Czy przyszły prezydent II RP, Ignacy Mościcki, chciał w młodości zostać zamachowcem samobójcą? Pytanie jest pewnie nieco na wyrost ale poparte kilkoma faktami, jakie można znaleźć w literaturze.
Mój blog traktuję jako płaszczyznę komentowania otaczającej mnie rzeczywistości, a także jako pewną formę eksperymentu, zabawy oraz pamiętnika. Można tutaj poczytać o tym co mnie interesuje, inspiruje i irytuje. Zapraszam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 25 grudnia 2014
czwartek, 11 września 2014
Barwna Polska... herb województwa kujawsko-pomorskiego
Tak jak wcześniej zapowiadałem wracamy do województwa kujawsko-pomorskiego. Do nazwy, tak jak w przypadku województwa lubuskiego i łódzkiego, już nie ma co się przyczepiać, ale warto wiedzieć jak powstał herb województwa, który jest połączeniem elementów herbu Prus Królewskich (Pomorza Gdańskiego, srebrna tarcza) z godłem kujawskim czyli połulew i połuorzeł.
Co warto wiedzieć i z czego każdy mieszkaniec województwa powinien być dumnym? A i świadomym swych korzeni... Herb Kujaw to jeden z najstarszych herbów ziemskich w Polsce. Znakiem Kujaw stał się znany od drugiej połowy XIII wieku herb książąt piastowskich linii kujawskiej, przedstawiający połulwa i połuorła, których głowy łączy korona. Dla podkreślenia swego pochodzenia z linii książąt kujawskich herbu tego używali na pieczęciach królewskich Władysław I Łokietek i Kazimierz III Wielki, który nadał herbowi książęcemu rangę herbu Kujaw.
Od czasów panowania Władysława II Jagiełly herby ziemskie były umieszczane na pieczęciach królewskich. Pieczęcie kancelaryjne trzech pierwszych królów Polski z dynastii Jagiellonów miały tarczę czwórdzielną w krzyż z herbami Polski, Litwy, Wielkopolski i Kujaw. Tak więc dla mnie rodzonego Kujawiaka jest to powód do dumy. Warto jednak poznać regiony i ich herby wchodzące "skład" dzisiejszego województwa...
poniedziałek, 1 września 2014
piątek, 29 sierpnia 2014
Szwedzi pod Bydgoszczą
Nazwa bydgoskiej dzielnicy Szwederowo pochodzi z czasów potopu szwedzkiego, nawiązuje również do legendy wydanej w 1935 roku przez Wincentego Sławińskiego w zbiorze Babia Wieś, z legend podmiejskich starej Bydgoszczy.
Widok szwedzkich oddziałów podziwiających staropolską Bydgoszcz ze wzgórz Szwederowa uwieczniona
przez Erika Dahlbergha na sztychu wykonanym na podstawie jego szkicu z 1657 r.
Gdy szwedzki potop zalał Polskę, mnożyły się wszędzie grabieże, choroby i nieszczęścia. Polacy mieli
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Barwna Polska...
Reforma administracyjna z 1998 roku powołała do życia województwa, których niektóre nazwy nie do końca przedstawiają nazwę regionu. Choć przed reformą bez wątpienia było jeszcze gorzej. I tak według niektórych regionalistów obecne województwo łódzkie powinno być województwem łęczycko-sieradzkim. W przypadku tego województwa to nie ma co się łudzić, że jest to sztuczna i wymuszona nazwa. Każdy regionalista pewnie powie(działby), że nie było, nie ma i nie będzie nigdy ziemi łódzkiej. Historycznie jest tam ziemia łęczycka, ziemia sieradzka, ziemia rawska (Mazowsze), ziemia wieluńska i ziemia opoczyńska (ziemia sandomierska czyli Małopolska). Pytanie,co ma to wspólnego z nazwą tego województwa? Niewiele, a nawet wcale.
wtorek, 5 marca 2013
a w sercu miasta...
***
Te zgliszcza to pozostałości słynnej bydgoskiej Kaskady, w której to serwowano nawet niezłe żarcie... ale to już było, parafrazując słowa autorki jednej z polskich piosenek. Ostatnio znajomy stwierdził, że jest to zepsuty ząb w architekturze miasta... cokolwiek to znaczy ma rację. Zdjęcia robiłem na początku lutego. Na szczęście kilka dni temu udostępniono wizualizacje nowego budynku Adama Sowy, który stanie w miejscu dawnej Kaskady. Budowa ruszy jeszcze tej wiosny.
źródło: enjoybydgoszcz.pl
... a oto dla przypomnienia Kaskada, której to lata świetności minęły, jeszcze przed zburzeniem... czyli postkomunistyczna bydgoska makabryła...
źródło: urbanity.pl
^^^Kto słuchał Pet Shop Boys, ten niech się nie wstydzi, że miał kontakt z muzyką pop. Utwór Suburbia (po polsku - przedmieścia) oddaje jak najbardziej klimat lat osiemdziesiątych XX wieku, a młodzi niech niech ujrzą co ich ojcowie słuchali za dźwięki z płyt winylowych i taśm magnetofonowych dekady temu... zanim zafascynowali się Pink Floyd, Black Sabbath czy też Led Zeppelin.
środa, 30 stycznia 2013
Nieistniejące pomniki z przeszłości... Mogilno
Nieistniejący pruski pomnik poległych w Mogilnie (Kreis-Kriegerdenkmal für die Gefallenen der Einigungskriege 1864, 1866 und 1870/71). Takie pomniki wznoszono dla upamiętnienia oficerów i żołnierzy poległych na frontach kampanii wojennych prowadzonych przez Królestwo Prus. Rezultatem zwycięskich wojen z Danią (1864), Austrią (1866) i Francją (1870-1871) było zjednoczenie państw niemieckich i utworzenie II Rzeszy Niemieckiej. Nie znam dokładnie historii tego pomnika z Mogilna, ale mógł on zostać wzniesiony w 1903 roku. Ponad dwie dekady wcześniej, tj. 2 września 1880 roku w dziesiątą rocznicę bitwy pod Sedanem, w Bydgoszczy podobny monument odsłonił prezydent królewskiej regencji Anton von Wegnern. Z tego co udało mi się dotychczas ustalić to dosyć spory kawałek Polski był usłany tymi pomnikami. Właściwie każde polskie miasto, które znajdowało się pod zaborem pruskim, było "wyposażone" w tego rodzaju monument. Prawdopodobnie na początku lat dwudziestych XX wieku lub nawet wcześniej, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, został on usunięty przez ówczesne mogileńskie władze lokalne.
piątek, 28 grudnia 2012
Na koniec roku… powstanie, które...
Koniec roku to czas podsumowań. Ludzie lubią popatrzeć z perspektywy czasu na wydarzenia, które wywarły na nich wrażenie i utkwiły w pamięci. Cokolwiek ważnego wydarzyło się w życiu każdego z nas w 2012 roku, jest namacalne i osobiste. Warte wspomnień. I tak chyba jest dobrze...
***
No dobra a teraz z grubej rury. Choć nie mam zamiaru bawić się w niewiadomo jakie bilansowanie mijającego roku, chcę zwrócić uwagę na to o czym zapominamy. Ostatnie lata w naszej zbiorowej świadomości zostały poświęcone tragediom narodowym, które swoim rozmachem po prostu przygnębiają. Zamiast o nich pamiętać, to rozpamiętujemy liczne hekatomby, jakby nic innego w życiu przeciętnego Polaka teraz i w przeszłości nie wydarzyło się. A więc, doskonałym przykładem tego jest wczorajsza rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Media zlekceważyły tę rocznicę, pomimo faktu, iż jest, o czym pamiętać, nie mówiąc o tym, że jest, czym chwalić się i być w pewnym sensie dumnym. Okazuje się, że lepiej być durnym i tkwić w martyrologicznym bólu, niż być dumnym z faktu, iż udało się w patriotycznym zrywie odnieść sukces. Zwycięstwo, które oczywiście ma swoje ofiary, należy je z szacunkiem traktować. Niestety w tym przypadku, krew powstańców wielkopolskich nie wzbudza wielkiej ekscytacji. Media mniej lub bardziej zależne, a także władze państwowe, nie mówiąc o opozycji, nie zaakcentowały tak ważnego momentu w historii Polski. Można dojść do wniosku, że Polacy czerpią radość z bicia i upokorzenia, które (niby) mają podkreślać patriotyzm... na pewno nie mój.
***
Jedno jest pewne powstaniu wielkopolskiemu poświęca się coraz mniej uwagi. Wpisało się ono na trwale w historię Polski, ale w pewnym sensie daje się odczuć, iż dotyczy ono bardziej Wielkopolski. Ważne jednak są pewne akcenty, o których należy pamiętać. Warte podkreślenia jest to, że wczoraj w Bydgoszczy uczczono 94. rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego. Pomimo tego, że Bydgoszcz nie była miejscem walk powstańców wielkopolskich, ze względu na silny w tym mieście garnizon niemiecki, jednak ochotnicy, mieszkańcy miasta, uczestniczyli w walkach powstańczych w okolicznych miejscowościach. Tak oto w Bydgoszczy pamięć o powstaniu pielęgnowana jest bardzo szczególnie, bowiem znajduje się tutaj jedyny w Polsce Grób i Pomnik Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego, na skwerze przy ulicy Bernardyńskiej.
***
No dobra a teraz z grubej rury. Choć nie mam zamiaru bawić się w niewiadomo jakie bilansowanie mijającego roku, chcę zwrócić uwagę na to o czym zapominamy. Ostatnie lata w naszej zbiorowej świadomości zostały poświęcone tragediom narodowym, które swoim rozmachem po prostu przygnębiają. Zamiast o nich pamiętać, to rozpamiętujemy liczne hekatomby, jakby nic innego w życiu przeciętnego Polaka teraz i w przeszłości nie wydarzyło się. A więc, doskonałym przykładem tego jest wczorajsza rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Media zlekceważyły tę rocznicę, pomimo faktu, iż jest, o czym pamiętać, nie mówiąc o tym, że jest, czym chwalić się i być w pewnym sensie dumnym. Okazuje się, że lepiej być durnym i tkwić w martyrologicznym bólu, niż być dumnym z faktu, iż udało się w patriotycznym zrywie odnieść sukces. Zwycięstwo, które oczywiście ma swoje ofiary, należy je z szacunkiem traktować. Niestety w tym przypadku, krew powstańców wielkopolskich nie wzbudza wielkiej ekscytacji. Media mniej lub bardziej zależne, a także władze państwowe, nie mówiąc o opozycji, nie zaakcentowały tak ważnego momentu w historii Polski. Można dojść do wniosku, że Polacy czerpią radość z bicia i upokorzenia, które (niby) mają podkreślać patriotyzm... na pewno nie mój.
***
Jedno jest pewne powstaniu wielkopolskiemu poświęca się coraz mniej uwagi. Wpisało się ono na trwale w historię Polski, ale w pewnym sensie daje się odczuć, iż dotyczy ono bardziej Wielkopolski. Ważne jednak są pewne akcenty, o których należy pamiętać. Warte podkreślenia jest to, że wczoraj w Bydgoszczy uczczono 94. rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego. Pomimo tego, że Bydgoszcz nie była miejscem walk powstańców wielkopolskich, ze względu na silny w tym mieście garnizon niemiecki, jednak ochotnicy, mieszkańcy miasta, uczestniczyli w walkach powstańczych w okolicznych miejscowościach. Tak oto w Bydgoszczy pamięć o powstaniu pielęgnowana jest bardzo szczególnie, bowiem znajduje się tutaj jedyny w Polsce Grób i Pomnik Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego, na skwerze przy ulicy Bernardyńskiej.
Pomnik ten powstał w miejscu Pruskiego Pomnika Poległych, był on w formie obelisku, a wzniesiony został ku czci poległych w wojnach toczonych przez Królestwo Prus. Po powrocie Bydgoszczy do Polski, nie został on wywieziony do Niemiec, jak to bywało w przypadku podobnych jemu pomników. Niemieccy radni protestowali wtedy przeciwko likwidacji tego obelisku, jednak w 1922 roku uprzątnięto resztki pomnika. Kilka lat później w jego miejscu bydgoszczanie ustawili Pomnik Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego. Patrząc przez pryzmat ówczesnych wydarzeń to miejsce było bardzo szczególne, a zarazem symboliczne dla Polaków - mieszkańców Bydgoszczy i okolic, odzyskujących wtedy upragnioną niepodległość.
***
Jest taki polski zespół, który po prostu powalił mnie na kolana... mowa o krakowskim Hipgnosis, niewiele o nim jeszcze wiem, ale przeczytałem ciekawy wywiad z członkami tej grupy w magazynie Lizard. Zmotywował mnie ten tekst do poszukiwań i nawet mam już ich album koncertowy z 2007 roku. Jakkolwiek mówiąc to zachęcam do odsłuchania przyjemnego utworu (oczywiście wieczorem) zatytułowanego Relusion z 2011 roku... miłe dla ucha progresywne granie.
