Mój blog traktuję jako płaszczyznę komentowania otaczającej mnie rzeczywistości, a także jako pewną formę eksperymentu, zabawy oraz pamiętnika. Można tutaj poczytać o tym co mnie interesuje, inspiruje i irytuje. Zapraszam.
środa, 30 stycznia 2013
Nieistniejące pomniki z przeszłości... Mogilno
Nieistniejący pruski pomnik poległych w Mogilnie (Kreis-Kriegerdenkmal für die Gefallenen der Einigungskriege 1864, 1866 und 1870/71). Takie pomniki wznoszono dla upamiętnienia oficerów i żołnierzy poległych na frontach kampanii wojennych prowadzonych przez Królestwo Prus. Rezultatem zwycięskich wojen z Danią (1864), Austrią (1866) i Francją (1870-1871) było zjednoczenie państw niemieckich i utworzenie II Rzeszy Niemieckiej. Nie znam dokładnie historii tego pomnika z Mogilna, ale mógł on zostać wzniesiony w 1903 roku. Ponad dwie dekady wcześniej, tj. 2 września 1880 roku w dziesiątą rocznicę bitwy pod Sedanem, w Bydgoszczy podobny monument odsłonił prezydent królewskiej regencji Anton von Wegnern. Z tego co udało mi się dotychczas ustalić to dosyć spory kawałek Polski był usłany tymi pomnikami. Właściwie każde polskie miasto, które znajdowało się pod zaborem pruskim, było "wyposażone" w tego rodzaju monument. Prawdopodobnie na początku lat dwudziestych XX wieku lub nawet wcześniej, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, został on usunięty przez ówczesne mogileńskie władze lokalne.
Music non stop... Led Zeppelin
Ponad 44 lata temu powstały fundamenty, które scementowały podstawy współczesnej muzyki rockowej. Dokładnie 12 stycznia 1969 roku ukazał się debiutancki album Led Zeppelin, oznaczony rzymską cyfrą I. Według mnie najlepszy rockowy longplay wszech czasów. Na tym albumie nie brak pełnego ekspresji hard rockowego grania, pojawiają się też pewne motywy podobne do wczesnych dokonań również legendarnego Black Sabbath. Mamy tutaj do czynienia z zarówno klasycznym blues rockiem, jak i z wyraźnymi akcentami psychodelii oraz wyspiarskiego folku (czytaj brytyjskiego). A więc smaczków, które mnie cieszą i lubię oczywiście do nich powracać. Tak czy inaczej Led Zeppelin I jest niezwykłym klasykiem zasługującym na uwagę pewnie i za kolejne 44 lata. Materiał powstał niezwykle szybko, bowiem w ciągu 30 godzin studyjnych. Pomimo krótkich sesji mamy do czynienia z kamieniem milowym w historii muzyki. Gdyby nie ta płyta, świat i to nie tylko ten muzyczny wyglądałby dziś zupełnie inaczej. Dzięki takim osobom jak Robert Plant, Jimmy Page, John Bonham oraz John Paul Jones mamy szansę podziwiać prawdziwy przełom w muzyce.
^^^
Słynne zdjęcie, które zostało wykorzystane na okładce płyty Led Zeppelin, przedstawiające katastrofę Hinderburga z 6 maja 1937 r., podczas pierwszego pokazowego transatlantyckiego lotu. Wydarzenie to było jednym z najdramatyczniejszych w historii lotnictwa. Mimo późniejszych zmian w budowie i napędzie, które wykluczały możliwość podobnej eksplozji, sterowce nigdy już nie odzyskały dawnej pozycji.
^^^
Tak więc cofnijmy się o 44 lata wstecz i posłuchajmy...
Dazed And Confused
Good Times, Bad Times
Babe I'm Gonna Leave You
wtorek, 29 stycznia 2013
Zły kierunek
Coś w polityce trzeszczy i pewnie pęknie. Nie wiadomo jednak, w którym momencie. Od czasu wypowiedzi Tomka Terlikowskiego o rzekomo niekoniecznie dobrych czynach Jurka Owsiaka, poprzez debatę o wyroku sędziego, którego fizjonomia się nie podoba oraz szumu wokół związków partnerskich, jak i kontrowersji wokół jednoznacznej identyfikacji cech płciowych posła/posłanki Anny Grodzkiej, mam wrażenie, że inne problemy nie istnieją lub też nie obchodzą nikogo. Wychodzi na to, iż przestaliśmy chorować, wyszliśmy z bezrobocia i każdy ma do tego satysfakcjonującą pracą, nie wspominając o zadowalających dochodach.
Żeby zachować zdrowy rozsądek i nie popaść w jakiś terminalny stan chorobowy należałoby jednak ograniczyć kontakt z polityką. Szczególnie z telewizją i większością portali informacyjnych. Nie wiem czy należy moralizować i mówić, co jest ważniejsze w życiu człowieka. Warto jednak zastanowić się, w jakim kierunku zmierzają ludzie nadmiernie ekscytujący się tematami nie mającymi najmniejszego uzasadnienia w ich życiu. Nie mam zamiaru kopać się z koniem, bowiem do pewnych spraw należy po prostu dojrzeć.
Wczoraj kiedy przeczytałem w Newsweeku rozmowę z Andrzejem Morozowskim to uśmiałem się po pachy. Dziennikarze zamiast zainteresować się otaczającą ich materią, jaką jest tkanka społeczna, to przeglądają swoje życiorysy, a dokładniej rodziców i dziadków. Fobia szukania Żyda w czyimś życiorysie oraz rozwijająca się paranoja wokół katastrofy smoleńskiej stały się ważniejsze niż pochylenie się nad sytuacją ekonomiczną Polski, nie wspominając o przeciętnym obywatelu tego kraju, którego kieszeń jest coraz bardziej drenowana. Prawa burta naszego statku poważnie przechyliła się i płyniemy w złym kierunku... i powoli nabieramy wody zamiast wiatru w żagle.
Deep Purple w życiowej formie. Dynamicznie, melodyjnie i z wielkim wykopem. Gillan śpiewa znakomicie, a reszta równie wspaniale gra... można się rozpłynąć.
Żeby zachować zdrowy rozsądek i nie popaść w jakiś terminalny stan chorobowy należałoby jednak ograniczyć kontakt z polityką. Szczególnie z telewizją i większością portali informacyjnych. Nie wiem czy należy moralizować i mówić, co jest ważniejsze w życiu człowieka. Warto jednak zastanowić się, w jakim kierunku zmierzają ludzie nadmiernie ekscytujący się tematami nie mającymi najmniejszego uzasadnienia w ich życiu. Nie mam zamiaru kopać się z koniem, bowiem do pewnych spraw należy po prostu dojrzeć.
Wczoraj kiedy przeczytałem w Newsweeku rozmowę z Andrzejem Morozowskim to uśmiałem się po pachy. Dziennikarze zamiast zainteresować się otaczającą ich materią, jaką jest tkanka społeczna, to przeglądają swoje życiorysy, a dokładniej rodziców i dziadków. Fobia szukania Żyda w czyimś życiorysie oraz rozwijająca się paranoja wokół katastrofy smoleńskiej stały się ważniejsze niż pochylenie się nad sytuacją ekonomiczną Polski, nie wspominając o przeciętnym obywatelu tego kraju, którego kieszeń jest coraz bardziej drenowana. Prawa burta naszego statku poważnie przechyliła się i płyniemy w złym kierunku... i powoli nabieramy wody zamiast wiatru w żagle.
^^^
Do pewnych melodii lubimy wracać, bez wątpienia klasyczny utwór Perfect Strangers grupy Deep Purple jest godny uwagi i przypomnienia jak brzmiał rock lat osiemdziesiątych...
