prowokację, ale jak zapowiadają autorzy będziemy świadkami zmagań ekipy Tymańskiego z gnuśnym i byle jakim polskim show-biznesem, czyli to będzie swoista walka z wiatrakami. Jakkolwiek mówiąc staram się skontaktować z Tymonem Tymańskim w celu przeprowadzenia krótkiego wywiadu. Jeśli uzyskam zgodę na publikację choćby kilku zdań to oczywiście podzielę się tym z wami.
***
A dla przypomnienia Armia i jej nieśmiertelny utwór Niezwyciężony z płyty Legenda wydanej w 1991 roku. Wykonanie koncertowe ale za to nadal oddaje ducha tamtych czasów... 



piątek, 8 czerwca 2012

Cud


Nasz wielki imperator Donald Tusk triumfuje, dokonano dzieła niesłychanego, wręcz epokowego, bowiem udało się (nam?) połączyć pięć odcinków asfaltu w jedną całość...Drżyjcie rebelianci, nasza Gwiazda Śmierci, czyli autostrada A2, działa, no prawie, ponieważ do wschodniej granicy reszty nie pociągnięto. Ale co się przejmować, tam też dojdziemy. Przynajmniej stolica naszego kraju jest połączona ze światem... a do tego jeszcze trawa jest przycięta na stadionach zgodne z normami, ponieważ od dziś piłka idzie w ruch. Władza się cieszy, lud się cieszy, są przecież igrzyska i piwo...



czwartek, 7 czerwca 2012

Music Non Stop

Dobrze, że człowiek słucha radia, bo od czasu do czasu wpadnie mu do ucha coś ciekawego. Tym razem z głośników popłyną Woodkid, czyli Chłopiec z drewna, w utworze Run Boy Run. Ów Woodkid to niepozorny francuz o niezłym głosie i pomyśle na muzykę. Urodzony w Lyonie Woodkid, czyli Yoann Lemoine, jest człowiekiem, który zajmuje się nie tylko muzyką ale i reżyserią, pisaniem piosenek oraz grafiką.
Co do warstwy muzycznej to mamy okazję usłyszeć trąbki, bębny i kilka innych prostych instrumentów. Jakże banalnie prosta recepta na dobry i świeży utwór, nie wspominając o pozyskaniu fanów. Jakkolwiek mówiąc od pewnego czasu furorę w sieci robi teledysk do wspomnianego utworu. Klip wyreżyserował sam Woodkid we własnej osobie, który potrafi umiejętnie bawić się obrazem. Stworzył wartą uwagi muzykę i połączył ją z obrazem nasyconym czernią, bielą, minimalizmem i zwolnieniem tempa. Reasumując świetnie zrealizowany teledysk do sugestywnej muzyki.




wtorek, 5 czerwca 2012

Szczyt bezczelności

Ostatni tydzień miałem tak zakręcony, że nie skończyłem kilku tematów, które są niezwykle ciekawe, jak między innymi historia pewnego Ślązaka, który uciekł z obozu koncentracyjnego w Gusen, ale o tym kolejnym razem.
***
Dzisiaj obudził się we lokalny patriotyzm. Po lekturze jednej z gazet dosyć mocno poirytowałem się ostatnią wypowiedzią Marszałka Piotra Całbeckiego przekonującego, że Bydgoszcz nie powinna być miastem centralnym planowanej w (nie wiadomo jak jeszcze dalekiej) przyszłości metropolii w Województwie Kujawsko-Pomorskim i dodaje, iż najlepszym rozwiązaniem dla regionu jest stworzenie tzw. duopolu – czyli dwumiasta. No i do tego momentu byłoby jeszcze zrozumiałe, iż Całbecki chce jakiejś debaty dotyczącej rozwoju największych miast w województwie. Niestety argumentacja, jaką się posłużył Marszałek województwa jest szczytem bezczelności i inaczej tego nie można nazwać. Twierdzi on, że z analiz rządowych wynika, iż Toruń zalicza się do miast klasy A, z uwagi m.in. na wielkość, jakość życia, potencjał akademicki oraz atrakcyjność. Natomiast Bydgoszcz jest miastem klasy B, pomimo tego, że jest większym ośrodkiem. Całbecki podkreślił, iż to są obiektywne wskaźniki. Cokolwiek te klasy znaczą, nie wspominając o doborze rzekomych obiektywnych wskaźników, zamiast zbliżenia największych miast w regionie, to ponownie jesteśmy świadkami budowy muru pomiędzy nimi. Taka wypowiedź powinna równać się dymisji obecnego Marszałka, który tak właściwie jest odpowiedzialny za całe województwo, a nie tylko za Toruń. Z tego również wynika, że Całbecki myśli, iż Toruń skupia w sobie wszelkie możliwe atuty, a reszta to dziki interior, nad którym należy zapanować. Tak oto dyskusja o możliwościach i ewentualnym rozwoju województwa zeszła ponownie na psy i wzmacnia niepotrzebne antagonistyczne nastroje. No chyba, że Całbecki pomylił się z kategoriami prawa jazdy, czyli A na motocykl, a B na samochód.
Jestem ciekaw jak długo ów Marszałek ślęczał nad swoimi memuarami, żeby wybuchnąć tak bezczelną kreacją. Jakkolwiek mówiąc temu Panu jeż dziękujemy.
A na zakończenie zacytuję klasyka zakręconego felietonu Tymona Tymańskiego polityka, sralityka - to tylko moje zdanie.
***
Grupa Kazik Na Żywo w utworze Plamy na słońcu wyjaśni co tak właściwie porobiło się z tą krainą złą...