środa, 15 sierpnia 2012
Czerwona zaraza
Dziś ważny dzień, 92 lata temu odparliśmy czerwoną zarazę. Bitwa warszawska zadecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i przekreśliła plany rozprzestrzenienia się rewolucji bolszewickiej na Europę Zachodnią.
Brytyjski historyk John Frederick Charles Fuller napisał w książce po tytułem Bitwa pod Warszawą 1920 - Osłaniając centralną Europę od zarazy marksistowskiej, Bitwa Warszawska cofnęła wskazówki bolszewickiego zegara (...), zatamowała potencjalny wybuch niezadowolenia społecznego na Zachodzie, niwecząc prawie eksperyment bolszewików.
Ważny epizod bitwy warszawskiej, który przyczynił się do powstrzymania czerwonej zarazy, to zdobycie 15 sierpnia 1920 roku w Ciechanowie dwóch radiostacji, które służyły bolszewikom do łączności z dowództwem w Mińsku. Od września 1919 roku Polacy znali szyfr, jakim posługiwali się bolszewicy. Szyfry Armii Czerwonej złamał porucznik Jan Kowalewski. To spowodowało, że polski sztab znał wszystkie rozkazy Tuchaczewskiego dla bolszewickich armii, między innymi rozkaz dla 4 Armii, aby zawróciła na południowy wschód i uderzyła na armię generała Sikorskiego, walczącą niedaleko Nasielska. Przestrojono wtedy nadajnik warszawski na odpowiednią częstotliwość sowieckiej radiostacji i rozpoczęto zagłuszanie nadajników z Mińska. Druga z sowieckich radiostacji, którą dysponowała 4 Armia, nie była w stanie odebrać rozkazów Tuchaczewskiego. To spowodowało chaos w oddziałach Armii Czerwonej i przyczyniło się do wygrania bitwy warszawskiej. I takim sposobem opędziliśmy się od czerwonej zarazy. Niestety na krótko... bowiem 1 września 1939 roku napadli na nas naziści, a niespełna trzy tygodnie później ZSRR dokonało agresji na Polskę...
***
Na szczęście tamte czasy bezpowrotnie minęły. Echa tamtych dni przypomina jeszcze muzyka, w tym przypadku warto posłuchać kultowej kapeli De Press w utworze Myśmy rebelianci...
oraz polecam dosyć wymowny utwór Czerwona zaraza... i wiadomo o co chodzi...
***
Czerwona zaraza jest ostatnim wierszem Józefa Szczepańskiego, poety powstania warszawskiego. Wiersz ten Szczepański napisał 29 sierpnia 1944 roku w obliczu upadku Starego Miasta. Wyrażał gniew i zawód spowodowany bezczynnością Armii Czerwonej, która czekała na prawym brzegu Wisły na upadek powstania i wykrwawienie jego oddziałów... a oto tekst tego wiersza:
Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
być nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.
Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
swego zalewu i haseł poszumu.
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
morderco krwawy tłumu naszych braci,
czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
lecz chlebem witać, na rodzinnym progu.
Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc, podstępny oprawco.
Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
sybirskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą
wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia.
Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.
Legła twa armia zwycięska, czerwona
u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
i ścierwią duszę syci bólem krwawym
garstki szaleńców, co na gruzach kona.
Brytyjski historyk John Frederick Charles Fuller napisał w książce po tytułem Bitwa pod Warszawą 1920 - Osłaniając centralną Europę od zarazy marksistowskiej, Bitwa Warszawska cofnęła wskazówki bolszewickiego zegara (...), zatamowała potencjalny wybuch niezadowolenia społecznego na Zachodzie, niwecząc prawie eksperyment bolszewików.
Ważny epizod bitwy warszawskiej, który przyczynił się do powstrzymania czerwonej zarazy, to zdobycie 15 sierpnia 1920 roku w Ciechanowie dwóch radiostacji, które służyły bolszewikom do łączności z dowództwem w Mińsku. Od września 1919 roku Polacy znali szyfr, jakim posługiwali się bolszewicy. Szyfry Armii Czerwonej złamał porucznik Jan Kowalewski. To spowodowało, że polski sztab znał wszystkie rozkazy Tuchaczewskiego dla bolszewickich armii, między innymi rozkaz dla 4 Armii, aby zawróciła na południowy wschód i uderzyła na armię generała Sikorskiego, walczącą niedaleko Nasielska. Przestrojono wtedy nadajnik warszawski na odpowiednią częstotliwość sowieckiej radiostacji i rozpoczęto zagłuszanie nadajników z Mińska. Druga z sowieckich radiostacji, którą dysponowała 4 Armia, nie była w stanie odebrać rozkazów Tuchaczewskiego. To spowodowało chaos w oddziałach Armii Czerwonej i przyczyniło się do wygrania bitwy warszawskiej. I takim sposobem opędziliśmy się od czerwonej zarazy. Niestety na krótko... bowiem 1 września 1939 roku napadli na nas naziści, a niespełna trzy tygodnie później ZSRR dokonało agresji na Polskę...
***
Na szczęście tamte czasy bezpowrotnie minęły. Echa tamtych dni przypomina jeszcze muzyka, w tym przypadku warto posłuchać kultowej kapeli De Press w utworze Myśmy rebelianci...
oraz polecam dosyć wymowny utwór Czerwona zaraza... i wiadomo o co chodzi...
***
Czerwona zaraza jest ostatnim wierszem Józefa Szczepańskiego, poety powstania warszawskiego. Wiersz ten Szczepański napisał 29 sierpnia 1944 roku w obliczu upadku Starego Miasta. Wyrażał gniew i zawód spowodowany bezczynnością Armii Czerwonej, która czekała na prawym brzegu Wisły na upadek powstania i wykrwawienie jego oddziałów... a oto tekst tego wiersza:
Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
być nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.
Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
swego zalewu i haseł poszumu.
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
morderco krwawy tłumu naszych braci,
czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
lecz chlebem witać, na rodzinnym progu.
Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc, podstępny oprawco.
Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
sybirskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą
wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia.
Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.
Legła twa armia zwycięska, czerwona
u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
i ścierwią duszę syci bólem krwawym
garstki szaleńców, co na gruzach kona.
piątek, 3 sierpnia 2012
Albert J. Kosiek
W jednym z poprzednich postów wspomniałem o Polaku z 11. Dywizji Pancernej 3. Armii Stanów Zjednoczonych, a była to postać sierżanta sztabowego Albert J. Kosieka z 41. Batalionu Rozpoznawczego Kawalerii Zmechanizowanej. 5 maja 1945 roku 23 żołnierzy dowodzonych przez Kosieka wyzwoliło więźniów obozów koncentracyjnych w Gusen i Mauthausen.
Żeby nie zapomnieć o Albercie Kosieku podjąłem się poszukiwań, których celem było poznanie tej postaci, bohatera z końca II wojny światowej. Jak dotąd niewiele informacji udało mi się zebrać, ale sądzę, iż warto napisać chociaż kilka zdań o naszym bohaterze.
Jak wspomniałem Albert Kosiek służył w amerykańskim wojsku. Od listopada 1942 roku służył w 11. Dywizji Pancernej, aż do chwili jej rozformowania 15 sierpnia 1945 roku w niemieckim Gemunden. Po opuszczeniu 11. Dywizji Kosiek został przeniesiony do 90. Dywizji Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych stacjonującej w Niemczech w miejscowości Weiden, gdzie służył tam nadal jako sierżant. Następnie wrócił do Illinois w Stanach Zjednoczonych do jednostki w Camp Grant. 6 grudnia 1945 roku Kosiek skończył służbę w armii i przeszedł do cywila. Krótko po jego odejściu jednostka w Camp Grand, która powstała 1917 roku, została zamknięta.
Kosiek już jako cywil powrócił do Chicago, tam też podjął pracę na stanowisku inspektora w znanej amerykańskiej innowacyjnej firmie Western Electric zajmującej się produkcją sprzętu elektrotechnicznego dla AT&T (American Telephone and Telegraph Company) oraz Bell System (American Bell Telephone Company). Później przeszedł do kolejnej firmy Hoof Products, której to siedziba mieściła się również w Chicago.
Po odejściu z korporacji Kosiek prowadził własną działalność. Przez jakiś czas miał zakład fryzjerski, a później otworzył sklep w Chicago na 4811 N. Rockwell Street.
Albert Kosiek zmarł w Chicago 19 października 1982 roku.
Mam nadzieję, że na tym wpisie historia Alberta Kosieka nie skończy się. Staram się jeszcze doszukać innych faktów z życia tego człowieka,o którym historia nie powinna zapomnieć...
***
Dzisiaj podczas układania nowej playlisty jakimś przypadkiem znalazł się na niej utwór Lucky Man z 1970 roku brytyjskiego trio Emerson, Lake and Palmer... co ciekawe podczas odtwarzania tej piosenki najmłodszy syn zasnął twardym snem. Później się okazało, że starszy brat majstrował przy kompie ojca... ot takie historie muzyczne pojawiają się czasami.
Żeby nie zapomnieć o Albercie Kosieku podjąłem się poszukiwań, których celem było poznanie tej postaci, bohatera z końca II wojny światowej. Jak dotąd niewiele informacji udało mi się zebrać, ale sądzę, iż warto napisać chociaż kilka zdań o naszym bohaterze.
Po odejściu z korporacji Kosiek prowadził własną działalność. Przez jakiś czas miał zakład fryzjerski, a później otworzył sklep w Chicago na 4811 N. Rockwell Street.
Albert Kosiek zmarł w Chicago 19 października 1982 roku.
Mam nadzieję, że na tym wpisie historia Alberta Kosieka nie skończy się. Staram się jeszcze doszukać innych faktów z życia tego człowieka,o którym historia nie powinna zapomnieć...
Dzisiaj podczas układania nowej playlisty jakimś przypadkiem znalazł się na niej utwór Lucky Man z 1970 roku brytyjskiego trio Emerson, Lake and Palmer... co ciekawe podczas odtwarzania tej piosenki najmłodszy syn zasnął twardym snem. Później się okazało, że starszy brat majstrował przy kompie ojca... ot takie historie muzyczne pojawiają się czasami.
środa, 1 sierpnia 2012
Polskie święta czyli brak szacunku
Obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego. Powinniśmy chociaż przez chwilę pomyśleć o tym dlaczego 68 lat temu Polacy walczyli o wolność, pomimo świadomości, że może to być ostatnie tchnienie Rzeczpospolitej i walczących. Cenę zrywu powstańczego wszyscy dobrze znamy...
W tym roku podczas obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego nie pomogły apele generała Zbigniewa Ścibora-Rylskiego o powagę i szacunek. Podobnie było rok temu. Część ludzi, którzy zgromadzili się na Powązkach, pokazało jakie wartości są dla nich najważniejsze. Słychać było buczenie, gdy wieńce składali przedstawiciele władz, a za chwilę rozległy się też okrzyki w stylu "hańba" i tym podobne teksty podkreślające szacunek do drugiego człowieka. Nie jestem zwolennikiem polityki obecnego rządu, ale jak widzę takie sceny to sobie w duchu mówię - miłość bliźniego nie zna granic... Oczywiście, chwilę później brawami został przywitany Antoni Macierewicz, co skomentować można tylko jednym słowem... albo lepiej nie...
Niestety w 2012 roku w tym kraju nadal mamy pełno frustratów, nie wspominając o zakompleksionych politykach walczących o rosnące słupki sondażowe. Definitywny brak rozsądku i szacunku do kogokolwiek i czegokolwiek - tak można opisać współczesną politykę i tak zwane elity. Teraz liczy się tandetny patriotyzm i kult chorych jednostek, które zawłaszczyły na własne potrzeby symbole narodowe, nie wspominając o sięganiu po symbole religijne. Istna cepelia i tani jarmark.
Poniżej wrzuciłem film Miasto Ruin obrazujący zburzoną i wyludnioną po walkach w sierpniu 1944 roku Warszawę...
W tym roku podczas obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego nie pomogły apele generała Zbigniewa Ścibora-Rylskiego o powagę i szacunek. Podobnie było rok temu. Część ludzi, którzy zgromadzili się na Powązkach, pokazało jakie wartości są dla nich najważniejsze. Słychać było buczenie, gdy wieńce składali przedstawiciele władz, a za chwilę rozległy się też okrzyki w stylu "hańba" i tym podobne teksty podkreślające szacunek do drugiego człowieka. Nie jestem zwolennikiem polityki obecnego rządu, ale jak widzę takie sceny to sobie w duchu mówię - miłość bliźniego nie zna granic... Oczywiście, chwilę później brawami został przywitany Antoni Macierewicz, co skomentować można tylko jednym słowem... albo lepiej nie...