Deep Purple w życiowej formie. Dynamicznie, melodyjnie i z wielkim wykopem. Gillan śpiewa znakomicie, a reszta równie wspaniale gra... można się rozpłynąć.
czwartek, 10 stycznia 2013
Nie masz prawa o tym mówić...
Zamknij się, nie masz racji. Nie masz prawa o tym mówić. W ogóle nie znasz się tym... Można tak wymieniać bez końca. Tak w skrócie wygląda kultura osobista polityka wypowiadającego się bez zastanowienia w sprawach, które są dla niego niewygodne, a także sporej grupy Polaków, która ulega dosyć dziwnym nastrojom, jakby wstydzili się własnego zdania. Niektórzy mówią, po co gębę otwierać, nie ma to przecież sensu…
^
O wyroku w sprawie słynnego doktora G., który został słusznie ukarany, a także o dziwnych akcjach CBA, przekraczających standardy działania tego rodzaju służb, pewnie wszyscy zorientowani już wiedzą. Oczywiście postać sędziego Igora Tuleyi też jest rozpoznawalna. Trzeba przyznać, że sędzia Tuleya miał sporo odwagi odpowiedzialności cywilnej, by zwrócić uwagę na to, że w demokratycznym państwie prawa łamie się obowiązujące normy. Po ogłoszeniu wyroku odezwała się grupa ludzi, która zamierzała go uciszyć, twierdząc, że ten człowiek nie wie co mówi, no i oczywiście nie zna się na niczym. Na szczęście skompromitowali się wypowiadając się w tej sprawie, może nie w oczach wszystkich, ale w moich na pewno.
^
^
Odniosłem wrażenie, że wypowiedzi Gowina, Ziobry czy Kurskiego jakie mogliśmy usłyszeć, nie mówiąc o innych przedstawicielach politycznego establishmentu miały udowodnić to, że stalinowskie metody były niegodziwe, ponieważ służyły władzy komunistycznej, zniewalającej naród polski w interesie reżimu nałożonego przez sowietów, podczas gdy podobne metody przesłuchań w rękach służb specjalnych niepodległej Polski są godziwe, bowiem służą interesowi społecznemu oraz narodowym celom. Politycy wyrazili się jasno* i powiedzieli nam, że niedopuszczalne jest porównywanie metod śledczych stosowanych w różnych ustrojach, takich jak socjalizm czy demokracja. Cóż sędzia Tuleya przekroczył ten próg i powiedział prawdę...
Takie zachowanie polityków, a także pewnej grupy dziennikarzy to rozmywanie odpowiedzialności i trywializowanie niezwykle ważnych dla każdego z nas spraw, w szczególności wolności. Niestety, brutalizując to co chcieli nam przekazać politycy jest jasne – obywatelu morda w kubeł, nie wychylaj się, bo i tak się nie liczysz. Cokolwiek by nie powiedzieć, to dzięki tej sprawie i rozdymanej do granic możliwości aferze wokół sędziego Tuleyi, przynajmniej poznaliśmy kulisy działania naszego państwa.
* oczywiście jasno dla siebie, a niedorzecznie dla nas.
^
Mam nadzieję, że takie sprawy będą częściej pojawiały się w mediach. Już prawie ćwierć wieku żyjemy w demokratyczny państwie, a dopiero teraz uczymy się, co to jest sprawiedliwość oraz normy w traktowaniu i postępowaniu z drugim człowiekiem…
^
Początek roku i dobre wieści, David Bowie wraca po prawie dekadzie milczenia. Trzymam kciuki... nowy utwór Where Are We Now prosty i spokojny, ale za to wspaniały powrót.
^
O wyroku w sprawie słynnego doktora G., który został słusznie ukarany, a także o dziwnych akcjach CBA, przekraczających standardy działania tego rodzaju służb, pewnie wszyscy zorientowani już wiedzą. Oczywiście postać sędziego Igora Tuleyi też jest rozpoznawalna. Trzeba przyznać, że sędzia Tuleya miał sporo odwagi odpowiedzialności cywilnej, by zwrócić uwagę na to, że w demokratycznym państwie prawa łamie się obowiązujące normy. Po ogłoszeniu wyroku odezwała się grupa ludzi, która zamierzała go uciszyć, twierdząc, że ten człowiek nie wie co mówi, no i oczywiście nie zna się na niczym. Na szczęście skompromitowali się wypowiadając się w tej sprawie, może nie w oczach wszystkich, ale w moich na pewno.
^
^
Odniosłem wrażenie, że wypowiedzi Gowina, Ziobry czy Kurskiego jakie mogliśmy usłyszeć, nie mówiąc o innych przedstawicielach politycznego establishmentu miały udowodnić to, że stalinowskie metody były niegodziwe, ponieważ służyły władzy komunistycznej, zniewalającej naród polski w interesie reżimu nałożonego przez sowietów, podczas gdy podobne metody przesłuchań w rękach służb specjalnych niepodległej Polski są godziwe, bowiem służą interesowi społecznemu oraz narodowym celom. Politycy wyrazili się jasno* i powiedzieli nam, że niedopuszczalne jest porównywanie metod śledczych stosowanych w różnych ustrojach, takich jak socjalizm czy demokracja. Cóż sędzia Tuleya przekroczył ten próg i powiedział prawdę...
Takie zachowanie polityków, a także pewnej grupy dziennikarzy to rozmywanie odpowiedzialności i trywializowanie niezwykle ważnych dla każdego z nas spraw, w szczególności wolności. Niestety, brutalizując to co chcieli nam przekazać politycy jest jasne – obywatelu morda w kubeł, nie wychylaj się, bo i tak się nie liczysz. Cokolwiek by nie powiedzieć, to dzięki tej sprawie i rozdymanej do granic możliwości aferze wokół sędziego Tuleyi, przynajmniej poznaliśmy kulisy działania naszego państwa.
* oczywiście jasno dla siebie, a niedorzecznie dla nas.
^
Mam nadzieję, że takie sprawy będą częściej pojawiały się w mediach. Już prawie ćwierć wieku żyjemy w demokratyczny państwie, a dopiero teraz uczymy się, co to jest sprawiedliwość oraz normy w traktowaniu i postępowaniu z drugim człowiekiem…
^
Początek roku i dobre wieści, David Bowie wraca po prawie dekadzie milczenia. Trzymam kciuki... nowy utwór Where Are We Now prosty i spokojny, ale za to wspaniały powrót.
sobota, 5 stycznia 2013
Music Non Stop... Siekiera
Początek roku, trzeba czymś grzmotnąć... czemu nie Siekierą. Zimno... bo zima, a potrzeba rozgrzania się jest jak najbardziej konieczna i wymagana. Siekiera... każdy wie do czego służy. No chyba, że koneserzy horroru pozamykani w swoich katakumbach, kojarzą ten przyrząd z mniej lub bardziej krwawymi wizjami autorów filmów, czy też wymyślnych gier komputerowych. Żeby rozwiać wątpliwości, to jest oczywiste, że w dzisiejszych czasach siekiera (zazwyczaj) służy do rąbania drzewa. Polska scena muzyczna lat 80-tych XX wieku miała Siekierę, która narąbała trochę drzewa... tego muzycznego.
^^^
Siekiera to zespół trudny do sklasyfikowania, bowiem nie można tej grupy wrzucić ot tak do szufladki punkrocka, czy też nowej fali. Płyt też za wiele nie wydali, choć cztery, powiedzmy oficjalne, albumy w prawie już trzydziestoletniej karierze z pewnymi przerwami to może wydawać się, że to trochę mało. Przecież Kult, T. Love, Republika, Lady Pank wydali więcej. Nic złudnego jak ilość wydanych albumów, chociaż na poziomie. Czasem płodność, ta artystyczna oczywiście, niekoniecznie dobrze wpływa na fakt bycia legendą, bowiem nawet genialne zespoły powszednieją. Siekiera jest znakiem czasu, w pewnym sense jest też kotwicą o którą śmiało można zahaczyć idee wolności, zarówno słowa, jak i społecznej - a niekoniecznie politycznej, jak co niektórym się wydaje.