sobota, 2 czerwca 2012

I regret the error... czyli wszystko wraca do normy

Na szczęście nasi politycy nie wywołali wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Jakkolwiek na to nie patrząc, po prawej, lewej a nawet po środkowej (jeśli takowa istnieje) stronie sceny politycznej wrzało, czy wręcz kipiało. Byliśmy świadkami gorących patriotycznych uniesień, w niektórych przypadkach podszytych arogancją, agresją i chamstwem - tych którzy chcieli zaistnieć w medialnym świecie i przypomnieć społeczeństwu o sobie.
Na szczęście padły słowa Dear Mr. President, I regret the error... i git majonez. Prezydent Barack Obama pokazał klasę, wykonał ważny gest, który zamknął dyskusję na temat "polskich obozów śmierci" i jednoznacznie odciął się od tego niefortunnego sformułowania. Premier Donald Tusk widocznie ukontentowany wypowiedzią Obamy dorzucił swoje trzy grosze i powiedział, że nie spoczniemy, dopóki ostatecznie nie wyplenimy tego złego nawyku niektórych wypowiedzi... cóż zabrzmiało groźnie ale stanowczo. Ciekawe kogo miał jeszcze Donald na myśli? Czyli jednym słowem wszystko wróciło do normy, a jedyny i prawdziwy Polak - czyli wódz Jarosław Kaczyński nie przyjął zaproszenia od Tuska na obiad i wspólne oglądanie EURO 2012. Krążą plotki, że sam zaczął gotować i kupił telewizor.

***

Cokolwiek by się działo na świecie najlepszym remedium na problemy współczesności jest muzyka. Niech na otarcie łez zabrzmi utwór No More Tears wykonany przez Ozzy'ego Osbourne'a, który nie jedną gafę w życiu popełnił.

środa, 30 maja 2012

Wpadka...

Powiem tak, my to mamy (nie)szczęście... Polska i Świat żyje wpadką Prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy. Popełnił on lapsus, jakich mało, bowiem podczas wręczania Prezydenckiego Medalu Wolności, honorując pośmiertnie bohatera polskiego podziemia Jana Karskiego, powiedział, iż kurier podziemia AK „został przeszmuglowany do Getta Warszawskiego i polskiego obozu śmierci”… wiadomo chodziło nazistowski. Jednym słowem wtopa jakich mało i zgodzę z komentarzem amerykanisty Zbigniewa Lewickiego, że „Prezydent wielkiego mocarstwa dał nam w twarz”, oczywiście metaforycznie. Jakkolwiek mówiąc, słowa niefortunnie wypowiedziane przez Prezydenta Obamę w pewien sposób obrazują zbiorową świadomość i wiedzę amerykanów na temat holokaustu, nie wspominając o nazistowskich obozach koncentracyjnych. Pomimo tej wpadki nie należy popadać w jakieś paranoidalne i skrajne klimaty, jakimi zaczęto nas częstować, które podkreślają jedynie „zaściankowość” pewnych polityków i komentujących dziennikarzy. Nie mam zamiaru nikomu słodzić, ani pouczać, ale ci co tak teraz w wielkim oburzeniu krzyczą, niech pomyślą nad tym co sami wygłaszają i czy nie idą za daleko ze swoimi sądami. Doza zrozumienia i wyważone słowa z naszej strony, a przeprosiny z drugiej powinny wystarczyć… Łatwo przekroczyć pewne granice i zepsuć stosunki. Natomiast laureat pokojowej nagrody Nobla powinien orientować się chociaż trochę w temacie...