Niestety w 2012 roku w tym kraju nadal mamy pełno frustratów, nie wspominając o zakompleksionych politykach walczących o rosnące słupki sondażowe. Definitywny brak rozsądku i szacunku do kogokolwiek i czegokolwiek - tak można opisać współczesną politykę i tak zwane elity. Teraz liczy się tandetny patriotyzm i kult chorych jednostek, które zawłaszczyły na własne potrzeby symbole narodowe, nie wspominając o sięganiu po symbole religijne. Istna cepelia i tani jarmark.
Poniżej wrzuciłem film Miasto Ruin obrazujący zburzoną i wyludnioną po walkach w sierpniu 1944 roku Warszawę...
sobota, 28 lipca 2012
Pamiętamy o 1 sierpnia 1944...
W kolejnym wpisie poświęconym tej rocznicy chcę jeszcze odnieść się do kilku utworów napisanych przez żołnierza Armii Krajowej Tadeusza Gajcego, który zginął 16 sierpnia 1944 roku w Powstaniu Warszawskim, w wykonaniu współczesnych muzyków...
Karolina Cicha w fantastycznie wykonanej piosence Miłość bez jutra. Wspaniała interpretacja niespokojnej i dramatycznej poezji Gajcego...
Lech Janerka w minimalistycznym i niezwykle mrocznym utworze Święty kucharz od Hipciego... nie potrzeba drzeć gardła żeby ciarki przeszły po plecach...
Na koniec Armia w karkołomnie szybkim Wczorajszemu. Tomek Budzyński pomimo ciężkiego grania ma klasę i należą mu się brawa za wykonanie tego klimatycznego utworu...
***
Rzadko się zdarza, żeby w taki sposób interpretować poezję. Warto jednak posłuchać tych piosenek i choć na chwilę oddać się refleksji nad tym co spowodowało, że Gajcy tak pisał... miał 22 lata kiedy zginął w gruzach zniszczonej przez niemieckich żołnierzy kamienicy - przy ulicy Przejazd w Warszawie (obecnie jest to ulica Generała Andersa).
Karolina Cicha w fantastycznie wykonanej piosence Miłość bez jutra. Wspaniała interpretacja niespokojnej i dramatycznej poezji Gajcego...
Lech Janerka w minimalistycznym i niezwykle mrocznym utworze Święty kucharz od Hipciego... nie potrzeba drzeć gardła żeby ciarki przeszły po plecach...
Na koniec Armia w karkołomnie szybkim Wczorajszemu. Tomek Budzyński pomimo ciężkiego grania ma klasę i należą mu się brawa za wykonanie tego klimatycznego utworu...
***
Rzadko się zdarza, żeby w taki sposób interpretować poezję. Warto jednak posłuchać tych piosenek i choć na chwilę oddać się refleksji nad tym co spowodowało, że Gajcy tak pisał... miał 22 lata kiedy zginął w gruzach zniszczonej przez niemieckich żołnierzy kamienicy - przy ulicy Przejazd w Warszawie (obecnie jest to ulica Generała Andersa).
niedziela, 6 maja 2012
Początek. Zanim powstał obóz w Gusen
Jak wcześniej zapowiedziałem temat obozu koncentracyjnego w Gusen wraca ale w nieco innym kontekście. Udało mi się dotrzeć do publikacji z 2007 roku autorstwa Rudolfa A. Haunschmieda, Jana-Ruth Mills'a oraz Siegi Witzany-Durda pod tytułem St. Georgen-Gusen-Mauthausen. Concentration Camp Mauthausen Reconsidered. Niestety nie została ona jeszcze przetłumaczona na język polski, ale kto wie może pewnego dnia ukaże się na naszym rynku księgarskim. Dla zainteresowych podpowiem, iż fragmenty tej pracy są dostępne jako Google-Book St. Georgen-Gusen-Mauthausen (link).
Autorzy tej książki w pierwszych rozdziałach starają się przedstawić uwarunkowania lokalne, a także nastroje społeczne mieszkańców St. Georgen, Gusen, Mauthausen i Lagenstein oraz politykę III Rzeszy (m.in. Inspektoratu Obozów Koncentracyjnych SS), dotyczącą lokalizacji kompleksu obozowego Mauthausen-Gusen.
Istotnym faktem jest to, iż autorom udało się w szczegółowy sposób opisać sytuację polityczną w Górnej Austrii w latach 20-tych i 30-tych XX wieku, czyli okresie w którym kiełkował nazizm. Zobrazowali oni nastroje i stopień poparcia idei nazistowskich przez Austriaków, a także przedstawili tabele z wynikami wyborów do parlamentu oraz władz lokalnych w latach 1923-1930. Interesujące jest to, że wyniki z przeprowadzonych wyborów wskazują dosyć niskie poparcie dla nazistów w St. Georgen oraz Lagenstein – około 6%. W tym czasie w Wiedniu naziści mieli około 10% poparcie. Autorzy powołując się na sytuacje polityczną w Górnej Austrii po Anschlussie i nastroje społeczne nieprzychylne partii nazistowskiej obalają tezę o rzekomym nagradzaniu społeczności lokalnej poprzez umiejscawianie na tym terenie obozów koncentracyjnych w Mauthausen i Gusen. Daje to nowe światło na sytuację społeczną ówczesnej Austrii.
Przyłączenie Austrii do Wielkich Niemiec, które zostało poparte w referendum z 1938 roku przez 99.73% Austriaków należy ponownie zrewidować, patrząc na upływ czasu wydawałoby się, że jest to niemożliwe. Jakkolwiek mówiąc, wcześniej bo w 1934 roku, Adolfowi Hitlerowi zaraz po objęciu władzy w Niemczech nie udała się pierwsza próba Anschlussu. Sądzę, iż świadczyło to o dużej jeszcze autonomii tego kraju. Niestety po czterech latach, 12 marca 1938 roku, Wehrmacht wkroczył do Austrii, gdzie następnego dnia ogłoszono podpisaną przez Hitlera ustawę, na mocy której włączono Austrię do Wielkiej Rzeszy jako Marchię Wschodnią. Sądzę, iż wniosek jest prosty - referendum zostało sfałszowane.
Istota jest również pozycja Kościoła katolickiego na tych terenach. W książce przytoczona jest postać urodzonego w Górnej Austrii biskupa Linzu Johannesa Marii Gfoellner`a, który odmówił podpisania konkordatu pomiędzy austriackim Kościołem katolickim, a państwem nazistowskim. Żeby zobrazować tragizm czasów przedwojnia spomniana jest również szokująca dla austriackiego Kościoła postawa arcybiskupa Wiednia kardynała Theodora Innitzer`a, który współpracował z nazistami. 14 marca 1938 roku kardynał Innitzer w hotelu Imperial w Wiedniu wraz z innymi biskupami podpisał deklarację popierającą Anschluss Austrii. Tekst deklaracji Innitzera brzmiał mniej więcej tak:
Wielce szanowny Panie Gauleiterze!
Przesyłam załączone oświadczenie. Przekona ono Pana, że my, biskupi dobrowolnie i bez przymusu wypełniliśmy swój narodowy obowiązek. Wiem, że z oświadczenia tego wyniknie dobra współpraca.
Łączę wyrazy głębokiego poważania i Heil Hitler!
Kardynał Theodor Innitzer *
W kwietniu 1938 roku, żeby uczcić urodziny Adolfa Hitlera, Innitzer zarządził żeby we wszystkich austriackich kościołach wywiesić flagę ze swastyką oraz bić w dzwony i modlić się za Hitlera. Myślę, iż ta sytuacja świadczyła o naiwności i ślepej wierze w słowa Hitlera.
Przestawione fakty oddają w pewnym sensie kontekst społeczno-polityczny, nie wspominając o ówczesnych sprawach społeczności lokalnych.
Dla zrozumienia powstania obozów koncentracyjnych w Mauthausen i Gusen dodam, iż istotne dla nazistów było również to, iż ulokowanie i funkcjonowanie obozów w tych miejscowościach miało uzasadnienie ekonomiczne, z uwagi na bliskość zakładów przemysłu zbrojeniowego - o których wcześniej pisałem.
***
To co przedstawiłem jest tzw. „pigułką wiedzy” ale i układanką, którą pewnie z czasem da się rozszerzyć i uzupełnić, co pozwoli obiektywnie przeanalizować i odpowiedzieć sobie na pytanie - jak rzeczywiście było w tamtych czasach? Z drugiej strony jest to też sygnał tego, że wydarzenia z dnia 1 września 1939 roku były nieuniknione... W kolejnych wpisach postaram się opisać inne ciekawe wątki z tej książki.
***
Zachęcam do posłuchania niezwykłego (i długiego) utworu zatytułowanego Toczy się koło historii autorstwa Józefa Skrzeka, o ile pamiętam z 1979 roku, przy którym można się rozpłynąć...
* źródło: https://forum.ioh.pl/viewtopic.php?p=177831
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Obozowi kapo
Wracamy do końca II Wojny Światowej i obozu w Gusen. Z korespondencji Brytyjczyka Johna Cartera (o nim wcześniej pisałem) kierowanej do podpułkownika M. W. Keach'a, dowódcy Gusen pod amerykańską jurysdykcją, można dowiedzieć się o więźniach internowanych w obozie Gusen, których dane zostały przekazane do kwatery głównej dowództwa 11 Dywizji Piechoty, jako recydywistów. Byli to owiani złą sławą obozowi kapo i nie tylko. Funkcja ta była pełniona przez więźniów w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Prawdopodobnie słowo kapo wywodzi się ze skrótu określenia Kameradenpolizei, czyli w policja koleżeńska, jakkolwiek mówiąc nie ma jednoznacznej etymologii tego słowa. Jedno jest pewne, iż kapo był więźniem pełniącym funkcje dozorcy innych więźniów. Na funkcje kapo wybierano często kryminalistów i sadystów. Kapo cieszył się wieloma przywilejami. Za pełnioną funkcję otrzymywał dodatkowe porcje żywności. Miał bardzo dużą władzę nad podległymi więźniami. Kapo praktycznie był bezkarny, bowiem za pobicie, odebranie jedzenia bądź zabicie więźnia nie groziły mu żadne kary.
***
Tak jak udało mi się ustalić pismo Cartera było z dnia 17 maja 1945 roku, czyli napisał on je kilka tygodni po wyzwoleniu obozów Mauthausen i Gusen. Carterowi udało się zebrać dane o 23 obozowych kapo i kierownikach obozu. Wszystkich postaci nie będę przedstawiał, sądzę, iż warto skupić się kilku osobach, które w pewien sposób oddają obraz terroru jaki panował we wspomnianych obozach koncentracyjnych. Dla kontrastu autor wspomnianej korespondencji opisał także osoby pełniące funkcje kapo, które nie wyrządzały tak okrutnych krzywd jak inni.
***
Ludwig Schlammer był recydywistą, przed wybuchem wojny został skazany przez niemiecki wymiar sprawiedliwości na wieloletnią karę więzienia. Był on jednym z najbardziej okrutnych kapo w obozie, odpowiedzialny za śmierć wielu osób. Gusen opuścił w 1943 roku, został przeniesiony do innego obozu. Tak właściwie to ślad po nim zaginął. W liście Cartera ktoś dopisał długopisem - "powinien zostać znaleziony".
***
Niejaki Walter Junge był kapo od budownictwa i murarstwa. Tak zwani "chronieni ludzie" pracowali w jego komando. Również jak poprzednik był niezwykle okrutny w traktowaniu ludzi, a także odpowiedzialny za śmierć dziesiątek osób. Na początku 1945 roku przed końcem wojny został przymusowo zaciągnięty do Volkssturmu. Jego oddział został zdemobilizowany i zdążył on opuścić obóz przed dotarciem wojsk amerykańskich. Carter zaznaczył w swojej korespondencji, iż należy go odnaleźć.
***
Nieznany z imienia Matucha, kapo nadzorujący budowę obozu w 1940 roku był nie lepszy od wspomniany powyżej. Brutalny i niezwykle psychopatyczny osobnik, odpowiedzialny także za śmierć wielu więźniów. W 1941 roku przeszedł do obozu w Mauthausen. Zmarł w 1943 roku w dosyć okrutny sposób, zanim został zabity esesmani napuścili na niego psy. Prawdopodobnie został on zabity na zlecenie, z uwagi na fakt, iż był zbyt brutalny co niezbyt podobało się władzom obozu. Kierownik obozu w Mauthausen esesman Bachmeyer, również odpowiedzialny za śmierć wielu osób, osobiście umierającego od ran Matuchę wykończył.
***
Również nieznany z imienia Niemiec Wolf, był kapo przez kilka miesięcy, a następnie przez dłuższy czas był szefem jednego z bloków więziennych. Zasłynął z niezwykłej brutalności, został wybrany na nadzorowania nowego bloku więziennego w obozie Gusen II. Został zabity przez więźniów jak tylko wkroczyły wyzwalające obóz wojska amerykańskie.