Tomasz "Dzwon" Adamski przy okazji wydania albumu Na Wszystkich Frontach Świata w 2008 roku, kompilacji na której znajdują się nagrania z dem i koncertów, a także jedynego oficjalnego wydawnictwa tzw. starej Siekiery, powiedział, że punkowa Siekiera nie utożsamiała się z żadnymi lewicowymi ani prawicowymi ekstremizmami. Była po prostu zabójczym żartem, sado-masochityczno-apokaliptycznym teatrem absurdu. Te słowa doskonale obrazują muzykę, a w szczególności tekst, który nadal jest aktualny, pomimo kilku dekad jakie minęły od pierwszych nagrań Siekiery.
Wracając jeszcze do starej Siekiery to należy, jak najbardziej, wspomnieć o Tomku Budzyńskim, bez którego pewnie nie byłoby tego zespołu i kolejnych jego płyt. Szkoda, że Budzy odszedł z tej grupy jeszcze przed wydaniem pierwszego albumu, ale Adamski z pozostałymi członkami zespołu doskonale pokierował losami Siekiery. O wielu grupach z tamtego okresu niestety zapomniano, choć są i tacy, jak powracająca z nowym (starym) albumem również kultowa TZN Xenna, jednak Siekiera pozostaje w pamięci... choć skojarzeniowo brzmi to nieco makabrycznie... ale cokolwiek mówiąc dobrze, że nie w głowie.
Nie ma co, jest to kolejny kamień milowy w naszej polskiej muzyce, a kolejna reedycja albumu Nowa Aleksandria z 1986 roku potwierdza ponadczasowość tej grupy. Tak więc warto czasem sięgnąć po Siekierę...
^^^
Jak to jeden mądry powiedział, nie tylko Siekierą człowiek żyje, na półce obok odtwarzacza od kilku dni dominuje też Audioslave i ich debiutancki album z 2002 roku oraz album grupy The Clash z 1982 roku Combat Rock. Jeszcze do tego dołączył koncert bez prądu ekipy spod znaku Hey, a jak kto woli po amerykańsku Unplugged...
^
Audioslave - Like a Stone...
^
Hey - Teksański...
^^^
Siekiera to zespół trudny do sklasyfikowania, bowiem nie można tej grupy wrzucić ot tak do szufladki punkrocka, czy też nowej fali. Płyt też za wiele nie wydali, choć cztery, powiedzmy oficjalne, albumy w prawie już trzydziestoletniej karierze z pewnymi przerwami to może wydawać się, że to trochę mało. Przecież Kult, T. Love, Republika, Lady Pank wydali więcej. Nic złudnego jak ilość wydanych albumów, chociaż na poziomie. Czasem płodność, ta artystyczna oczywiście, niekoniecznie dobrze wpływa na fakt bycia legendą, bowiem nawet genialne zespoły powszednieją. Siekiera jest znakiem czasu, w pewnym sense jest też kotwicą o którą śmiało można zahaczyć idee wolności, zarówno słowa, jak i społecznej - a niekoniecznie politycznej, jak co niektórym się wydaje.
(źródło - www.siekiera.serpent.pl)
Tomasz "Dzwon" Adamski przy okazji wydania albumu Na Wszystkich Frontach Świata w 2008 roku, kompilacji na której znajdują się nagrania z dem i koncertów, a także jedynego oficjalnego wydawnictwa tzw. starej Siekiery, powiedział, że punkowa Siekiera nie utożsamiała się z żadnymi lewicowymi ani prawicowymi ekstremizmami. Była po prostu zabójczym żartem, sado-masochityczno-apokaliptycznym teatrem absurdu. Te słowa doskonale obrazują muzykę, a w szczególności tekst, który nadal jest aktualny, pomimo kilku dekad jakie minęły od pierwszych nagrań Siekiery.
Okładka z magazynu Non Stop nr 9/1984; fotkę opatrzono komentarzem:
"Wokalista grupy SIEKIERA na scenie w Jarocinie. Szczęśliwie, zamiast tasaka dzierży w dłoni mikrofon"
(źródło - www.siekiera.serpent.pl - autor zdjęcia nieznany)
Wracając jeszcze do starej Siekiery to należy, jak najbardziej, wspomnieć o Tomku Budzyńskim, bez którego pewnie nie byłoby tego zespołu i kolejnych jego płyt. Szkoda, że Budzy odszedł z tej grupy jeszcze przed wydaniem pierwszego albumu, ale Adamski z pozostałymi członkami zespołu doskonale pokierował losami Siekiery. O wielu grupach z tamtego okresu niestety zapomniano, choć są i tacy, jak powracająca z nowym (starym) albumem również kultowa TZN Xenna, jednak Siekiera pozostaje w pamięci... choć skojarzeniowo brzmi to nieco makabrycznie... ale cokolwiek mówiąc dobrze, że nie w głowie.
Nie ma co, jest to kolejny kamień milowy w naszej polskiej muzyce, a kolejna reedycja albumu Nowa Aleksandria z 1986 roku potwierdza ponadczasowość tej grupy. Tak więc warto czasem sięgnąć po Siekierę...
^^^
Jak to jeden mądry powiedział, nie tylko Siekierą człowiek żyje, na półce obok odtwarzacza od kilku dni dominuje też Audioslave i ich debiutancki album z 2002 roku oraz album grupy The Clash z 1982 roku Combat Rock. Jeszcze do tego dołączył koncert bez prądu ekipy spod znaku Hey, a jak kto woli po amerykańsku Unplugged...
^
Audioslave - Like a Stone...
^
The Clash - Rock the Casbah...
^
Hey - Teksański...
piątek, 28 grudnia 2012
Na koniec roku… powstanie, które...
Koniec roku to czas podsumowań. Ludzie lubią popatrzeć z perspektywy czasu na wydarzenia, które wywarły na nich wrażenie i utkwiły w pamięci. Cokolwiek ważnego wydarzyło się w życiu każdego z nas w 2012 roku, jest namacalne i osobiste. Warte wspomnień. I tak chyba jest dobrze...
***
No dobra a teraz z grubej rury. Choć nie mam zamiaru bawić się w niewiadomo jakie bilansowanie mijającego roku, chcę zwrócić uwagę na to o czym zapominamy. Ostatnie lata w naszej zbiorowej świadomości zostały poświęcone tragediom narodowym, które swoim rozmachem po prostu przygnębiają. Zamiast o nich pamiętać, to rozpamiętujemy liczne hekatomby, jakby nic innego w życiu przeciętnego Polaka teraz i w przeszłości nie wydarzyło się. A więc, doskonałym przykładem tego jest wczorajsza rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Media zlekceważyły tę rocznicę, pomimo faktu, iż jest, o czym pamiętać, nie mówiąc o tym, że jest, czym chwalić się i być w pewnym sensie dumnym. Okazuje się, że lepiej być durnym i tkwić w martyrologicznym bólu, niż być dumnym z faktu, iż udało się w patriotycznym zrywie odnieść sukces. Zwycięstwo, które oczywiście ma swoje ofiary, należy je z szacunkiem traktować. Niestety w tym przypadku, krew powstańców wielkopolskich nie wzbudza wielkiej ekscytacji. Media mniej lub bardziej zależne, a także władze państwowe, nie mówiąc o opozycji, nie zaakcentowały tak ważnego momentu w historii Polski. Można dojść do wniosku, że Polacy czerpią radość z bicia i upokorzenia, które (niby) mają podkreślać patriotyzm... na pewno nie mój.