##

Tak na przekór Prezydentowi Barackowi dedykuję niegdyś kultowy utwór z drugiego album polskiego zespołu rockowego Piersi wydanego w 1993 roku – My już są amerykany... przecież nikt nie chce być złośliwy a atmosferę trzeba jakoś rozładować.

sobota, 26 maja 2012

Sportowo...

Emocje sportowe coraz większe i o to właśnie chodzi. Dzisiejszy mecz polskiej reprezentacji ze słowacką drużyną pokazał nam, na co naszą ekipę stać. Ogólnie rzecz mówiąc, można dojść do wniosku, że chłopaki sobie pograją podczas EURO. Oby jak najdłużej i żeby znaleźli się jak najbliżej finału. Tyle o sporcie... prawdziwym. Niestety w ostatnich tygodniach piłka nożna kojarzy mi się ze zblazowanymi twarzami Grzegorza Lato i Jana Tomaszewskiego, którzy robią sobie permanentne jaja, obrażając każdego, kto im się nawinie. Zapomnieli, że tym postępowaniem zniżają się zachowań kiboli lejących się po ciemnych ulicach miast, a do tego demolujących stadiony. Tym panom ja dziękuję i należy zmienić twarz polskiego sportu. Sądzę, że to ostatnie lato pana Grzegorza, a w tym upale Tomaszewski i tak się dawno spalił...

***

The Final Countdown grupy Europe dedykuję każdemu, kto lubi się dobrze bawić...

czwartek, 10 maja 2012

Jak upadł Berlin w 1945 roku

Dwa dni temu 8 maja minęła 67 rocznica końca II wojny światowej. Pomimo tego, iż minęło tyle lat, to warto wrócić do tamtych dni, chociaż na chwilę i dowiedzieć się jak to faktycznie wtedy było. Książka Berlin 1945. Upadek Antony Beevor’a – brytyjskiego historyka, jest chyba jedną z najlepszych publikacji na temat ostatnich miesięcy istnienia III Rzeszy i zakończenia II wojny światowej w Europie. Pozycja ta rozpoczyna się od styczniowej ofensywy wojsk radzieckich i kończy się w chwili upadku Berlina. Autor tej książki opowiada o zatwardziałym fanatyzmie i odwadze, niesamowitemu poświęceniu i okrutnej zemście. Pozycja ta została skrytykowana przez rosyjskich historyków, którzy stwierdzili, że książka ta jest kłamstwem i opisuje radzieckich żołnierzy jako zdziczałe azjatyckie hordy. Beevor chciał żeby rosyjscy historycy podeszli bardziej obiektywnie do materiałów, które znajdują się w ich archiwach i zrewidowali mit heroicznej Armii Czerwonej, wyzwalającej wschodnią część Europy w 1945 roku.
***
Dzięki tej książce mamy okazję poznać drogę marszu zwycięskiej Armii Czerwonej, która spłynęła krwią nie tylko żołnierzy, ale i napotkanej przez nią ludności cywilnej. Los żołnierza, czy cywila niewiele znaczył zarówno dla Stalina podejmującego strategiczne decyzje w Moskwie i Hitlera zamkniętego w bunkrze przy Wilhelmstraße 77. Opis wydarzeń z bunkra Führera zapada w pamięci. Hitler, który był kompletnie oderwany od rzeczywistości, wydawał nieskoordynowane rozkazy, skazując ludność cywilną i resztę armii na pewną śmierć. Chciał on umrzeć razem z Berlinem i tak się stało, 30 kwietnia 1945 roku, w leju po bombie przy bunkrze popełnił samobójstwo.
***
Beevor koncentruje się również na wyjaśnieniu motywów Józefa Stalina, który był gotowy poświęcić każdą liczbę żołnierzy, by zdobyć Berlin przed aliantami zachodnimi. Stalin panicznie bał się postępów armii amerykańskiej, wietrząc spisek w każdym jej ruchu. Paranoicznie podchodził również do własnych żołnierzy wykorzystując agentów Smierszy do ścigania „szpiegów” i „wrogów ludu” siejących defetyzm. Generałowie radzieccy tracili tysiące żołnierzy i sprzętu w rywalizacji o to, który z nich pierwszy dotrze do Berlina żeby zatknąć czerwoną flagę na budynku Reichstagu.
***
Książka ta odsłania wstrząsające opisy zbrodni, morderstw i gwałtów, dokonywanych przez żołnierzy Armii Czerwonej na ludności cywilnej. Mamy również okazję poznać elementy wewnętrznej walki o wpływy w otoczeniu Adolfa Hitlera o to, kto po jego śmierci przejmie władzę. Tak, więc jesteśmy świadkami dekadenckiego końca Berlina, totalnego upadku moralnego żołnierza i okrutnego oblicza wojny, która nie oszczędzała wtedy nikogo.
***
Warto sięgnąć po książkę, w której autor wykorzystał wiele niepublikowanych dotąd relacji świadków oraz dokumentów udostępnionych przez różne archiwa.