***
Morren (lub Morrent), również był odpowiedzialny za śmierć wielu osób. W 1943 roku wysłano go do innego obozu, prawdopodobnie do Wiednia, mogły to być również Neustadt lub Neudorf. Z informacji uzyskanej od świadka, Polaka niejakiego Józef W. (pełne nazwisko nie zostało ujawnione w korespondencji) wynika, że podczas ucieczki z obozu Morren został schwytany przez esesmanów i rozstrzelany.
***
Byli również kapo tacy jak Niemiec Gercken, który był szef bloku więziennego oraz tak zwanym lager kontrolle, na początku dosyć szorstki w stosunku do więźniów, jednak pomagał uwięzionym. Wiele osób potwierdziło fakt, iż nie zamierzał uciec przed wojskami amerykańskimi, jak i też więźniowie oszczędzili podczas samosądów. Gercken opuścił obóz podczas nadzoru wojsk amerykańskich. Prawdopodobnie przed wybuchem wojny spędził około dwadzieścia lat w niemieckim więzieniu.
***
Karl Horcika (lub Horcićka) obozowy Kapo – od sprzątających oraz cieśli. Odpowiedzialny za śmierć wielu osób. Był przesadnie okrutny. Opuścił obóz z oddziałem Volkssturmu, trzy tygodnie przed nadejściem wojsk amerykańskich. Carter w tym przypadku zaznaczył, iż niezwykle ważne było schwytanie jego i osądzenie.
Jak udało mi się ustalić Karl Horcicka, został schwytany przez Aliantów i osądzony 10 października 1947 roku w jednym z procesów załogi Mauthausen-Gusen przed Amerykańskim Trybunałem w Dachau, za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości popełnione w czasie II wojny światowej na obywatelach narodów alianckich (Stany Zjednoczone przeciwko Karl Horcicka i inni, zbrodnie popełnione w okresie od 1 stycznia 1942 do 5 maja 1945 roku).
***
Kolejny przypadek to Johann van Lösen, przez długi czas był obozowym kapo, prawdopodobnie był odpowiedzialny za śmierć kilkuset więźniów, więcej niż wyżej wymienieni Kapo razem. Specjalnością jego było mordowanie więźniów, poprzez topienie swoich ofiar nawet w wiadrze wody. Dzięki swojej brutalności został wybrany na lidera nowego obozu Gusen II. Na jednym z forów internetowych udało mi się ustalić, iż w nocy z 21 na 22 kwietnia 1945 roku w Gusen II van Lösen wraz z więźniami Zygmuntem Zapartem i Feliksem Jakubowskim zamordowali łomem i siekierą około 600 chorych i słabych więźniów. Uciekł on dzień przed przybyciem wojsk amerykańskich. Carter i w jego przypadku wskazał, iż niezwykle istotne byłoby schwytanie tego człowieka.
***
Wugenig Richard – przez okres około 5 lat był na stanowisku Ober Kapo kamieniołomów w Gusen. Stanowisko to otrzymał dzięki swojej bezwzględności i okrucieństwu w stosunku do więźniów. Był on odpowiedzialny za śmierć wielu ludzi. Krótko przed przybyciem aliantów uciekł z obozu, został jednak schwytany i zabity przez więźniów tego obozu.
***
Kolejny zbrodniarz Lipinski był kapo przy kamieniołomach, następnie Ober Kapo przy budowie linii kolejowej z Gusen do St. Georgen. Również bezwzględny, jak wyżej wymieniani, odpowiedzialny za śmierć wielu więźniów. W 1943 roku przeniesiony do innego obozu. Nie wiadomo jakie były jego dalsze losy.
***
Następny kapo wymiony przez Cartera - niejaki Kern, był szefem stolarni, w której budowane były cele więzienne. Dla świadka Józefa W. Kern nie był źródłem do narzekań. Carter również potwierdza ten fakt, nadmienia, że był on bardzo porządnym Niemcem i nie uciekał się do złego traktowania więźniów.
***
Hermann Amelung, jeden z najgorszych osobników.Carter nie chcąc pewnie się powtarzać zaznaczył jedynie, iż zabił on wielu ludzi. Podczas oswobodzenia obozu, został stracony przez więźniów, również okrutnie jak on ich traktował.
***
Niemiec Bruno Weidemann o pseudonimie Meta, przez krótki czas był kapo w krematorium. Był niezwykle okrutnym człowiekiem, przyczynił się do śmierci wielu więźniów. Przez władze obozu został on specjalnie wyselekcjonowany do pracy w drugim obozie – Gusen II, w krótkim czasie zginęło tam sporo ludzi. Cechą charakterystyczną owego Mety było to, że był wytatuowany od stóp do głów. Widziano go jeszcze w czasie wyzwolenia obozu, od tamtej chwili jednak zniknął. Nie wiadomo czy udało mu się uciec czy też został on stracony przez więźniów.
***
Emil Sommer, przez wiele lat kapo w obozowym szpitalu. Uczynił wiele dobrego w obozowym szpitalu, pomagając więźniom, kiedy tylko było to możliwe. Jest pewne, że nikt nic nie miał w stosunku do niego do zarzucenia. Co ciekawe Carter skomentował, że dobrze z nim się znał i szanował, jednak nie pałali sympatią do siebie, ponieważ Sommer był Brytyjczykiem, który popierał idee socjalizmu... a sam Carter nie.
***
Heinrich Roth przez krótki czas był szpitalnym kapo, znany był z zabijania więźniów poprzez wstrzykiwanie trucizny w żyły więźniów. Zmarł w 1941 roku, nie podano przyczyny śmierci, prawdopodobnie mógł umrzeć od zastrzyku w ramach zemsty, jednak nikt nie potwierdził tego.
***
Helmut Becker pochodził z Hamburga trafił do Gusen z Mauthausen, głównego obozu. Przez krótki czas, w 1941 roku, był kierownikiem obozu. Bardzo okrutny, odpowiedzialny za śmierć wielu więźniów. Został skazany na śmierć za kradzież złota oraz innych wartościowych przedmiotów. Został on zlikwidowany przez SS w 1943 roku.
***
Karl Rohrbachener (Rohrbacher), w 1941 roku został wysłany z Mauthausen do Gusen, po śmierci poprzednika Beckera, pełnił przez krótki okres obowiązki kierownika obozu. Nikt w tym czasie nie narzekał bądź cierpiał z jego powodu, traktował on ludzi dosyć dobrze. Przyczynił się do zmniejszenia kar, jakie dotykały więźniów każdego dnia. W maju 1945 roku był jeszcze w Mauthausen, co wynikało z uzyskanych informacji, reprezentował więźniów wspierających nowe ówczesne austriackie władze.
***
Carter na zakończenie swojej korespondencji zaznaczył, iż materiał został zebrany dzięki Panu Józefowi W., więźniowi polskiej narodowości, który był aresztowany 11 kwietnia 1940 roku i wysłany do obozu Sachsen-Hausen (od 3 maja 1940 do 4 czerwca 1940), a następnie zesłany do Gusen. Numer obozowy 49630.
***
Nie chcę jeszcze puentować tego tematu ponieważ będę nie raz wracał do historii Gusen i Mauthausen, ale warto spojrzeć na ten temat również z socjologicznego punktu widzenia i przeanalizować sposób funkcjonowania obozów koncentracyjnych wewnątrz, tj. stosunki (nazwijmy je jeszcze) społeczne. Jak układała się hierarchia wewnątrz obozu dobrze opisuje jedna z książek Stanisława Grzesiuka Pięć lat kacetu.
***
Tak dla zadumy i refleksji to zachęcam do posłuchania Pink Floyd i jakże pięknego utworu High Hopes.
Brama wjazdowa do obozu w Gusen
(źródło: http://www.documentingreality.com/forum/f181/wwii-holocaust-mauthausen-gusen-camp-17088/index2.html)
***
Tak jak udało mi się ustalić pismo Cartera było z dnia 17 maja 1945 roku, czyli napisał on je kilka tygodni po wyzwoleniu obozów Mauthausen i Gusen. Carterowi udało się zebrać dane o 23 obozowych kapo i kierownikach obozu. Wszystkich postaci nie będę przedstawiał, sądzę, iż warto skupić się kilku osobach, które w pewien sposób oddają obraz terroru jaki panował we wspomnianych obozach koncentracyjnych. Dla kontrastu autor wspomnianej korespondencji opisał także osoby pełniące funkcje kapo, które nie wyrządzały tak okrutnych krzywd jak inni.
Kapo wykonujący karę na więźniu
(źródło: http://www.documentingreality.com/forum/f181/wwii-holocaust-mauthausen-gusen-camp-17088/index2.html)
***
Ludwig Schlammer był recydywistą, przed wybuchem wojny został skazany przez niemiecki wymiar sprawiedliwości na wieloletnią karę więzienia. Był on jednym z najbardziej okrutnych kapo w obozie, odpowiedzialny za śmierć wielu osób. Gusen opuścił w 1943 roku, został przeniesiony do innego obozu. Tak właściwie to ślad po nim zaginął. W liście Cartera ktoś dopisał długopisem - "powinien zostać znaleziony".
***
Niejaki Walter Junge był kapo od budownictwa i murarstwa. Tak zwani "chronieni ludzie" pracowali w jego komando. Również jak poprzednik był niezwykle okrutny w traktowaniu ludzi, a także odpowiedzialny za śmierć dziesiątek osób. Na początku 1945 roku przed końcem wojny został przymusowo zaciągnięty do Volkssturmu. Jego oddział został zdemobilizowany i zdążył on opuścić obóz przed dotarciem wojsk amerykańskich. Carter zaznaczył w swojej korespondencji, iż należy go odnaleźć.
***
Nieznany z imienia Matucha, kapo nadzorujący budowę obozu w 1940 roku był nie lepszy od wspomniany powyżej. Brutalny i niezwykle psychopatyczny osobnik, odpowiedzialny także za śmierć wielu więźniów. W 1941 roku przeszedł do obozu w Mauthausen. Zmarł w 1943 roku w dosyć okrutny sposób, zanim został zabity esesmani napuścili na niego psy. Prawdopodobnie został on zabity na zlecenie, z uwagi na fakt, iż był zbyt brutalny co niezbyt podobało się władzom obozu. Kierownik obozu w Mauthausen esesman Bachmeyer, również odpowiedzialny za śmierć wielu osób, osobiście umierającego od ran Matuchę wykończył.
***
Również nieznany z imienia Niemiec Wolf, był kapo przez kilka miesięcy, a następnie przez dłuższy czas był szefem jednego z bloków więziennych. Zasłynął z niezwykłej brutalności, został wybrany na nadzorowania nowego bloku więziennego w obozie Gusen II. Został zabity przez więźniów jak tylko wkroczyły wyzwalające obóz wojska amerykańskie.
***
Morren (lub Morrent), również był odpowiedzialny za śmierć wielu osób. W 1943 roku wysłano go do innego obozu, prawdopodobnie do Wiednia, mogły to być również Neustadt lub Neudorf. Z informacji uzyskanej od świadka, Polaka niejakiego Józef W. (pełne nazwisko nie zostało ujawnione w korespondencji) wynika, że podczas ucieczki z obozu Morren został schwytany przez esesmanów i rozstrzelany.
***
Byli również kapo tacy jak Niemiec Gercken, który był szef bloku więziennego oraz tak zwanym lager kontrolle, na początku dosyć szorstki w stosunku do więźniów, jednak pomagał uwięzionym. Wiele osób potwierdziło fakt, iż nie zamierzał uciec przed wojskami amerykańskimi, jak i też więźniowie oszczędzili podczas samosądów. Gercken opuścił obóz podczas nadzoru wojsk amerykańskich. Prawdopodobnie przed wybuchem wojny spędził około dwadzieścia lat w niemieckim więzieniu.
***
Karl Horcika (lub Horcićka) obozowy Kapo – od sprzątających oraz cieśli. Odpowiedzialny za śmierć wielu osób. Był przesadnie okrutny. Opuścił obóz z oddziałem Volkssturmu, trzy tygodnie przed nadejściem wojsk amerykańskich. Carter w tym przypadku zaznaczył, iż niezwykle ważne było schwytanie jego i osądzenie.
Jak udało mi się ustalić Karl Horcicka, został schwytany przez Aliantów i osądzony 10 października 1947 roku w jednym z procesów załogi Mauthausen-Gusen przed Amerykańskim Trybunałem w Dachau, za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości popełnione w czasie II wojny światowej na obywatelach narodów alianckich (Stany Zjednoczone przeciwko Karl Horcicka i inni, zbrodnie popełnione w okresie od 1 stycznia 1942 do 5 maja 1945 roku).