***
Jedno jest pewne powstaniu wielkopolskiemu poświęca się coraz mniej uwagi. Wpisało się ono na trwale w historię Polski, ale w pewnym sensie daje się odczuć, iż dotyczy ono bardziej Wielkopolski. Ważne jednak są pewne akcenty, o których należy pamiętać. Warte podkreślenia jest to, że wczoraj w Bydgoszczy uczczono 94. rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego. Pomimo tego, że Bydgoszcz nie była miejscem walk powstańców wielkopolskich, ze względu na silny w tym mieście garnizon niemiecki, jednak ochotnicy, mieszkańcy miasta, uczestniczyli w walkach powstańczych w okolicznych miejscowościach. Tak oto w Bydgoszczy pamięć o powstaniu pielęgnowana jest bardzo szczególnie, bowiem znajduje się tutaj jedyny w Polsce Grób i Pomnik Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego, na skwerze przy ulicy Bernardyńskiej.
***
No dobra a teraz z grubej rury. Choć nie mam zamiaru bawić się w niewiadomo jakie bilansowanie mijającego roku, chcę zwrócić uwagę na to o czym zapominamy. Ostatnie lata w naszej zbiorowej świadomości zostały poświęcone tragediom narodowym, które swoim rozmachem po prostu przygnębiają. Zamiast o nich pamiętać, to rozpamiętujemy liczne hekatomby, jakby nic innego w życiu przeciętnego Polaka teraz i w przeszłości nie wydarzyło się. A więc, doskonałym przykładem tego jest wczorajsza rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Media zlekceważyły tę rocznicę, pomimo faktu, iż jest, o czym pamiętać, nie mówiąc o tym, że jest, czym chwalić się i być w pewnym sensie dumnym. Okazuje się, że lepiej być durnym i tkwić w martyrologicznym bólu, niż być dumnym z faktu, iż udało się w patriotycznym zrywie odnieść sukces. Zwycięstwo, które oczywiście ma swoje ofiary, należy je z szacunkiem traktować. Niestety w tym przypadku, krew powstańców wielkopolskich nie wzbudza wielkiej ekscytacji. Media mniej lub bardziej zależne, a także władze państwowe, nie mówiąc o opozycji, nie zaakcentowały tak ważnego momentu w historii Polski. Można dojść do wniosku, że Polacy czerpią radość z bicia i upokorzenia, które (niby) mają podkreślać patriotyzm... na pewno nie mój.
***
Jedno jest pewne powstaniu wielkopolskiemu poświęca się coraz mniej uwagi. Wpisało się ono na trwale w historię Polski, ale w pewnym sensie daje się odczuć, iż dotyczy ono bardziej Wielkopolski. Ważne jednak są pewne akcenty, o których należy pamiętać. Warte podkreślenia jest to, że wczoraj w Bydgoszczy uczczono 94. rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego. Pomimo tego, że Bydgoszcz nie była miejscem walk powstańców wielkopolskich, ze względu na silny w tym mieście garnizon niemiecki, jednak ochotnicy, mieszkańcy miasta, uczestniczyli w walkach powstańczych w okolicznych miejscowościach. Tak oto w Bydgoszczy pamięć o powstaniu pielęgnowana jest bardzo szczególnie, bowiem znajduje się tutaj jedyny w Polsce Grób i Pomnik Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego, na skwerze przy ulicy Bernardyńskiej.
Pomnik ten powstał w miejscu Pruskiego Pomnika Poległych, był on w formie obelisku, a wzniesiony został ku czci poległych w wojnach toczonych przez Królestwo Prus. Po powrocie Bydgoszczy do Polski, nie został on wywieziony do Niemiec, jak to bywało w przypadku podobnych jemu pomników. Niemieccy radni protestowali wtedy przeciwko likwidacji tego obelisku, jednak w 1922 roku uprzątnięto resztki pomnika. Kilka lat później w jego miejscu bydgoszczanie ustawili Pomnik Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego. Patrząc przez pryzmat ówczesnych wydarzeń to miejsce było bardzo szczególne, a zarazem symboliczne dla Polaków - mieszkańców Bydgoszczy i okolic, odzyskujących wtedy upragnioną niepodległość.
***
Jest taki polski zespół, który po prostu powalił mnie na kolana... mowa o krakowskim Hipgnosis, niewiele o nim jeszcze wiem, ale przeczytałem ciekawy wywiad z członkami tej grupy w magazynie Lizard. Zmotywował mnie ten tekst do poszukiwań i nawet mam już ich album koncertowy z 2007 roku. Jakkolwiek mówiąc to zachęcam do odsłuchania przyjemnego utworu (oczywiście wieczorem) zatytułowanego Relusion z 2011 roku... miłe dla ucha progresywne granie.
niedziela, 23 grudnia 2012
sobota, 22 grudnia 2012
Music... Never Dies... Grzegorz Ciechowski
22 grudnia 2001 roku był dosyć smutnym dniem... tego dnia polska muzyka straciła jednego z najzdolniejszych twórców - Grzegorza Ciechowskiego. Cokolwiek by nie powiedzieć, to teraz możemy śmiało powiedzieć, że był człowiekiem wybitnym. Ciechowski był postacią niebanalna, wprowadzającą nowy smak, jeśli to tak można ująć, zarówno w aranżacje muzyczne, jak i warstwę tekstową. Bez wątpienia zmienił rodzimą scenę muzyczną. Z Republiką wykreował niepowtarzalny klimat, który po wielu latach, nadal ma w sobie wiele prowokującej zadziorności. Pomimo upływającego czasu, tekst i muzyka, wykonana zarówno przez Ciechowskiego, jak też jego grupę, nadal współgra ze sobą i potwierdza starą zasadę, im starsze wino, tym lepsze. Warto wracać do jego nagrań, bowiem dzięki metaforycznemu przedstawieniu ówczesnej rzeczywistości, nadal są one aktualne i uniwersalne... szkoda tylko, że brakuje kontynuatorów jego spuścizny...
***
...pierwszy utwór Ciechowskiego jaki usłyszałem w życiu to oczywiście Biała Flaga...
ale lubię wracać też do płyty Nowe Sytuacje z 1983 roku i piosenki Będzie Plan...
***
...pierwszy utwór Ciechowskiego jaki usłyszałem w życiu to oczywiście Biała Flaga...
ale lubię wracać też do płyty Nowe Sytuacje z 1983 roku i piosenki Będzie Plan...
czwartek, 13 grudnia 2012
13 grudnia i Marszałek Kaczyński
Kiedyś były popularne komedie z serii „w krzywym zwierciadle”, które w karykaturalny, a i nawet absurdalny sposób przedstawiały życie pewnej amerykańskiej rodziny. I jak sobie przypomnę fragmenty tych filmów to mam skojarzenia z tragikomiczną postacią sceny politycznej naszego kraju, niejakim Jarosławem Kaczyńskim – Marszałkiem IV RP, o którym nie wspomniał Nostradamus, nie mówiąc już o Aztekach, Majach i tym podobnych.
***
No ale co zrobić, jak w życiu przeciętnego człowieka zdarzają się absurdy, a to jest on w niewłaściwym miejscu i czasie, co jakoś często nam się zdarza, albo jest we właściwym miejscu i czasie, tylko nie wie jak się zachować, też można to zaliczyć do często pojawiających się sytuacji. Z 13 grudnia 1981 roku niewiele mam wspólnego, nie byłem internowany, no tak miałem wtedy 5 lat, Jarosław Kaczyński też nie był internowany, bo pewnie nie wiedział, tak jak i ja wtedy, co to w ogóle jest internowanie. Teraz to na Wikipedii można znaleźć i nawet przeciętny gimnazjalista, czy słuchać Radia Maryja wie o co chodzi. Jakkolwiek mówiąc to w oczach Jarka mogę być czerwonym komunistycznym wywrotowcem, bowiem jako małe, ale w jakiś sposób świadome dziecko 13 grudnia wspomnianego roku doskonaląc umiejętności w obsłudze urządzeń elektrotechnicznych, takich jak radio i telewizor, przestawiłem częstotliwości radiowe i telewizyjne. Jednym słowem sabotażysta, w przewrotny sposób oczywiście (może nie dla wszystkich). W tym czasie Donald Tusk, jak stracił pracę, to podobno sprzedawał bułki… zomowcom.