Antony Beevor
Berlin 1945. Upadek
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Znak

EU(RO)FORIA czy (EURO)BOJKOT czyli od przeboju do rozboju

EURO 2012 impreza, która z założenia jest stricte sportową, przeistoczyła się w niezrozumiałą wojnę. Sacrum, pojmowane jako przejaw ducha sportowego współzawodnictwa, zostało wypchnięte przez histeryczne pokrzykiwania oburzonych polityków, nie mówiąc o kibicach. Cokolwiek nie jest związane bezpośrednio z piłką nożną to w tym przypadku należy wspomnieć o sukcesie "Jarzębiny", zespołu folklorystycznego, który podzielił gusta Polaków skocznym utworem "Koko Euro spoko". Okazało się, że część Polaków głosując na „Koko Euro spoko” pokazała, jak wygląda ich poczucie humoru. Pozostali rwą włosy z głowy i biadolą nad tym wyborem, że to obciach i kompletna wiocha. Socjologowie już zaczęli przeprowadzać badania na ten temat, a dziennikarze rozpisują się o rozchwianych gustach Polaków. W tym momencie spytam się złośliwie, która z dziesięciu zaprezentowanych propozycji "potencjalnych przebojów" wybranych przez widzów była lepsza? Nad czy się zastanawiać, co tam, przynajmniej mamy utwór, który promuje w Europie polski folklor i kulturę. Ponadto jest to przynajmniej piosenka stadionowa, a nie jakaś tam poezja śpiewana. Ale wychodzi no to, że wstydzimy się naszego plebejskiego ducha narodowego, jakbyśmy byli jakimiś "paniskami", czy też o mało co szlachtą nie wiadomo jakich lotów. Nie pieńmy się i traktujmy to z przymrużeniem oka bo nie ma czego się wstydzić.
***
Prawa strona sceny politycznej, czyli grupa Jarosława Kaczyńskiego (a tak właściwie on sam) – najbardziej prawdziwego i polskiego Polaka, chce bojkotu EURO 2012. Fakt ten uzasadnia sytuacją jednej pani – byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko, skazanej na karę więzienia, dodam, że za przekręty, o których mało kto mówi. Jarosław zapomniał, że sam nie tak dawno temu z kolegą Zbigniewem Ziobro, też chciał część polskiej sceny politycznej umieścić za kratkami. Ale wiadomo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeśli komuś zależy na pogłębianiu przepaści z państwami zza wschodniej granicy Polski to nic na to nie poradzę. Ukraina ewoluuje i jest teraz w kluczowym momencie przed wyborami i politycy pokroju Jarka powinni naciskać na reformy i demokratyzację tego kraju, a nie tylko gadać o bojkocie mistrzostw, które z założenia nie mają nic wspólnego z relacjami Polski, Unii Europejskiej i Ukrainy. Okazuje się, że jednak EURO 2012 to dobre narzędzie do robienia polityki. Niestety wykorzystywanie sportu do osiągania celów politycznych nigdy nikomu za dobrze nie wychodziło, zarówno sportowcom, jak i politykom. Jarosław Kaczyński wychodzi z założenia, że sport jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami.*
***
Do tej zadymy wokół EURO 2012 dołączył się również Jan Tomaszewski – niegdyś członek reprezentacji Polski, krytycznie odniósł się do składu kadry narodowej, która zagra na EURO. Jego stwierdzenie, że "w reprezentacji, w koszulce z białym orłem grali jeden Francuz i dwóch Niemców, którzy grali już dla Francji i dla Niemiec" i "odbierają naszym, prawdziwym Polakom" miejsce w reprezentacji jest postawą rasistowską i objawem chamstwa. Wspomnę jeszcze, że Tomaszewski powiedział też, że nie będzie kibicował polskim piłkarzom na Euro 2012. Tego nie warto komentować, ale powiem, że za czasów nieżyjącego już Kazimierza Górskiego był on gwiazdą polskiego futbolu, ale zmienił trenera i to niestety widać.
***
Jakkolwiek mówiąc piłka jest w grze... a my Polacy się kopiemy.