***
Kolejny przypadek to Johann van Lösen, przez długi czas był obozowym kapo, prawdopodobnie był odpowiedzialny za śmierć kilkuset więźniów, więcej niż wyżej wymienieni Kapo razem. Specjalnością jego było mordowanie więźniów, poprzez topienie swoich ofiar nawet w wiadrze wody. Dzięki swojej brutalności został wybrany na lidera nowego obozu Gusen II. Na jednym z forów internetowych udało mi się ustalić, iż w nocy z 21 na 22 kwietnia 1945 roku w Gusen II van Lösen wraz z więźniami Zygmuntem Zapartem i Feliksem Jakubowskim zamordowali łomem i siekierą około 600 chorych i słabych więźniów. Uciekł on dzień przed przybyciem wojsk amerykańskich. Carter i w jego przypadku wskazał, iż niezwykle istotne byłoby schwytanie tego człowieka.
***
Wugenig Richard – przez okres około 5 lat był na stanowisku Ober Kapo kamieniołomów w Gusen. Stanowisko to otrzymał dzięki swojej bezwzględności i okrucieństwu w stosunku do więźniów. Był on odpowiedzialny za śmierć wielu ludzi. Krótko przed przybyciem aliantów uciekł z obozu, został jednak schwytany i zabity przez więźniów tego obozu.
***
Kolejny zbrodniarz Lipinski był kapo przy kamieniołomach, następnie Ober Kapo przy budowie linii kolejowej z Gusen do St. Georgen. Również bezwzględny, jak wyżej wymieniani, odpowiedzialny za śmierć wielu więźniów. W 1943 roku przeniesiony do innego obozu. Nie wiadomo jakie były jego dalsze losy.
***
Następny kapo wymiony przez Cartera - niejaki Kern, był szefem stolarni, w której budowane były cele więzienne. Dla świadka Józefa W. Kern nie był źródłem do narzekań. Carter również potwierdza ten fakt, nadmienia, że był on bardzo porządnym Niemcem i nie uciekał się do złego traktowania więźniów.
***
Hermann Amelung, jeden z najgorszych osobników.Carter nie chcąc pewnie się powtarzać zaznaczył jedynie, iż zabił on wielu ludzi. Podczas oswobodzenia obozu, został stracony przez więźniów, również okrutnie jak on ich traktował.
***
Kamieniołomy w Gusen
(źródło: http://www.documentingreality.com/forum/f181/wwii-holocaust-mauthausen-gusen-camp-17088/index2.html)
Niemiec Bruno Weidemann o pseudonimie Meta, przez krótki czas był kapo w krematorium. Był niezwykle okrutnym człowiekiem, przyczynił się do śmierci wielu więźniów. Przez władze obozu został on specjalnie wyselekcjonowany do pracy w drugim obozie – Gusen II, w krótkim czasie zginęło tam sporo ludzi. Cechą charakterystyczną owego Mety było to, że był wytatuowany od stóp do głów. Widziano go jeszcze w czasie wyzwolenia obozu, od tamtej chwili jednak zniknął. Nie wiadomo czy udało mu się uciec czy też został on stracony przez więźniów.
***
Emil Sommer, przez wiele lat kapo w obozowym szpitalu. Uczynił wiele dobrego w obozowym szpitalu, pomagając więźniom, kiedy tylko było to możliwe. Jest pewne, że nikt nic nie miał w stosunku do niego do zarzucenia. Co ciekawe Carter skomentował, że dobrze z nim się znał i szanował, jednak nie pałali sympatią do siebie, ponieważ Sommer był Brytyjczykiem, który popierał idee socjalizmu... a sam Carter nie.
***
Heinrich Roth przez krótki czas był szpitalnym kapo, znany był z zabijania więźniów poprzez wstrzykiwanie trucizny w żyły więźniów. Zmarł w 1941 roku, nie podano przyczyny śmierci, prawdopodobnie mógł umrzeć od zastrzyku w ramach zemsty, jednak nikt nie potwierdził tego.
***
Helmut Becker pochodził z Hamburga trafił do Gusen z Mauthausen, głównego obozu. Przez krótki czas, w 1941 roku, był kierownikiem obozu. Bardzo okrutny, odpowiedzialny za śmierć wielu więźniów. Został skazany na śmierć za kradzież złota oraz innych wartościowych przedmiotów. Został on zlikwidowany przez SS w 1943 roku.
***
Karl Rohrbachener (Rohrbacher), w 1941 roku został wysłany z Mauthausen do Gusen, po śmierci poprzednika Beckera, pełnił przez krótki okres obowiązki kierownika obozu. Nikt w tym czasie nie narzekał bądź cierpiał z jego powodu, traktował on ludzi dosyć dobrze. Przyczynił się do zmniejszenia kar, jakie dotykały więźniów każdego dnia. W maju 1945 roku był jeszcze w Mauthausen, co wynikało z uzyskanych informacji, reprezentował więźniów wspierających nowe ówczesne austriackie władze.
***
Carter na zakończenie swojej korespondencji zaznaczył, iż materiał został zebrany dzięki Panu Józefowi W., więźniowi polskiej narodowości, który był aresztowany 11 kwietnia 1940 roku i wysłany do obozu Sachsen-Hausen (od 3 maja 1940 do 4 czerwca 1940), a następnie zesłany do Gusen. Numer obozowy 49630.
Schwytani kapo po wyzwoleniu obozu w Gusen przez amerykańską armię
(źródło: http://www.documentingreality.com/forum/f181/wwii-holocaust-mauthausen-gusen-camp-17088/index2.html)
***
Nie chcę jeszcze puentować tego tematu ponieważ będę nie raz wracał do historii Gusen i Mauthausen, ale warto spojrzeć na ten temat również z socjologicznego punktu widzenia i przeanalizować sposób funkcjonowania obozów koncentracyjnych wewnątrz, tj. stosunki (nazwijmy je jeszcze) społeczne. Jak układała się hierarchia wewnątrz obozu dobrze opisuje jedna z książek Stanisława Grzesiuka Pięć lat kacetu.
***
Tak dla zadumy i refleksji to zachęcam do posłuchania Pink Floyd i jakże pięknego utworu High Hopes.
niedziela, 25 marca 2012
Zapomniany bohater
Tym razem wracamy do czasów II wojny światowej i postaci niezwykłej postaci Johna Cartera, Brytyjczyka internowanego od kwietnia 1944 do maja 1945 w obozie koncentracyjnym w Gusen. Numer obozowy - 62082. Niewielu udało mi się ustalić co Carter robił przed II Wojną Światową, ale wiadomo, że urodził się we Francji, 18 listopada 1891 roku, jego rodzice pochodzili z Wielkiej Brytanii, miał podwójne obywatelstwo francuskie i brytyjskie. Związany był z brytyjskim rządem, a dokładnie z Ministerstwem Obrony, w którym był zarejestrowany jako agent wywiadu pod pseudonimem Jules. Ministerstwo przedzieliło go do służby oznaczonej jako Service 055 A. Niestety nie wiem jaki był to rodzaj służb, ale jedno jest pewne, iż był on tzw. agentem pracującym w terenie.
***
Carter był jednym z tych, któremu udało się przetrwać w nieludzkich warunkach, jakie panowały w Gusen, aż do chwili wyzwolenia tego obozu przez 3. Armię generał Pattona. Po zakończeniu wojny dzięki korespondencji nawiązanej przez niego z oficerem armii amerykańskiej - majorem Haroldem W. Sullivanem, można było się dowiedzieć, iż był on w posiadaniu informacji, które byłe istotne w dochodzeniu prowadzonym przez trybunał wojskowy w Mauthausen oraz Gusen. Następnie Carter wraz z innymi więźniami asystował podczas śledztwa podpułkownikowi Givensowi z 3. Armii Pattona. Korespondencja ta trafiła również do filii trybunału wojskowego armii Stanów Zjednoczonych w Wiesbaden. Jedno jest pewne była ona źródłem niezwykle ważnych informacji.
***
Jak Carter znalazł się w obozie koncentracyjnym? 7 stycznia 1944 roku dla Johna Cartera był dniem, który na pewno zapamiętał do końca życia. Tego dnia miał nadzorować plan ucieczki siedmiu amerykańskich lotników, którzy następnie mieli przedostać się do Hiszpanii. Trasy ucieczek były często zmieniane, z uwagi na fakt, iż często zdarzało się, że ktoś zdradzał, a także dla zmylenia Niemców. Tego feralnego dnai Carter został schwytany przez hitlerowców w francuskiej miejscowości Pamiers, niedaleko hiszpańskiej granicy. Aresztowanyo go pod zarzutem organizowania pomocy lotnikom wojsk alianckich, ukrywającym się na terenie Francji.
***
28 sierpnia 1945 roku major Harold W. Sullivan, wysłał list do Johna Cartera byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Gusen. Sullivan poprosił Cartera o napisanie wszystkiego co zapamiętał o obozie.
***
W korespondencji, kierowanej również do trybunału wojskowego w Wiesbaden, Carter krótko przedstawił postać doktora Antoniego Gościńskiego, jako osoby posiadającej obszerną wiedzę i stosowanych tam nazistowskich praktykach, które odbywały się w obozie w Gusen i Mauthausen. Carter zaznaczył, iż doktor Gościński pomimo dobrej znajomości języka angielskiego wymagał wsparcia i pomocy. Dzięki temu Carterowi udało się ponownie zpotkać z doktorem i pomóc jemu podczas przesłuchań. Ta pomoc umożliwiła łatwiej doktorowi opisać wiele zdarzeń z obozowego życia, które były niezwykle ważne w trakcie śledztwa a następnie sądu nad obozowymi oprawcami.
***
Carter był świadkiem wielu okropieństw, jakie miały miejsce w Gusen, takich jak brutalne kary i nieludzkie traktowanie więźniów. Wiedział, że może nie przeżyć następnego dnia, jednak starał się zebrać jak najwięcej informacji o miejscu w którym się znalazł. Od listopada 1944 do maja 1945 dziennie umierało blisko 100 osób. W obozie zawsze było około 22.000 więźniów. Wysoka śmiertelność spowodowana była przede wszystkim długimi godzinami pracy w kamieniołomach. Pobliskie fabryki Messerschmitta – montującej samoloty oraz Steyra – specjalizującej się w produkcji broni, były również nastawione na nieludzki wyzysk. Brak odpowiedniej odzieży ochronnej i niedożywienie zbierały swoje żniwo.
***
John Carter był świadkiem wielu zbrodni. Opisał on eksterminację dwóch grup ludzi, każdej liczącej jakieś 200 – 300 ofiar, gdzie użyto trującego gazu. Były to osoby, które naziści uznali za nie nadające się do dalszego leczenia oraz efektywnej pracy. W obozie Gusen, oznaczonym rzymską cyfrą II, który utworzono w 1944 roku, usytuowanym był jakieś 400 metrów od obozu pierwszego (Gusen I), wielu więźniów ginęło w ten sam bezsensowny sposób. Ludzi mordowano używając niezwykle sadystycznych metod, uderzając ich ciała, przy użyciu ciężkiego sprzętu. Tych zbrodni. co może niektórych zdziwić, nie dokonywali esesmani, oprawcami byli więzienni kapo, kryminaliści - głównie niemieccy, na usługach SS. Krzyki, płacze i wrzaski można było usłyszeć w całym obozie, również i poza nim, o czym dowiedział się później Carter od mieszkańca pobliskiej farmy. Dowody tych zbrodni, a raczej systematycznej rzezi, posiadały osoby z obozowego szpitala, tak zwanego Revieru. Jako świadków tych zbrodni Carter wymienia wspomnianego Antoniego Gościńskiego, a także Feliksa Kamińskiego, studentów medycyny Eugeniusza Pientę, Adama Anisa (Carter nie pamiętał dobrze tego nazwiska, o czym wspomniał w swoim raporcie), Zbigniewa Wlazłowskiego, Leona Zyndę oraz swojego przyjaciela Józefa Wierzchowskiego. Ważnym świadkiem był również niejaki Emil Sommer – były kapo Revieru. Sommer był Niemcem, który krótko przed końcem wojny został rekrutowany do jednostki Volksturmu. Opuścił obóz w maju 1945 roku na kilka dni przed przybyciem wojsk amerykańskich do Linzu. W połowie kwietnia 1945 roku został wezwany przez władze obozowe by przygotować i nadzorować eliminację ostatniej grupy więźniów, stosując do tego trujący gaz. Jak wynika z informacji zdobytych przez Cartera z całą pewnością Sommer nie chciał tego zrobić. Wiadomym było, że odmowa rozkazu oznaczała śmierć i w tym przypadku znalazłaby się inna osoba, która wykonałaby to zadanie. Inny przyjaciel Cartera, obozowy sekretarz Rakowski, Niemiec, był również wymieniany jako ważny świadek zbrodni i nieocenione źródło informacji.