***
Jednak choć przez chwilę będę poważny. Dlaczego? I to nie żart. Bo warto słuchać prezesa Kaczyńskiego, dzięki niemu i głupstwom, które wygaduje, łatwo sobie przypomnieć o realnych bohaterach, tych, którzy nie przespali najtrudniejszej godziny – tak pisał dzisiaj Tomasz Lis na swoim portalu natemat.pl. Słuchając Kaczyńskiego i jego wywodów, można mieć oczywiście pewne wątpliwości, czy o to co dziś się dzieje w Polsce ówcześni opozycjoniści walczyli. Jednak należy te wątpliwości odrzucić, ponieważ absurdalne wypowiedzi Prezesa Jarosława są tylko potwierdzeniem tego, jaka jest nasza demokracja i wolność słowa. Cokolwiek by nie powiedzieć, to przynajmniej jesteśmy świadkami tego, że nawet w demokratycznym kraju można iść na barykady… ale to chyba nie oznacza końca świata?
***
Dodam, że jestem (jeszcze) społecznie wrażliwy i wkurza mnie, że idee ruchu społecznego, jakim była Solidarność są przekuwane na chore ideologie propagowane przez niezrównoważonych emocjonalnie polityków. Ale to chyba jest zbyt poważne twierdzenie…
***
Idzie zima. Czy muzyką można się zarazić? Pewnie, że można. U mnie w domu dosyć często z głośników wydobywa się charakterystyczny głos Kasi Nosowskiej, która z grupą Hey popełniła kolejny album Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan… z tego longplaya polecam utwór Co tam?
***
No ale co zrobić, jak w życiu przeciętnego człowieka zdarzają się absurdy, a to jest on w niewłaściwym miejscu i czasie, co jakoś często nam się zdarza, albo jest we właściwym miejscu i czasie, tylko nie wie jak się zachować, też można to zaliczyć do często pojawiających się sytuacji. Z 13 grudnia 1981 roku niewiele mam wspólnego, nie byłem internowany, no tak miałem wtedy 5 lat, Jarosław Kaczyński też nie był internowany, bo pewnie nie wiedział, tak jak i ja wtedy, co to w ogóle jest internowanie. Teraz to na Wikipedii można znaleźć i nawet przeciętny gimnazjalista, czy słuchać Radia Maryja wie o co chodzi. Jakkolwiek mówiąc to w oczach Jarka mogę być czerwonym komunistycznym wywrotowcem, bowiem jako małe, ale w jakiś sposób świadome dziecko 13 grudnia wspomnianego roku doskonaląc umiejętności w obsłudze urządzeń elektrotechnicznych, takich jak radio i telewizor, przestawiłem częstotliwości radiowe i telewizyjne. Jednym słowem sabotażysta, w przewrotny sposób oczywiście (może nie dla wszystkich). W tym czasie Donald Tusk, jak stracił pracę, to podobno sprzedawał bułki… zomowcom.
***
Jednak choć przez chwilę będę poważny. Dlaczego? I to nie żart. Bo warto słuchać prezesa Kaczyńskiego, dzięki niemu i głupstwom, które wygaduje, łatwo sobie przypomnieć o realnych bohaterach, tych, którzy nie przespali najtrudniejszej godziny – tak pisał dzisiaj Tomasz Lis na swoim portalu natemat.pl. Słuchając Kaczyńskiego i jego wywodów, można mieć oczywiście pewne wątpliwości, czy o to co dziś się dzieje w Polsce ówcześni opozycjoniści walczyli. Jednak należy te wątpliwości odrzucić, ponieważ absurdalne wypowiedzi Prezesa Jarosława są tylko potwierdzeniem tego, jaka jest nasza demokracja i wolność słowa. Cokolwiek by nie powiedzieć, to przynajmniej jesteśmy świadkami tego, że nawet w demokratycznym kraju można iść na barykady… ale to chyba nie oznacza końca świata?
***
Dodam, że jestem (jeszcze) społecznie wrażliwy i wkurza mnie, że idee ruchu społecznego, jakim była Solidarność są przekuwane na chore ideologie propagowane przez niezrównoważonych emocjonalnie polityków. Ale to chyba jest zbyt poważne twierdzenie…
***
Idzie zima. Czy muzyką można się zarazić? Pewnie, że można. U mnie w domu dosyć często z głośników wydobywa się charakterystyczny głos Kasi Nosowskiej, która z grupą Hey popełniła kolejny album Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan… z tego longplaya polecam utwór Co tam?
a w Dubaju dumają…
Internet jeśli działa, to nie trzeba go naprawiać. Przecież jest to takie oczywiste, ale nie dla wszystkich. Rosja, Chiny i kraje arabskie chcą by krajowe rządy dostały większe uprawnienia w zakresie zarządzania siecią internetową, w tym nadzorowania publikowanych treści, a także ustalania tożsamości użytkowników. Rządy tych krajów są znane z cenzurowania sieci, jak i łamania praw człowieka. Na szczęście przedstawicie niektórych krajów na świecie nazwali te postulaty alarmującymi i naruszającymi wolność słowa. Dosyć eufemistyczne stwierdzenie, wiadomo dyplomacja posługuje się innym językiem, niż przeciętny mieszkaniec tej planety. Jesteśmy świadkami działań, które w pewnym sensie mogą ograniczyć wolność każdego człowieka żyjącego na tej planecie. Nie będę wnikać w treść zapisów, jakie są proponowane na trwającej jeszcze konferencji, w sprawie bezpieczeństwa sieci, w Dubaju z udziałem delegacji 193 państw, mających zdecydować o nowych regulacjach dotyczących funkcjonowania Internetu, ale warto zastanowić się nad tym jak ta sieć ma działać. Nic prostszego ta sieć ma działać sprawnie, ma być efektywna, jakże by nie inaczej. Sieć ma być bezpieczna, co nie znaczy, że dla bezpieczeństwa ma być cenzurowana. Jakkolwiek mówiąc czekam na efekty tego co w tym Dubaju wydumają…
***
Czy komuś nazwa Arcturus coś mówi? Jak nie to nic się nie stało. Chłopaki patetycznie grają… i powiem, że warto posłuchać tego norweskiego awangardowego zespołu metalowego.
***
Czy komuś nazwa Arcturus coś mówi? Jak nie to nic się nie stało. Chłopaki patetycznie grają… i powiem, że warto posłuchać tego norweskiego awangardowego zespołu metalowego.
niedziela, 9 grudnia 2012
i po przerwie...
...tak, zrobiłem sobie krótką przerwę, powiedzmy od tak zwanego blogowania, na czytanie, słuchanie i oglądanie. Z twórcy na (dłuższą) chwilę stałem się odbiorcą, nawet zadowolonym z przeżytych doznań estetycznych. W jednej z książek trafiłem na dosyć ciekawy tekst, a raczej zdanie, które nieco zburzyło moje podejście do pracy, tej tak zwanej etatowej, jak i ogólnie pojętej czynności polegającej (oczywiście) na wytwarzaniu czegoś, a raczej czegokolwiek. A oto ono - nigdy nie pracuj, zawsze improwizuj. W pierwszej chwili pomyślałem, że to dosyć idiotyczne i bezsensowne stwierdzenie. Przecież słowo improwizacja w naszym społeczeństwie nie ma zbyt pozytywnego zabarwienia. Jednak drążąc temat dalej i głębiej możemy dojść do wniosku, że improwizacja to jest przecież kreacja, ciągłe szukanie pomysłu na zrobienie czegoś co zadziała, choć nie zawsze, tak jak sobie życzymy lub wyobrażamy. Jednak potraktowanie improwizacji, jako części procesu tworzenia, pomaga nam łatwiej zrozumieć otaczający świat. Praca... a no tak, tu nie trzeba nad niczym się zastanawiać, trzeba do niej chodzić ;)
***
Zabawnie i refleksyjnie, czemu nie, a jeśli chodzi o muzykę to... Depeche Mode w perfekcyjnym utworze Never Let Me Down...