*Carl von Clausewitz, teoretyk wojny powiedział, że "Wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami”.

***
Na zakończenie i na przekór wszystkim posłuchamy sobie Koko Euro spoko, jak ma być wesoło to jest...

niedziela, 6 maja 2012

Początek. Zanim powstał obóz w Gusen


Jak wcześniej zapowiedziałem temat obozu koncentracyjnego w Gusen wraca ale w nieco innym kontekście. Udało mi się dotrzeć do publikacji z 2007 roku autorstwa Rudolfa A. Haunschmieda, Jana-Ruth Mills'a oraz Siegi Witzany-Durda pod tytułem St. Georgen-Gusen-Mauthausen. Concentration Camp Mauthausen Reconsidered. Niestety nie została ona jeszcze przetłumaczona na język polski, ale kto wie może pewnego dnia ukaże się na naszym rynku księgarskim. Dla zainteresowych podpowiem, iż fragmenty tej pracy są dostępne jako Google-Book St. Georgen-Gusen-Mauthausen (link).
Autorzy tej książki w pierwszych rozdziałach starają się przedstawić uwarunkowania lokalne, a także nastroje społeczne mieszkańców St. Georgen, Gusen, Mauthausen i Lagenstein oraz politykę III Rzeszy (m.in. Inspektoratu Obozów Koncentracyjnych SS), dotyczącą lokalizacji kompleksu obozowego Mauthausen-Gusen.
Istotnym faktem jest to, iż autorom udało się w szczegółowy sposób opisać sytuację polityczną w Górnej Austrii w latach 20-tych i 30-tych XX wieku, czyli okresie w którym kiełkował nazizm. Zobrazowali oni nastroje i stopień poparcia idei nazistowskich przez Austriaków, a także przedstawili tabele z wynikami wyborów do parlamentu oraz władz lokalnych w latach 1923-1930. Interesujące jest to, że wyniki z przeprowadzonych wyborów wskazują dosyć niskie poparcie dla nazistów w St. Georgen oraz Lagenstein – około 6%. W tym czasie w Wiedniu naziści mieli około 10% poparcie. Autorzy powołując się na sytuacje polityczną w Górnej Austrii po Anschlussie i nastroje społeczne nieprzychylne partii nazistowskiej obalają tezę o rzekomym nagradzaniu społeczności lokalnej poprzez umiejscawianie na tym terenie obozów koncentracyjnych w Mauthausen i Gusen. Daje to nowe światło na sytuację społeczną ówczesnej Austrii.
Przyłączenie Austrii do Wielkich Niemiec, które zostało poparte w referendum z 1938 roku przez 99.73% Austriaków należy ponownie zrewidować, patrząc na upływ czasu wydawałoby się, że jest to niemożliwe. Jakkolwiek mówiąc, wcześniej bo w 1934 roku, Adolfowi Hitlerowi zaraz po objęciu władzy w Niemczech nie udała się pierwsza próba Anschlussu. Sądzę, iż świadczyło to o dużej jeszcze autonomii tego kraju. Niestety po czterech latach, 12 marca 1938 roku, Wehrmacht wkroczył do Austrii, gdzie następnego dnia ogłoszono podpisaną przez Hitlera ustawę, na mocy której włączono Austrię do Wielkiej Rzeszy jako Marchię Wschodnią. Sądzę, iż wniosek jest prosty - referendum zostało sfałszowane.
Istota jest również pozycja Kościoła katolickiego na tych terenach. W książce przytoczona jest postać urodzonego w Górnej Austrii biskupa Linzu Johannesa Marii Gfoellner`a, który odmówił podpisania konkordatu pomiędzy austriackim Kościołem katolickim, a państwem nazistowskim. Żeby zobrazować tragizm czasów przedwojnia spomniana jest również szokująca dla austriackiego Kościoła postawa arcybiskupa Wiednia kardynała Theodora Innitzer`a, który współpracował z nazistami. 14 marca 1938 roku kardynał Innitzer w hotelu Imperial w Wiedniu wraz z innymi biskupami podpisał deklarację popierającą Anschluss Austrii. Tekst deklaracji Innitzera brzmiał mniej więcej tak:

Wielce szanowny Panie Gauleiterze!
Przesyłam załączone oświadczenie. Przekona ono Pana, że my, biskupi dobrowolnie i bez przymusu wypełniliśmy swój narodowy obowiązek. Wiem, że z oświadczenia tego wyniknie dobra współpraca.
Łączę wyrazy głębokiego poważania i Heil Hitler! 


Kardynał Theodor Innitzer *

W kwietniu 1938 roku, żeby uczcić urodziny Adolfa Hitlera, Innitzer zarządził żeby we wszystkich austriackich kościołach wywiesić flagę ze swastyką oraz bić w dzwony i modlić się za Hitlera. Myślę, iż ta sytuacja świadczyła o naiwności i ślepej wierze w słowa Hitlera.

Przestawione fakty oddają w pewnym sensie kontekst społeczno-polityczny, nie wspominając o ówczesnych sprawach społeczności lokalnych.
Dla zrozumienia powstania obozów koncentracyjnych w Mauthausen i Gusen dodam, iż istotne dla nazistów było również to, iż ulokowanie i funkcjonowanie obozów w tych miejscowościach miało uzasadnienie ekonomiczne, z uwagi na bliskość zakładów przemysłu zbrojeniowego - o których wcześniej pisałem.

***

To co przedstawiłem jest tzw. „pigułką wiedzy” ale i układanką, którą pewnie z czasem da się rozszerzyć i uzupełnić, co pozwoli obiektywnie przeanalizować i odpowiedzieć sobie na pytanie - jak rzeczywiście było w tamtych czasach? Z drugiej strony jest to też sygnał tego, że wydarzenia z dnia 1 września 1939 roku były nieuniknione... W kolejnych wpisach postaram się opisać inne ciekawe wątki z tej książki.

***

Zachęcam do posłuchania niezwykłego (i długiego) utworu zatytułowanego Toczy się koło historii autorstwa Józefa Skrzeka, o ile pamiętam z 1979 roku, przy którym można się rozpłynąć...

* źródło: https://forum.ioh.pl/viewtopic.php?p=177831

czwartek, 3 maja 2012

Music non stop



Trochę się opuściłem w temacie muzycznych nowości, ale udało mi się zdobyć arcyciekawy i niezwykle klimatyczny album zatytułowany Not the weapon but the hand Steve Hogartha oraz Richarda Barbieriego. Album został wydany w lutym tego roku i według mnie już można go zaliczyć do (mojego) kanonu muzyki progresywnej. Może przesadzam, ale w tej chwili płyta ta leży najbliżej odtwarzacza i często w nim ląduje. Powiem krótko - genialne granie, sama przyjemność. Dla niewtajemniczonych na początek polecam utwór A Cat With Seven Souls oddający chyba najlepiej klimat tego albumu. Wielka radość dla mnie ponieważ niczym déjà vu usłyszałem znajome dźwięki z płyt Marillion, czy też Porcupine Tree... Płyta ta idealna jest na wieczór. Muzyka minimalistyczna a śpiew jest bardzo delikatny, czasem przyjmuje formę melorecytacji przynoszącej niesamowity efekt. Nie każdy lubi nudzenie i senne granie, jednak barwa głosu Hogartha jest stworzona do tego rodzaju muzyki. Polecam, sądzę, że najbardziej oporni wymiękną...
Dla przypomnienia Steve Hogarth zastąpił w Marillion charyzmatycznego szkockiego wokalistę Fisha, który w 1988 roku upuścił grupę i rozpoczął karierę solową. Natomiast Richard Barbieri to klawiszowiec znany z grup Japan i Porcupine Tree.