***
Ważne materiały dowodowe Carter uzyskał też od więźnia Józefa Wierzchowskiego, kierownika obozu Guembika, sekretarza obozowego Schmeslenskiego oraz S. Comforta i Leona Friedlandera. Wszyscy wymienieni oraz Antoni Gościński asystowali podczas organizacji obozu po jego wyzwoleniu. Tak zwana stabilizacja trwała jakieś trzy tygodnie. Wspomniany Józef Wierzchowski był świadkiem wielu okrucieństw, między innymi opisał on przypadek człowieka, którego powieszono na szubienicy, następnie zabrano go do krematorium, po drodze okazało się, że więzień nadal żyje. Zabrano go na plac apelowy i ponownie powieszono. Kierownik obozu Franz Xaver Ziereis, esesman (o którym pisałem jakiś miesiąc temu), osobiście udał się do krematorium z ciałem nieszczęśnika. Po drodze śmiał się z zaistniałej sytuacji.
***
Carter był świadkiem zbrodni dokonanej na amerykańskich lotnikach, przez Ziereisa i kilku innych esesmanów. 25 Lipca 1944 roku około godziny 10.30 zaobserwowano 5 alianckich samolotów. Prawdopodobnie zestrzelono wszystkie maszyny. Oprócz załogi jednego z samolotów, wszyscy zginęli zanim dotknęli ziemi. Carterowi udało się ustalić, iż nie były to wojska powietrzno-desantowe, lecz zwiad. Z grupy zwiadowczej przeżył tylko jeden żołnierz. Ocalały z katastrofy został przetransportowany do obozowego szpitala. W tym czasie doktor Gościński i jego asystent Pienta starali się uratować, ciężko rannego, amerykańskiego lotnika. W czasie operacji, jaką przeprowadzał Gościński, Carter, chcąc dostać się Amerykanina, zaczął symulować atak wyrostka. Dzięki temu dostał się do Revieru. Chciał porozmawiać z lotnikiem, niestety następnego ranka Amerykanin zmarł. Carterowi udało się zdobyć nieśmiertelnik i zidentyfikować lotnika, był to Lynwood G. Harrell, numer identyfikacyjny: 13032979 T.42-43 A B. Po wyzwoleniu obozu Carter przekazał aliantom także listę 42 holenderskich lotników, którzy służyli w brytyjskim RAF-ie, schwytanych przez nazistów i rozstrzelanych w Mauthausen. Prawdopodobnie Holendrzy byli rozstrzelani we wrześniu 1944 roku. Dokładniejsze informacje posiadał obozowy tłumacz Odrobny. Po wyzwoleniu Carter razem z doktorem Gościńskim prosili go o pomoc w organizacji obozu. Bojąc się, że mogą utracić kontrolę nad byłymi więźniami, Carter razem z Antonim Gościńskim udali się do Linzu celem otrzymania ewentualnego wsparcia, bezpośrednio od wojsk sprzymierzonych. Niestety, z uwagi na przedłużający się pobyt w Linzu i trudności w dotarciu z powrotem do Gusen, rozprzestrzeniła się plotka, że oboje nie wracają, w panice uciekło wtedy około 12.000 osób. Plotka oczywiście nie była prawdą lecz dobrze sfabrykowanym kłamstwem. Komuś zależało na prowadzeniu ludzi w błąd. Prawdopodobnie któryś z obozowych kapo rozpowszechnił tą informację celem uniknięcia odpowiedzialności za dokonane zbrodnie. Niestety zdezorientowany Odrobny uciekł, był on świadkiem wielu zbrodni.
Krótko później Carter odkrył, iż w obozie panował strach, spowodowany kłopotami pomiędzy Polakami i ludźmi innej narodowości. Carter nie zdradził w swoim liście jakiej nacji byli ci inni, ale z kontekstu można wywnioskować, że byli to Rosjanie. Polacy dosyć często popadali z nimi w różnego rodzaju konflikty. W dalszej części listu Carter opisuje, że amerykańscy dowódcy uporali się z tymi problemami, dogadując się z przedstawicielami jednego z tych krajów – Polakami.
***
Przeglądając archiwalne materiały armii amerykańskiej, dotarłem do instrukcji wywiadu, których celem było „uwrażliwienie” zachodnich aliantów na Rosjan – czytaj Sowietów (wtedy). W jednym z dokumentów wyraźnie było zaznaczone, by oddzielić pewne narodowości od siebie, ponieważ mogą powstać konflikty o podłożu etnicznym i ideologicznym. Jedno jest pewne, o tym wszyscy wiedzieli, Polacy nie darzyli sympatią Sowietów, ani przed wojną, ani w trakcie, nie mówiąc po jej zakończeniu.
***
Mam nadzieję, że ten tekst przybliży wam cząstkę tego jak okrutny był czas wojny. Z drugiej strony, pomimo wspomnianego okrucieństwa, chcę zaznaczyć, iż zawsze jest tląca się nadzieja, wola przetrwania, a także co najważniejsze jest przyjaźń, która pomaga przeżyć.
***
Kolejnym razem postaram się przybliżyć inne postaci z obozu koncentracyjnego w Gusen.
***
Jeden z moich zakręconych profesorów, który wykładał politykę społeczną na zielonogórskiej uczelni powiedział, że człowiek z założenia powinien być sceptyczny i zbuntowany wobec tego co głoszą politycy - traktujący nas jako maszynki do głosowania. Żeby potwierdzić owe słowa zapraszam do posłuchania utworu The Bogus Man wykonanego przez Brendana Perrego, z albumu Ark (2010)... a ci którzy nie znają angielskiego to powiem, że Bogus Man to taki fałszywy gościu - w tym przypadku możemy przyjąć, iż jest to polityk...
***
Carter był jednym z tych, któremu udało się przetrwać w nieludzkich warunkach, jakie panowały w Gusen, aż do chwili wyzwolenia tego obozu przez 3. Armię generał Pattona. Po zakończeniu wojny dzięki korespondencji nawiązanej przez niego z oficerem armii amerykańskiej - majorem Haroldem W. Sullivanem, można było się dowiedzieć, iż był on w posiadaniu informacji, które byłe istotne w dochodzeniu prowadzonym przez trybunał wojskowy w Mauthausen oraz Gusen. Następnie Carter wraz z innymi więźniami asystował podczas śledztwa podpułkownikowi Givensowi z 3. Armii Pattona. Korespondencja ta trafiła również do filii trybunału wojskowego armii Stanów Zjednoczonych w Wiesbaden. Jedno jest pewne była ona źródłem niezwykle ważnych informacji.
***
Jak Carter znalazł się w obozie koncentracyjnym? 7 stycznia 1944 roku dla Johna Cartera był dniem, który na pewno zapamiętał do końca życia. Tego dnia miał nadzorować plan ucieczki siedmiu amerykańskich lotników, którzy następnie mieli przedostać się do Hiszpanii. Trasy ucieczek były często zmieniane, z uwagi na fakt, iż często zdarzało się, że ktoś zdradzał, a także dla zmylenia Niemców. Tego feralnego dnai Carter został schwytany przez hitlerowców w francuskiej miejscowości Pamiers, niedaleko hiszpańskiej granicy. Aresztowanyo go pod zarzutem organizowania pomocy lotnikom wojsk alianckich, ukrywającym się na terenie Francji.
***
28 sierpnia 1945 roku major Harold W. Sullivan, wysłał list do Johna Cartera byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Gusen. Sullivan poprosił Cartera o napisanie wszystkiego co zapamiętał o obozie.
***
W korespondencji, kierowanej również do trybunału wojskowego w Wiesbaden, Carter krótko przedstawił postać doktora Antoniego Gościńskiego, jako osoby posiadającej obszerną wiedzę i stosowanych tam nazistowskich praktykach, które odbywały się w obozie w Gusen i Mauthausen. Carter zaznaczył, iż doktor Gościński pomimo dobrej znajomości języka angielskiego wymagał wsparcia i pomocy. Dzięki temu Carterowi udało się ponownie zpotkać z doktorem i pomóc jemu podczas przesłuchań. Ta pomoc umożliwiła łatwiej doktorowi opisać wiele zdarzeń z obozowego życia, które były niezwykle ważne w trakcie śledztwa a następnie sądu nad obozowymi oprawcami.
***
Carter był świadkiem wielu okropieństw, jakie miały miejsce w Gusen, takich jak brutalne kary i nieludzkie traktowanie więźniów. Wiedział, że może nie przeżyć następnego dnia, jednak starał się zebrać jak najwięcej informacji o miejscu w którym się znalazł. Od listopada 1944 do maja 1945 dziennie umierało blisko 100 osób. W obozie zawsze było około 22.000 więźniów. Wysoka śmiertelność spowodowana była przede wszystkim długimi godzinami pracy w kamieniołomach. Pobliskie fabryki Messerschmitta – montującej samoloty oraz Steyra – specjalizującej się w produkcji broni, były również nastawione na nieludzki wyzysk. Brak odpowiedniej odzieży ochronnej i niedożywienie zbierały swoje żniwo.
***
John Carter był świadkiem wielu zbrodni. Opisał on eksterminację dwóch grup ludzi, każdej liczącej jakieś 200 – 300 ofiar, gdzie użyto trującego gazu. Były to osoby, które naziści uznali za nie nadające się do dalszego leczenia oraz efektywnej pracy. W obozie Gusen, oznaczonym rzymską cyfrą II, który utworzono w 1944 roku, usytuowanym był jakieś 400 metrów od obozu pierwszego (Gusen I), wielu więźniów ginęło w ten sam bezsensowny sposób. Ludzi mordowano używając niezwykle sadystycznych metod, uderzając ich ciała, przy użyciu ciężkiego sprzętu. Tych zbrodni. co może niektórych zdziwić, nie dokonywali esesmani, oprawcami byli więzienni kapo, kryminaliści - głównie niemieccy, na usługach SS. Krzyki, płacze i wrzaski można było usłyszeć w całym obozie, również i poza nim, o czym dowiedział się później Carter od mieszkańca pobliskiej farmy. Dowody tych zbrodni, a raczej systematycznej rzezi, posiadały osoby z obozowego szpitala, tak zwanego Revieru. Jako świadków tych zbrodni Carter wymienia wspomnianego Antoniego Gościńskiego, a także Feliksa Kamińskiego, studentów medycyny Eugeniusza Pientę, Adama Anisa (Carter nie pamiętał dobrze tego nazwiska, o czym wspomniał w swoim raporcie), Zbigniewa Wlazłowskiego, Leona Zyndę oraz swojego przyjaciela Józefa Wierzchowskiego. Ważnym świadkiem był również niejaki Emil Sommer – były kapo Revieru. Sommer był Niemcem, który krótko przed końcem wojny został rekrutowany do jednostki Volksturmu. Opuścił obóz w maju 1945 roku na kilka dni przed przybyciem wojsk amerykańskich do Linzu. W połowie kwietnia 1945 roku został wezwany przez władze obozowe by przygotować i nadzorować eliminację ostatniej grupy więźniów, stosując do tego trujący gaz. Jak wynika z informacji zdobytych przez Cartera z całą pewnością Sommer nie chciał tego zrobić. Wiadomym było, że odmowa rozkazu oznaczała śmierć i w tym przypadku znalazłaby się inna osoba, która wykonałaby to zadanie. Inny przyjaciel Cartera, obozowy sekretarz Rakowski, Niemiec, był również wymieniany jako ważny świadek zbrodni i nieocenione źródło informacji.
***
Ważne materiały dowodowe Carter uzyskał też od więźnia Józefa Wierzchowskiego, kierownika obozu Guembika, sekretarza obozowego Schmeslenskiego oraz S. Comforta i Leona Friedlandera. Wszyscy wymienieni oraz Antoni Gościński asystowali podczas organizacji obozu po jego wyzwoleniu. Tak zwana stabilizacja trwała jakieś trzy tygodnie. Wspomniany Józef Wierzchowski był świadkiem wielu okrucieństw, między innymi opisał on przypadek człowieka, którego powieszono na szubienicy, następnie zabrano go do krematorium, po drodze okazało się, że więzień nadal żyje. Zabrano go na plac apelowy i ponownie powieszono. Kierownik obozu Franz Xaver Ziereis, esesman (o którym pisałem jakiś miesiąc temu), osobiście udał się do krematorium z ciałem nieszczęśnika. Po drodze śmiał się z zaistniałej sytuacji.