***
Zabawnie i refleksyjnie, czemu nie, a jeśli chodzi o muzykę to... Depeche Mode w perfekcyjnym utworze Never Let Me Down...
czwartek, 15 listopada 2012
Dzielny Andrzej pyta się...
Andrzej Kostewicz, osiemnastolatek, którego wypowiedź wywołała niezły szum podczas spotkania z Antonim Macierewiczem w Czeladzi, doświadczył dosyć okrutnej lekcji życia. Trzeba mu jednak pogratulować odwagi, no i jaj, że pojawił się na spotkaniu z posłem PiS w sali wypełnionej zacietrzewionym aktywem, a do tego starał zachował się trzeźwo... i klops. No ale co z tego, jak oburzeni uczestnicy spotkania zaatakowali chłopaka słownie, ale też i fizycznie, nie pozwalając mu dokończyć rozpoczętej wypowiedzi, ani nawet zadać właściwego pytania. Kostewicz poszedł pod prąd wśród zaślepionych radykałów i demagogów, którzy o mało co by go zlinczowali. Wniosek z tego jest jeden, demony tkwią w społeczeństwie, a do tego trudno je wypędzić, nie wspominając o tym jak głęboko zakorzeniona jest obłędna ideologia głoszona przez polityków...
***
***
Warto od czasu do czasu obejrzeć zamieszczony poniżej materiał i zastanowić się nad tym co takiego złego było w zachowaniu dzielnego Andrzeja, który po prostu pyta się...
***
Wczoraj wygrzebałem z szafy kilka płyt... do odtwarzacza trafił między innymi album Reveal grupy R.E.M., z którego polecam utwór All The Way To Reno (You're Gonna Be A Star).
***
Wczoraj wygrzebałem z szafy kilka płyt... do odtwarzacza trafił między innymi album Reveal grupy R.E.M., z którego polecam utwór All The Way To Reno (You're Gonna Be A Star).
poniedziałek, 12 listopada 2012
piątek, 9 listopada 2012
11 listopada - kolejne zmarnowane święto?
Idzie wielkie święto, tak więc znowu skaczemy sobie do gardeł. Chcemy udowodnić sobie, że jesteśmy prawdziwymi patriotami. Tak, jesteśmy Polakami - słyszymy krzyk zebranego tłumu. Ale co z tego, jeśli w tym tłumie nie ma zgody. Wytykamy sobie najgorsze do wyobrażenia cechy. Nie tolerujemy sobie nawzajem, stwarzamy sztuczne zagrożenia, które w rzeczywistości nie istnieją. Tożsamość narodowa, w której to tak naprawdę pogubiliśmy się i nie możemy odnaleźć jej sensu, została odarta, ze wszystkiego, z czego nasi przodkowie byli dumni. Każda dziedzina życia jest trywializowana, a my stajemy się nieważni i nie warci uwagi. Strach powiedzieć, ale stajemy się bezwartościową tkanką społeczną. Nie ma świętości, jest gra o tron i o to kto na nim zasiądzie. W tym wszystkim pozostają niestety puste słowa biało-czerwony i do tego bezustanna młócka, o uzasadnienie, kto jest ważniejszy. Straciliśmy szacunek do przeszłości, jak i teraźniejszości. Boję się pomyśleć o przyszłości. A przecież to nic trudnego, jak stanąć obok siebie i powiedzieć, przecież jesteś dla mnie ważny... Warto zadać sobie pytanie - Dlaczego nie szanujemy się wzajemnie?, a także - Jak zachowamy się w najbliższą niedzielę? Przecież nie warto marnować takiego święta.
***Na zakończenie kilka słów profesora Zbigniewa Brzezińskiego, z którymi w tej chwili i to bez wątpienia identyfikuję się...
- I są niestety osoby na (polskiej) scenie politycznej, które świadomie, albo może podświadomie - bo są chore - dzielą społeczność i podważają wiarygodność państwa, rządu, sprawiedliwości i tak dalej. I to jest wstrętne - dodał Brzeziński.***
Zastanawiałem się nad muzycznym akcentem do tego tekstu i doszedłem do wniosku, że warto przypomnieć sobie o grupie T. Love i ich utwór Wychowanie. Tekst tej piosenki jest trochę na przekór ale faktycznie warto do niego wrócić...
Za ciepło rodzinne i kłótnie przy kolacji
Dziękuję szkole za pierwsze kontakty
Za dzikie wakacje i nerwy w ubikacji
Ojczyznę kochać trzeba i szanować
Nie deptać flagi i nie pluć na godło
Należy też w coś wierzyć i ufać
Ojczyznę kochać i nie pluć na godło
Cześć, gdzie uciekasz, skryj się pod mój parasol
Tak strasznie leje i mokro wszędzie
Ty dziwnie oburzona odpowiadasz: nie trzeba
Odchodzisz w swoją stronę, bo tak cię wychowali
Wydaje mi się, że jesteś gdzieś daleko
Tak się tylko wydaje, bo właściwie ciebie nie ma
Tak bardzo chciałbym, abyśmy zwariowali
Tak bardzo chciałbym, lecz tak nas wychowali
wtorek, 6 listopada 2012
Music Non Stop... powracające dzwięki
Tym razem sentymentalnie czyli taki mały powrót do przeszłości. Przyjmijmy, że oczywiście lubimy słuchać muzykę oraz czerpać z niej radość lub cokolwiek innego poruszającego, a także wprawiającego w dobry nastrój... to znaczy, iż mamy swoje klimaty, odjazdy, tudzież kultowe motywy przewodnie. Bez tych klimatów lub kto woli motywów nasz muzyczny świat byłby zupełnie inny.
***
A więc tak... mój Sentyment nr 1 do którego lubię powracać to Riders of the Storm grupy The Doors z ostatniego ich albumu L.A. Woman sprzed ponad 40 lat... prehistoria, wtedy to nawet nie było jeszcze mnie na świecie.
Jeźdźcy Burzy są ostatnim utworem The Doors nagranym przed śmiercią Jima Morrisona. Riders On the Storm nawiązuje do wiersza pod tytułem Chevaliers de l'Ouragan (Jeźdźcy Huraganu) autorstwa André Bretona, surrealistycznego poety z lat 30-tych XX wieku. Sam utwór został w znacznej mierze zaimprowizowany w czasie gdy zespół pracował nad inną piosenką Ghostriders in the Sky autorstwa Stana Jonesa. Jakkolwiek mówiąc tekst tego utworu jest niezwykle dziwny i wieloznaczny, co ciekawe fragmenty tej piosenki można spotkać w poezji Morrisona, między innymi utworze The Hitchhiker (Autostopowicz), opowieści o seryjnym mordercy... ale za to muzyka wprowadza w niezwykły nastrój... tego nie ma sensu opisywać, trzeba po prostu posłuchać.
***
Odnosząc się jeszcze do tekstu to ciekawą interpretację tłumaczenia tej piosenki znalazłem na stronie internetowej tekstowo.pl autorstwa osoby posługującej się nickiem "interpretator"... oto fragment
***
...a jakie osobiste skojarzenia i sentymenty związane z tym utworem... hmm stare monofoniczne radio marki Unitra Taraban, które jakieś ćwierć wieku wydawało się szczytem techniki audio, no i deszcz za oknem... a miałem jeszcze do tego okno w suficie...
***
sentymentów ciąg dalszy nastąpi...