***
Ostatnio z przyjemnością wróciłem do dwóch albumów rozwiązanej w 2011 roku amerykańskiej grupy R.E.M. Document z 1987 roku oraz Accelerate wydanego 21 lat później. Szkoda, że panowie z R.E.M. zakończyli karierę ale przynajmniej pozostawili ciekawy dorobek, który bez wątpienia zainspiruje nie jednego i za sto lat. Muzycy z R.E.M. potwierdzili fakt, iż amerykanie też potrafią grać i nie mają się czego wstydzić, o czym świadczy utwór Finest Worksong z albumu Document. Autorzy tekstu utworu Finest Worksong w przewrotny sposób zachęcają słuchacza do zmian... A oto pierwsza zwrotka:

The time to rise has been engaged
You're better best to rearrange
I'm talking here to me alone
I listen to the finest worksong
Your finest hour
Your finest hour...

Ustalono odpowiedni czas, żeby powstać
Dobrze będzie, a najlepiej jeśli dokonasz zmian
Mówię to tutaj sam do siebie
Słucham najlepszej piosenki roboczej
Twój najlepszy czas
Twój najlepszy czas...

środa, 2 maja 2012

Majówka

Im cieplej, tym dalej od komputera i innych urządzeń technicznych. Na szczęście odkurzyłem klawiaturę i wróciłem do wirtualnego świata. Początek maja to czas uniesień patriotycznych, a także zapachu grillowanej kiełbaski i innych przysmaków z ognia. Nie wspominając o szumie lejącego się do trzewi piwa. Można powiedzieć, że jest wspaniale.
***
I wszystko byłby w porządku gdyby nie wydarzenia i cała ta histeria związana z Euro 2012. Nie jestem przeciwny temu wydarzeniu, jednak proszę o więcej umiaru. Jesteśmy świadkami zbrodni dokonanej przez pijarowców i marketingowców. Komercja przeobraziła patriotyzm i stworzyła podwalinę pod "przemysł patriotyczny", który jest skoncentrowany wokół piłki nożnej. Tak więc czapki, banery, szaliki, kubki i wszelkiej maści gadżety zostały oblepione na biało-czerwono, z orłem w tle. Przez tę gadżetomanię można odnieść wrażenie, że oglądanie meczu i kibicowanie polskiej drużynie jest jedynym wyznacznikiem patriotyzmu. Dodam, że kompania piwowarska sponsoruje śpiewanie hymnu narodowego. W szkołach pewnie zapomniano o nauce Mazurka Dąbrowskiego... tak więc spece od piwa zajęli się tym tematem. Pewnie ktoś wyszedł z założenia, iż przy piwie lepiej się śpiewa. Oto mamy patriotyzm w pełnej krasie. Z tego można wywnioskować, że bez alkoholu nie może się odbyć impreza sportowa, nie wspominając o podkreśleniu swojej tożsamości narodowej... taki narodowy surrealizm.
***
Z drugiej strony władze państwowe, na mocy ustawy, musiały zmusić Polski Związek Piłki Nożnej do tego żeby symbol narodowy znalazł się koszulkach. Na zaprezentowanych w ubiegłym roku strojach, w których Polska drużyna miała wystąpić podczas Euro 2012, znalazły się logo PZPN oraz producenta. W tym wszystkim zabrakło tradycyjnej naszywki z orzełkiem. Oburzenie wśród kibiców, sportowców a nawet polityków odniosło skutek i ostatecznie orzełek wrócił na reprezentacyjne stroje.
***
Reasumując my jako naród żyjemy w schizofrenii, bowiem symbole narodowe są na naszych oczach zniekształcane i przetwarzane na produkty z pchlego targu, nie mówiąc o tym, że trzeba co niektórych zmuszać do tego by reprezentacja narodowa nosiła barwy narodowe. To woła o pomstę do nieba. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć i tyle. Życzę sobie i wam wszystkim tego, żeby flaga i hymn towarzyszyły nam Polakom, nie tylko od święta ale na co dzień i w nieco poważniejszym wymiarze. Jakkolwiek mówiąc nie odmawiajcie sobie piwa i kiełbasek, jak świętować to świętować...
***
Warto odświeżyć sobie utwór Nie Pytaj O Polskę Obywatela G. C. i odpowiedzieć sobie na kilka pytań zadanych przez autora tego przeboju z 1988 roku.