***
Carter był świadkiem zbrodni dokonanej na amerykańskich lotnikach, przez Ziereisa i kilku innych esesmanów. 25 Lipca 1944 roku około godziny 10.30 zaobserwowano 5 alianckich samolotów. Prawdopodobnie zestrzelono wszystkie maszyny. Oprócz załogi jednego z samolotów, wszyscy zginęli zanim dotknęli ziemi. Carterowi udało się ustalić, iż nie były to wojska powietrzno-desantowe, lecz zwiad. Z grupy zwiadowczej przeżył tylko jeden żołnierz. Ocalały z katastrofy został przetransportowany do obozowego szpitala. W tym czasie doktor Gościński i jego asystent Pienta starali się uratować, ciężko rannego, amerykańskiego lotnika. W czasie operacji, jaką przeprowadzał Gościński, Carter, chcąc dostać się Amerykanina, zaczął symulować atak wyrostka. Dzięki temu dostał się do Revieru. Chciał porozmawiać z lotnikiem, niestety następnego ranka Amerykanin zmarł. Carterowi udało się zdobyć nieśmiertelnik i zidentyfikować lotnika, był to Lynwood G. Harrell, numer identyfikacyjny: 13032979 T.42-43 A B. Po wyzwoleniu obozu Carter przekazał aliantom także listę 42 holenderskich lotników, którzy służyli w brytyjskim RAF-ie, schwytanych przez nazistów i rozstrzelanych w Mauthausen. Prawdopodobnie Holendrzy byli rozstrzelani we wrześniu 1944 roku. Dokładniejsze informacje posiadał obozowy tłumacz Odrobny. Po wyzwoleniu Carter razem z doktorem Gościńskim prosili go o pomoc w organizacji obozu. Bojąc się, że mogą utracić kontrolę nad byłymi więźniami, Carter razem z Antonim Gościńskim udali się do Linzu celem otrzymania ewentualnego wsparcia, bezpośrednio od wojsk sprzymierzonych. Niestety, z uwagi na przedłużający się pobyt w Linzu i trudności w dotarciu z powrotem do Gusen, rozprzestrzeniła się plotka, że oboje nie wracają, w panice uciekło wtedy około 12.000 osób. Plotka oczywiście nie była prawdą lecz dobrze sfabrykowanym kłamstwem. Komuś zależało na prowadzeniu ludzi w błąd. Prawdopodobnie któryś z obozowych kapo rozpowszechnił tą informację celem uniknięcia odpowiedzialności za dokonane zbrodnie. Niestety zdezorientowany Odrobny uciekł, był on świadkiem wielu zbrodni.
Krótko później Carter odkrył, iż w obozie panował strach, spowodowany kłopotami pomiędzy Polakami i ludźmi innej narodowości. Carter nie zdradził w swoim liście jakiej nacji byli ci inni, ale z kontekstu można wywnioskować, że byli to Rosjanie. Polacy dosyć często popadali z nimi w różnego rodzaju konflikty. W dalszej części listu Carter opisuje, że amerykańscy dowódcy uporali się z tymi problemami, dogadując się z przedstawicielami jednego z tych krajów – Polakami.
***
Przeglądając archiwalne materiały armii amerykańskiej, dotarłem do instrukcji wywiadu, których celem było „uwrażliwienie” zachodnich aliantów na Rosjan – czytaj Sowietów (wtedy). W jednym z dokumentów wyraźnie było zaznaczone, by oddzielić pewne narodowości od siebie, ponieważ mogą powstać konflikty o podłożu etnicznym i ideologicznym. Jedno jest pewne, o tym wszyscy wiedzieli, Polacy nie darzyli sympatią Sowietów, ani przed wojną, ani w trakcie, nie mówiąc po jej zakończeniu.
***
Mam nadzieję, że ten tekst przybliży wam cząstkę tego jak okrutny był czas wojny. Z drugiej strony, pomimo wspomnianego okrucieństwa, chcę zaznaczyć, iż zawsze jest tląca się nadzieja, wola przetrwania, a także co najważniejsze jest przyjaźń, która pomaga przeżyć.
***
Kolejnym razem postaram się przybliżyć inne postaci z obozu koncentracyjnego w Gusen.
***
Jeden z moich zakręconych profesorów, który wykładał politykę społeczną na zielonogórskiej uczelni powiedział, że człowiek z założenia powinien być sceptyczny i zbuntowany wobec tego co głoszą politycy - traktujący nas jako maszynki do głosowania. Żeby potwierdzić owe słowa zapraszam do posłuchania utworu The Bogus Man wykonanego przez Brendana Perrego, z albumu Ark (2010)... a ci którzy nie znają angielskiego to powiem, że Bogus Man to taki fałszywy gościu - w tym przypadku możemy przyjąć, iż jest to polityk...
sobota, 11 lutego 2012
American in Poland czyli polskie blokowiska w oczach Amerykanina i nie tylko
Jeden Amerykanin w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku zachwycił się naszymi blokowiskami, które to powstawały ze słynnej betonowej płyty. Niewiarygodne ale prawdziwe. Przeglądając archiwalne numery magazynu Popular Science z 1979 roku trafiłem na krótki tekst autorstwa Raya Maurera - amerykańskiego inżyniera. Maurer przyjechał do Polski w 1976 na pół roku. Czas ten poświęcił na wykłady oraz badania związane z rozwojem nowoczesnego budownictwa i użycia w nim betonu prefabrykowanego.
***
Jak dobrze wiemy po II wojnie światowej Polska była zniszczona i starano się ją odbudować, wykorzystując wszelkie możliwe sposoby. Był wtedy też inny "system", tzn. socjalizm czyli nieudany produkt importowy zza wschodniej granicy. Inżynieria społeczna była oczywiście marna ale budownictwo miało swój szczyt. Od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku w naszym kraju rozwijało się budownictwo mieszkaniowe, którego celem było zaspokojenie potrzeb rosnącej wtedy z roku na rok populacji. Powiem to z przekąsem ale zaliczaliśmy cywilizacyjny skok.
***
Może to brzmieć nieco naiwnie, ale inżynier Maurer był zachwycony widokiem rosnących z dnia na dzień biurowców i wieżowców. Żelbetonowe prefabrykaty robiły na nim wrażenie ponieważ wmontowane były tam drzwi i okna. Wszystko pięknie się układało w jedną całość. Ponadto podkreślił, że na budowie znajdowało się jedynie kilku robotników, którzy sprawnie wykonywali swoje obowiązki. Dźwigi podnosiły prefabrykaty a robotnicy robili swoje... My ten temat dobrze znamy i wiemy swoje ale inżynier z Ameryki niekoniecznie. Trzeba jednak przyznać, że obraz Polski opisywany przez Maurera jest lepszy niż karykaturalne filmy Barei z lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia. Jakkolwiek mówiąc, pewne rzeczy wyglądają lepiej z dalszej perspektywy. Nie deprecjonujmy Amerykanina, doceńmy go za to, iż dostrzegł coś pozytywnego w naszym kraju.
***
No tak, zachwyt Pana inżyniera wracającego zza żelaznej kurtyny i dzielącego się swoimi wrażeniami z czytelnikami jest nieco dziwny ale z drugiej strony dzisiaj spora część Polaków nadal mieszka w betonowej dżungli zasianej przez "komunę" w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku.
***
Cieszyć czy nie cieszyć się oto jest pytanie. Odpowiem krótko, ćwierć wieku mieszkam w tych betonowych klockach i żyję... A jak byłem dzieciakiem to z uwielbieniem i zachwytem, tak jak inżynier Maurer, obserwowałem powstające bloki w moim rodzinnym mieście. Pamiętam jak całą rodziną poszliśmy do niewykończonego jeszcze naszego mieszkania, w którym nie było okien i drzwi, ale duma wtedy mnie rozpierała, że będzie tam łazienka i kibelek, a także obiecany pokój. Może naiwne ale dla mnie prawdziwe.
A do posłuchania polecam Simple Minds w moim ulubionym utworze New Gold Dream (81/82/83/84) z 1982 roku. Do tego dorzucę jeszcze Martynę Jakubowicz wykonującą wspaniały i nieśmiertelny utwór W domach z betonu zagrany z Dżemem w 1989 roku na festiwalu w Jarocinie.
New Gold Dream...
W domach z betonu...
***
Jak dobrze wiemy po II wojnie światowej Polska była zniszczona i starano się ją odbudować, wykorzystując wszelkie możliwe sposoby. Był wtedy też inny "system", tzn. socjalizm czyli nieudany produkt importowy zza wschodniej granicy. Inżynieria społeczna była oczywiście marna ale budownictwo miało swój szczyt. Od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku w naszym kraju rozwijało się budownictwo mieszkaniowe, którego celem było zaspokojenie potrzeb rosnącej wtedy z roku na rok populacji. Powiem to z przekąsem ale zaliczaliśmy cywilizacyjny skok.
***
Może to brzmieć nieco naiwnie, ale inżynier Maurer był zachwycony widokiem rosnących z dnia na dzień biurowców i wieżowców. Żelbetonowe prefabrykaty robiły na nim wrażenie ponieważ wmontowane były tam drzwi i okna. Wszystko pięknie się układało w jedną całość. Ponadto podkreślił, że na budowie znajdowało się jedynie kilku robotników, którzy sprawnie wykonywali swoje obowiązki. Dźwigi podnosiły prefabrykaty a robotnicy robili swoje... My ten temat dobrze znamy i wiemy swoje ale inżynier z Ameryki niekoniecznie. Trzeba jednak przyznać, że obraz Polski opisywany przez Maurera jest lepszy niż karykaturalne filmy Barei z lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia. Jakkolwiek mówiąc, pewne rzeczy wyglądają lepiej z dalszej perspektywy. Nie deprecjonujmy Amerykanina, doceńmy go za to, iż dostrzegł coś pozytywnego w naszym kraju.
***
No tak, zachwyt Pana inżyniera wracającego zza żelaznej kurtyny i dzielącego się swoimi wrażeniami z czytelnikami jest nieco dziwny ale z drugiej strony dzisiaj spora część Polaków nadal mieszka w betonowej dżungli zasianej przez "komunę" w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku.
***
Cieszyć czy nie cieszyć się oto jest pytanie. Odpowiem krótko, ćwierć wieku mieszkam w tych betonowych klockach i żyję... A jak byłem dzieciakiem to z uwielbieniem i zachwytem, tak jak inżynier Maurer, obserwowałem powstające bloki w moim rodzinnym mieście. Pamiętam jak całą rodziną poszliśmy do niewykończonego jeszcze naszego mieszkania, w którym nie było okien i drzwi, ale duma wtedy mnie rozpierała, że będzie tam łazienka i kibelek, a także obiecany pokój. Może naiwne ale dla mnie prawdziwe.
A do posłuchania polecam Simple Minds w moim ulubionym utworze New Gold Dream (81/82/83/84) z 1982 roku. Do tego dorzucę jeszcze Martynę Jakubowicz wykonującą wspaniały i nieśmiertelny utwór W domach z betonu zagrany z Dżemem w 1989 roku na festiwalu w Jarocinie.
New Gold Dream...
W domach z betonu...
niedziela, 29 stycznia 2012
Przemysł wojenny. Fabryka DEST
Deutsche Erd- und Steinwerke GmbH (DEST) kompania, która pierwotnie zajmowała się produkcją materiałów budowlanych. Siedziba jej mieściła się w Sankt Georgen (Austria), kierował nią Oswald Pohl szef hitlerowskiego WVHA – Głównego Urzędu Gospodarczo-Administracyjnego SS, oraz SS-Obergruppenführer, który jako główny zarządca niemieckich obozów koncentracyjnych w trakcie II wojny światowej odpowiedzialny pośrednio za wszystkie zbrodnie popełnione na milionach ludzi w tych obozach).
Prawdopodobnie z powodu interwencji Alberta Speera (głównego architekta Hitlera, późniejszego ministra uzbrojenia III Rzeszy), w 1943 roku DEST, w obozach koncentracyjnych w Flossenbuergu, Mauthausen i Gusen, zmienił profil z produkcji kamienia wykorzystywanego w budownictwie na fabryki przemysłu zbrojeniowego. W Gusen postawiono 18 nowych baraków, celem zwiększenia liczby więźniów wykorzystywanych w niewolniczej pracy. Stworzono tzw. „komanda” Georgen-Muehle I, II, III i IV pracujące dla STEYR-DAIMLER-PUCH AG, austriackiej firmy zbrojeniowej przejętej przez nazistów.
Początkowo produkowano części silników dla samolotów oraz karabiny maszynowe. Jako podwykonawca wytwórni lotniczej Messerschmitt GmbH, DEST w Gusen rozwinął również produkcję kadłubów dla samolotów wojskowych tj. myśliwców typu ME 109.
DEST „zainwestował” także w budowę czterech wielkich hangarów – wyglądem przypominających baraki, w północno-wschodniej części obozu koncentracyjnego Gusen. Produkowano tam około 20 kadłubów miesięcznie dla Messerschmitta.