***
Odnosząc się jeszcze do tekstu to ciekawą interpretację tłumaczenia tej piosenki znalazłem na stronie internetowej tekstowo.pl autorstwa osoby posługującej się nickiem "interpretator"... oto fragment
Mknący pośród sztormu. Mknący pośród sztormu. Wewnątrz Tego właśnie Domu my narodziliśmy się. A na ten świat wyrzucono nas. Niczym psy poszukujące kości. Niczym aktorów zmuszonych odgrywać niechciane role. Mknący pośród sztormu – na Drodze czai się również pewien zabójca, którego umysł zawodzi niczym umysł drapieżnej ropuchy (...)
Okładka singla z 1971 roku (źródło: allmusic.com)
...a jakie osobiste skojarzenia i sentymenty związane z tym utworem... hmm stare monofoniczne radio marki Unitra Taraban, które jakieś ćwierć wieku wydawało się szczytem techniki audio, no i deszcz za oknem... a miałem jeszcze do tego okno w suficie...
Pod ten sprzęt można było podłączyć magnetofon kasetowy lub gramofon, a i ekstra kolumnę...
***
sentymentów ciąg dalszy nastąpi...
czwartek, 25 października 2012
Eryk Słonina - więzień z Gusen
Nazistowski obóz koncentracyjny w Gusen był miejscem z którego wielu uwięzionych tam ludzi chciało wydostać się. Wyboru nie było, śmierć w obozowych męczarniach lub podczas ewentualnej ucieczki. Zdarzało się, że niektórzy wychodzili z obozu dzięki usilnym staraniom swoich krewnych oraz pomocy niemieckich władz, które miały decydujący wpływ na to kto mógł opuścić taki obóz. Niewielu miało taki przywilej. Można uznać, że wiele szczęścia miał pewien młody Ślązak Eryk Słonina. Został on jednak wcielony do Wehrmachtu, z którego później zdezerterował, ale to był koszt wolności, jaką uzyskał dzięki staraniom rodziny. W 1944 roku skończył 23 lata.
***
Na początku 1944 roku ojcu Eryka Słoniny udało się nakłonić jednego ze znanych lokalnych rzeźników, mającego wpływy wśród członków hitlerowskiej partii , do tego by władze obozu w Gusen wypuściły jego syna na wolność. Słonina podjął próbę wpisania się na volkslistę kategorii trzeciej, to znaczy Eingedeutschte dotyczącej autochtonów, czyli osoby uważane przez Niemców za częściowo spolonizowane, jak Ślązacy, Kaszubi, Mazurzy oraz Polacy niemieckiego pochodzenia, np. osoby pozostające w związkach małżeńskich z Niemcami. Niestety odrzucono jego kandydaturę. Młody Słonina był jednak bardzo zdeterminowany i pragną wydostać się z obozu. Po pewnym czasie okazało się, że został on wpisany na volkslistę numer cztery, to jest Rückgedeutschte dla osób pochodzenia niemieckiego, które spolonizowały się i czynnie współpracowały w okresie międzywojennym z władzami polskimi, bądź aktywnie działały w polskich organizacjach społeczno-politycznych. 15 lutego 1944 roku opuścił obóz w Gusen. Wolnością długo nie cieszył się, prawie natychmiast został wcielony do Wehrmachtu, służył w nim jako grenadier pancerny.
***
26 grudnia 1944 roku Eryk Słonina został zatrzymany przez Aliantów w niewielkiej francuskiej miejscowości Beaurain, w północnym regionie Nord-Pas-de-Calais (departament Nord). Jak udało mi się ustalić, prawdopodobnie z uwagi na noszony mundur oraz fakt, iż Słonina był dezerterem armii niemieckiej, początkowo potraktowano go jako jeńca wojennego. Brytyjski wywiad pozyskał ważne informacje o obozie w Gusen oraz jego strategicznym znaczeniu. Dane te potwierdziły znaczenie tego miejsca dla hitlerowskiej machiny wojennej. Słonina z pamięci narysował mapę całego obozu koncentracyjnego w Gusen, którą to Alianci porównali ze zdjęciami wykonanymi przez zwiad lotniczy. Wytłumaczył ze wszystkimi detalami funkcje większości budynków na terenie obozu w Gusen oraz przekazał wiele innych informacji, między innymi o traktowaniu więźniów i osobach nadzorujących obóz.
***
Z informacji jakie przekazał wywiadowi brytyjskiemu można dowiedzieć się jak Ślązak trafił do obozu koncentracyjnego. Tak więc 1 maja 1940 roku odmówił on wpisania się na volkslistę. Niemcy długo nie czekali i następnego dnia aresztowano i wysłano go do obozu koncentracyjnego. Jego pierwszym obozem było Dachau, znalazł się tam 5 maja, tego samego roku. Z kolei 26 czerwca 1940 roku przeniesiono Słoninę do obozu w Gusen...
źródło:
pas.sagepub.com
www.archives.gov/research/arc/
***
Od kilku tygodni w głośników wydobywają się dźwięki pewnej irlandzkiej kapeli... mowa oczywiście o grupie U2. Dwa albumy z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, to jest Achtung Baby wydany 19 listopada 1991 roku oraz Zooropa z 5 lipca 1993 roku... kamienie milowe, z którymi po prostu nie mogę się z nimi rozstać...
... a więc Zoo Station z płyty Achtun Baby...
oraz Zooropa z płyty Zooropa...
***
Na początku 1944 roku ojcu Eryka Słoniny udało się nakłonić jednego ze znanych lokalnych rzeźników, mającego wpływy wśród członków hitlerowskiej partii , do tego by władze obozu w Gusen wypuściły jego syna na wolność. Słonina podjął próbę wpisania się na volkslistę kategorii trzeciej, to znaczy Eingedeutschte dotyczącej autochtonów, czyli osoby uważane przez Niemców za częściowo spolonizowane, jak Ślązacy, Kaszubi, Mazurzy oraz Polacy niemieckiego pochodzenia, np. osoby pozostające w związkach małżeńskich z Niemcami. Niestety odrzucono jego kandydaturę. Młody Słonina był jednak bardzo zdeterminowany i pragną wydostać się z obozu. Po pewnym czasie okazało się, że został on wpisany na volkslistę numer cztery, to jest Rückgedeutschte dla osób pochodzenia niemieckiego, które spolonizowały się i czynnie współpracowały w okresie międzywojennym z władzami polskimi, bądź aktywnie działały w polskich organizacjach społeczno-politycznych. 15 lutego 1944 roku opuścił obóz w Gusen. Wolnością długo nie cieszył się, prawie natychmiast został wcielony do Wehrmachtu, służył w nim jako grenadier pancerny.
***
26 grudnia 1944 roku Eryk Słonina został zatrzymany przez Aliantów w niewielkiej francuskiej miejscowości Beaurain, w północnym regionie Nord-Pas-de-Calais (departament Nord). Jak udało mi się ustalić, prawdopodobnie z uwagi na noszony mundur oraz fakt, iż Słonina był dezerterem armii niemieckiej, początkowo potraktowano go jako jeńca wojennego. Brytyjski wywiad pozyskał ważne informacje o obozie w Gusen oraz jego strategicznym znaczeniu. Dane te potwierdziły znaczenie tego miejsca dla hitlerowskiej machiny wojennej. Słonina z pamięci narysował mapę całego obozu koncentracyjnego w Gusen, którą to Alianci porównali ze zdjęciami wykonanymi przez zwiad lotniczy. Wytłumaczył ze wszystkimi detalami funkcje większości budynków na terenie obozu w Gusen oraz przekazał wiele innych informacji, między innymi o traktowaniu więźniów i osobach nadzorujących obóz.