Przez krótki okres rozwój produkcji dla przemysłu zbrojeniowego spowodował, że nieco „polepszyły” warunku życia więźniów obozu koncentracyjnego w Gusen. Niestety ta sytuacja szybko zmieniła się w chwili kiedy Sonderstab dr inż. budownictwa Hansa Kammlera odkrył, że Gusen może się przydać jako miejsce dla rozbudowy podziemnych fabryk. Przenoszenie produkcji zbrojeniowej do podziemnych obiektów rozpoczęto w III Rzeszy w połowie 1943 roku. Powołano wtedy tzw. „Jägerstab” tj. sztab myśliwski i opracowano program przenoszenia produkcji lotniczej do obiektów podziemnych. Głównym realizatorem prac budowlanych, oprócz organizacji Todt, było SS pod kierownictwem ich szefa budowlanego, wspomnianego Hansa Kammlera. W podziemiach pobliskiego Sankt Georgen był realizowany tajny projekt pod kryptonimem B8 BERGKRISTALL-ESCHE 2.
Źródło:
http://www.gusen.org/
Tym oto krótkim tekstem przedstawiam fragment publikacji, którą zamierzam w bliższej lub dalszej przyszłości "wydać". Nie wiem w jakiej jeszcze formie. Obiecuję, że rozwinę pewne wątki, które pojawiają się w tym tekście
Prawdopodobnie z powodu interwencji Alberta Speera (głównego architekta Hitlera, późniejszego ministra uzbrojenia III Rzeszy), w 1943 roku DEST, w obozach koncentracyjnych w Flossenbuergu, Mauthausen i Gusen, zmienił profil z produkcji kamienia wykorzystywanego w budownictwie na fabryki przemysłu zbrojeniowego. W Gusen postawiono 18 nowych baraków, celem zwiększenia liczby więźniów wykorzystywanych w niewolniczej pracy. Stworzono tzw. „komanda” Georgen-Muehle I, II, III i IV pracujące dla STEYR-DAIMLER-PUCH AG, austriackiej firmy zbrojeniowej przejętej przez nazistów.
Początkowo produkowano części silników dla samolotów oraz karabiny maszynowe. Jako podwykonawca wytwórni lotniczej Messerschmitt GmbH, DEST w Gusen rozwinął również produkcję kadłubów dla samolotów wojskowych tj. myśliwców typu ME 109.
DEST „zainwestował” także w budowę czterech wielkich hangarów – wyglądem przypominających baraki, w północno-wschodniej części obozu koncentracyjnego Gusen. Produkowano tam około 20 kadłubów miesięcznie dla Messerschmitta.
Przez krótki okres rozwój produkcji dla przemysłu zbrojeniowego spowodował, że nieco „polepszyły” warunku życia więźniów obozu koncentracyjnego w Gusen. Niestety ta sytuacja szybko zmieniła się w chwili kiedy Sonderstab dr inż. budownictwa Hansa Kammlera odkrył, że Gusen może się przydać jako miejsce dla rozbudowy podziemnych fabryk. Przenoszenie produkcji zbrojeniowej do podziemnych obiektów rozpoczęto w III Rzeszy w połowie 1943 roku. Powołano wtedy tzw. „Jägerstab” tj. sztab myśliwski i opracowano program przenoszenia produkcji lotniczej do obiektów podziemnych. Głównym realizatorem prac budowlanych, oprócz organizacji Todt, było SS pod kierownictwem ich szefa budowlanego, wspomnianego Hansa Kammlera. W podziemiach pobliskiego Sankt Georgen był realizowany tajny projekt pod kryptonimem B8 BERGKRISTALL-ESCHE 2.
Źródło:
http://www.gusen.org/
Tym oto krótkim tekstem przedstawiam fragment publikacji, którą zamierzam w bliższej lub dalszej przyszłości "wydać". Nie wiem w jakiej jeszcze formie. Obiecuję, że rozwinę pewne wątki, które pojawiają się w tym tekście
Historia Herberta Wertha
Ponad 100 lat temu na terenie ówczesnego powiatu strzeleńskiego (obecnie inowrocławskiego), w 1909 roku w Woli Wapowskiej, urodził się niejaki Herbert Werth, oficer nazistowskiej formacji paramilitarnej Schutzstaffel, znanej pod skrótem SS.
Młody Werth był zdolnym i ambitnym człowiekiem. Studiował prawo i nauki polityczne w Berlinie oraz Konigsbergu (historycznie polskim Królewcu), a obecnie rosyjskim Kaliningradzie. W 1931 roku Werth zdecydował się zapisać do studenckiej organizacji Nationalsozialistischer Deutscher Studentenbund – NSDStB, która była częścią Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (niem. Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei) – partii nazistowskiej. Następnie, w sierpniu 1932 roku, wstąpił do nazistowskiej NSDAP, partii sprawującej totalitarną władzę w III Rzeszy. Październik 1933 roku był dla młodego Herberta Wertha przełomowy, dołączył on do szeregów SS, paramilitarnej i elitarnej formacji nazistowskiej, podległej NSDAP - (Die Schutzstaffel der NSDAP). Kilka lat późnej, w czerwcu 1937 roku, Werth skończył studia w Konigsbergu. Tam został doradcą (radcą) prawnym przy Deutsche Arbeitsfront (DAF) - niemieckim związku zawodowym, działającym pod nadzorem NSDAP, łączącym robotników i pracodawców. Rok później, przydzielono jemu stanowisko z którego kandydował na inspektora w biurze Gestapo w miejscowości Allenstein (współczesnym Olsztynie). Werth zdał egzaminy i ukończył z powodzeniem studia, został mianowany na detektywa – inspektora i przydzielono do Reichssicherheitshauptamt (RSHA) – Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Był pracownikiem owianego złą sławą „Departamentu IV”, tajnej policji państwowej znanej jako Gestapo. Szefem departamentu IV był Heinrich Müller, uznany po II wojnie światowej za zbrodniarza hitlerowskiego, jego podwładnym był Adolf Eichmann, główny architekt planów Holocaustu, schwytany w 1960 roku w Argentynie przez agentów izraelskiego wywiadu.
Około 1942 roku z głównej kwatery Gestapo przeniesiono Wertha do Grecji, prawdopodobnie. W Atenach został przydzielony do Einsatzkommando – specjalnej grupy operacyjnej, takich komand było wiele, każde miało swój teren działań. Grupa ta była przeznaczona do działań w Tunezji. „Einsatzkommando Tunis” było kierowane przez Waltera Rauffa – oficera SS, podczas agresji na Polskę odpowiedzialnego za techniczne wyposażenie i przygotowanie grup operacyjnych, ponosił on również główną odpowiedzialność za rozwój ruchomych komór gazowych. Komanda, do których należała grupa tunezyjska, miały za zadanie eliminowanie Żydów, partyzantów, komunistów oraz członków radzieckiego NKWD. Pierwotnie komando Obersturmführera Wertha miało być oddelegowane do działań w Egipcie.
Niepotwierdzone źródła wskazują na to, że jednostka do której należał Werth powstała 29 lipca 1942 roku w Atenach, bądź też została ona tam wysłana. Składała się ona m. in. z 7 oficerów, 17 podoficerów oraz około 3.000 żołnierzy, funkcjonariuszy SS i Gestapo.
Kwatera główna zlokalizowana była w Tunisie, stolicy Tunezji, w prywatnym hotelu – Hotel et Restaurant Eugenie, Place la Cardinal Lavigerie (obecnie Bab Bhar Square).
Z uwagi na walki z aliantami w Północnej Afryce, po I bitwie pod El Alamein i powstrzymaniu pochodu armii Erwina Rommla przez brytyjczyków na Aleksandrię i Kair, we wrześniu 1942 roku komando wróciło do Berlina. Pomimo znacznych strat podczas bitwy pod El Alamein, zginęło tam około 20.000 żołnierzy niemieckich i włoskich a 7.000 trafiło do niewoli, jednostka Wertha nie poniosła żadnych strat. „Einsatzkommando Tunis” miało swoje „specjalne” przeznaczenie.*
*Niestety tutaj moje poszukiwania utknęły w miejscu, ale szperam dalej może uda mi się jeszcze pociągnąć tę historię dalej.
Młody Werth był zdolnym i ambitnym człowiekiem. Studiował prawo i nauki polityczne w Berlinie oraz Konigsbergu (historycznie polskim Królewcu), a obecnie rosyjskim Kaliningradzie. W 1931 roku Werth zdecydował się zapisać do studenckiej organizacji Nationalsozialistischer Deutscher Studentenbund – NSDStB, która była częścią Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (niem. Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei) – partii nazistowskiej. Następnie, w sierpniu 1932 roku, wstąpił do nazistowskiej NSDAP, partii sprawującej totalitarną władzę w III Rzeszy. Październik 1933 roku był dla młodego Herberta Wertha przełomowy, dołączył on do szeregów SS, paramilitarnej i elitarnej formacji nazistowskiej, podległej NSDAP - (Die Schutzstaffel der NSDAP). Kilka lat późnej, w czerwcu 1937 roku, Werth skończył studia w Konigsbergu. Tam został doradcą (radcą) prawnym przy Deutsche Arbeitsfront (DAF) - niemieckim związku zawodowym, działającym pod nadzorem NSDAP, łączącym robotników i pracodawców. Rok później, przydzielono jemu stanowisko z którego kandydował na inspektora w biurze Gestapo w miejscowości Allenstein (współczesnym Olsztynie). Werth zdał egzaminy i ukończył z powodzeniem studia, został mianowany na detektywa – inspektora i przydzielono do Reichssicherheitshauptamt (RSHA) – Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Był pracownikiem owianego złą sławą „Departamentu IV”, tajnej policji państwowej znanej jako Gestapo. Szefem departamentu IV był Heinrich Müller, uznany po II wojnie światowej za zbrodniarza hitlerowskiego, jego podwładnym był Adolf Eichmann, główny architekt planów Holocaustu, schwytany w 1960 roku w Argentynie przez agentów izraelskiego wywiadu.
Około 1942 roku z głównej kwatery Gestapo przeniesiono Wertha do Grecji, prawdopodobnie. W Atenach został przydzielony do Einsatzkommando – specjalnej grupy operacyjnej, takich komand było wiele, każde miało swój teren działań. Grupa ta była przeznaczona do działań w Tunezji. „Einsatzkommando Tunis” było kierowane przez Waltera Rauffa – oficera SS, podczas agresji na Polskę odpowiedzialnego za techniczne wyposażenie i przygotowanie grup operacyjnych, ponosił on również główną odpowiedzialność za rozwój ruchomych komór gazowych. Komanda, do których należała grupa tunezyjska, miały za zadanie eliminowanie Żydów, partyzantów, komunistów oraz członków radzieckiego NKWD. Pierwotnie komando Obersturmführera Wertha miało być oddelegowane do działań w Egipcie.
Niepotwierdzone źródła wskazują na to, że jednostka do której należał Werth powstała 29 lipca 1942 roku w Atenach, bądź też została ona tam wysłana. Składała się ona m. in. z 7 oficerów, 17 podoficerów oraz około 3.000 żołnierzy, funkcjonariuszy SS i Gestapo.
Kwatera główna zlokalizowana była w Tunisie, stolicy Tunezji, w prywatnym hotelu – Hotel et Restaurant Eugenie, Place la Cardinal Lavigerie (obecnie Bab Bhar Square).
Z uwagi na walki z aliantami w Północnej Afryce, po I bitwie pod El Alamein i powstrzymaniu pochodu armii Erwina Rommla przez brytyjczyków na Aleksandrię i Kair, we wrześniu 1942 roku komando wróciło do Berlina. Pomimo znacznych strat podczas bitwy pod El Alamein, zginęło tam około 20.000 żołnierzy niemieckich i włoskich a 7.000 trafiło do niewoli, jednostka Wertha nie poniosła żadnych strat. „Einsatzkommando Tunis” miało swoje „specjalne” przeznaczenie.*
*Niestety tutaj moje poszukiwania utknęły w miejscu, ale szperam dalej może uda mi się jeszcze pociągnąć tę historię dalej.
Szklany dom
Niedawno dotarłem do amerykańskiego magazynu Popular Science Monthly. W styczniowym numerze tego magazynu z 1930 roku ukazał się artykuł podtytułem "House with Glass Walls Exhibited in Poland" (Dom ze szklanymi ścianami wystawiony w Polsce). Ówczesny amerykański czytelnik mógł dowiedzieć się, że w Poznaniu zbudowano niezwykły i nowoczesny budynek o niespotykanych, jak na tamte czasy cechach i kształcie. Pomysłodawcy zaprezentowali nowoczesną konstrukcję, sugerując jak mogą wyglądać domy w niedalekiej przyszłości.
***
Nie wiem dlaczego ale utwór House of the Rising Sun z 1964 roku grupy The Animals skojarzył mi się z tym domem.
***
Nie wiem dlaczego ale utwór House of the Rising Sun z 1964 roku grupy The Animals skojarzył mi się z tym domem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









_1.jpg)