(źródło: http://ecc.pima.edu)
***
Z informacji jakie przekazał wywiadowi brytyjskiemu można dowiedzieć się jak Ślązak trafił do obozu koncentracyjnego. Tak więc 1 maja 1940 roku odmówił on wpisania się na volkslistę. Niemcy długo nie czekali i następnego dnia aresztowano i wysłano go do obozu koncentracyjnego. Jego pierwszym obozem było Dachau, znalazł się tam 5 maja, tego samego roku. Z kolei 26 czerwca 1940 roku przeniesiono Słoninę do obozu w Gusen...
***
...oczywiście ciąg dalszy tej historii nastąpi. Mam sporo materiału do przerobienia i opracowania, a wszystko jest w języku angielskim i to wymaga (powiedzmy) skupienia, ale przy okazji, pomimo tego, iż jest to dosyć smutna i tragiczna historia, ten temat niesamowicie wciąga. Jakkolwiek mówiąc życzcie mi wytrwałości...
Dodam jeszcze, że ta historia w pewien sposób wiąże się z wcześniej opisanymi przeze mnie postaciami Antoniego Gościńskiego oraz Brytyjczyka Johna Cartera...
źródło:
pas.sagepub.com
www.archives.gov/research/arc/
ecc.pima.edu
***
Od kilku tygodni w głośników wydobywają się dźwięki pewnej irlandzkiej kapeli... mowa oczywiście o grupie U2. Dwa albumy z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, to jest Achtung Baby wydany 19 listopada 1991 roku oraz Zooropa z 5 lipca 1993 roku... kamienie milowe, z którymi po prostu nie mogę się z nimi rozstać...
... a więc Zoo Station z płyty Achtun Baby...
środa, 24 października 2012
...a co z tą krytyką?
Po przejrzeniu kilku serwisów informacyjnych w internecie i telewizji, a także przeczytaniu niezliczonej ilości artykułów tu i ówdzie, doszedłem do wniosku, że bezkrytycznie podchodzimy do obecnej sytuacji gospodarczej i politycznej w naszym kraju...
Każdy może, prawda, krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki panie to nikomu... Mmmm... Tak, nie... Nie podoba się. Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie. Tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy.
Cytat z filmu Rejs – polski film fabularny z 1970 roku w reżyserii Marka Piwowskiego.
***
Tak więc... nie ma lekko... dla osłody warto odlecieć w rytmach latynoskich... a więc
Buena Vista Social Club i piosenka Chan Chan...
***
Tak więc... nie ma lekko... dla osłody warto odlecieć w rytmach latynoskich... a więc
Buena Vista Social Club i piosenka Chan Chan...
Lokalizacja:
Polska
piątek, 19 października 2012
Czy jesteśmy zmieleni?
Jest w Polsce spora grupa ludzi, która czuje się... zmielona… oczywiście w żaden makabryczny sposób, jaki wyobrażają sobie znawcy i koneserzy horroru. Akcja zmieleni.pl jest ruchem społecznym i została zainicjowana przez Pawła Kukiza. Ruch ten domaga się wprowadzenia 460 jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, z równym prawem do kandydowania dla wszystkich obywateli, niezależnie, czy są popierani przez partie polityczne czy startują samodzielnie. Taki system, z jedną turą głosowania, funkcjonuje w Wielkiej Brytanii... i żyją, a my dalej żyjemy w pozorach demokracji.
***
(źródło: demotywatory.pl)
Na początek należy odtworzyć listę 750 tysięcy obywateli, którzy podpisali się pod petycją w sprawie zmiany ordynacji wyborczej na jednomandatową. Paradoksalnie, listę przygotowała Platforma Obywatelska ale po wygranych wyborach bardzo szybko zapomniała o tym postulacie. Dlaczego listę trzeba odtworzyć ? Bo została .....zmielona !!! Odtwórzmy więc tą listę i złóżmy do Sejmu. Założyłem więc stronę zmieleni.pl gdzie wszyscy, którym bliska jest idea okręgów jednomandatowych mogą się wpisywać pod akcją poparcia.
Paweł Kukiz
(źródło: zmieleni.pl)
***
Zbigniew Brzeziński, były doradca prezydenta USA, o polskiej ordynacji wyborczej wyraził się w następujący sposób – najgorsza i najgłupsza na świecie. No tak, ktoś powie, że ten Brzeziński to mądrala z Ameryki, może wygadywać sobie to co mu ślina na język przyniesie. Amerykańska ordynacja wyborcza nie jest idealna… jednak w kontekście polskiej rzeczywistości politycznej (wyborczej), to zdanie - twierdzenie - rzucone przez Brzezińskiego, jest ważne i zmusza do refleksji. Cokolwiek powiemy o Amerykanach to pamiętajmy, że Stany Zjednoczone zostały zbudowane na systemie wartości, a nie na narodowym etosie, jak wiele europejskich państw... ale o tym może innym razem.
Nie ma co się oszukiwać w Polsce mamy schrzanioną ordynację wyborczą, przy której można manipulować, a to przeczy najbardziej fundamentalnym zasadom demokracji. Jak to możliwe? Można to zaobserwować na przykładzie wyborów do sejmu RP... w latach 1991 oraz 2001...
***
Zgodnie z art. 96 ust. 2 Konstytucji RP w Polsce mamy do czynienia z systemem proporcjonalnym, w nierównych pod względem wielkości wielomandatowych okręgach wyborczych. Terytorium państwa podzielone jest na 41 okręgów, których wielkość wynosi od 7 do 20 mandatów, są to więc okręgi średnie i duże. Próg ustawowy wynosi 5% dla pojedynczych partii, 8% dla koalicji wyborczych i jest ustanowiony na poziomie krajowym. Do obsadzenia jest 460 mandatów, a ich przydział odbywa się przy użyciu metody D'Hondta. Wyborcy oddają jeden głos preferencyjny na półotwartą listę. Mandaty przypadające danej liście kandydatów uzyskują kandydaci w kolejności otrzymanej liczby głosów.W wyborach do Sejmu dwukrotnie użyta została zmodyfikowana metoda Sainte-Laguë: do podziału miejsc na liście krajowej w roku 1991 oraz w wyborach w 2001 roku. W porównaniu z metodą D'Hondta, która jest korzystna dla dużych partii. Zmodyfikowana formuła Sainte-Laguë jest bardziej proporcjonalna (najbardziej proporcjonalna jest „czysta” metoda Sainte-Laguë). Spodziewając się zwycięstwa przeciwników politycznych (Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy), koalicji AWS-UW przed wyborami w 2001 roku udało się przegłosować zmianę ordynacji wyborczej. Jak się później okazało, było to posunięcie skuteczne – zamiast ponad 240 mandatów (w przypadku zastosowania metody D'Hondta) sojusz wyborczy SLD-UP przy 41,04% głosów otrzymał 216 mandatów. W 2002 roku przywrócono do ordynacji metodę D'Hondta.
(źródło: Wikipedia)
***
No tak, my Polacy lubimy kombinować i nie chcemy w prosty sposób wybierać władz. Jednomandatowe okręgi wyborcze to najprostszy i najprawdopodobniej najlepszy sposób wybierania parlamentarzystów, ponieważ trudno wyobrazić sobie bardziej naturalną zasadę niż ta, że zwycięzcą zostaje osoba, która uzyskała najwięcej głosów. Wystarczy zwykła matematyka, wiadomo, że 2+2 jest 4... lub mecz piłki nożnej, wynik 1-0 oznacza, że ktoś zwyciężył, a kto inny przegrał...
***
Karykatura Remka Dąbrowskiego z blogu remekdabrowski.blox.pl
Jednomandatowe okręgi wyborcze to posłowie wybierani w małych okręgach wyborczych. Wyborcy w każdym okręgu wybierają do Sejmu swojego jednego przedstawiciela (posła). Zostaje nim osoba, która uzyskała najwięcej głosów. Kandydaci mogą być zgłaszani przez partie polityczne lub startować jako niezależni... taka wizja Zmielonych.pl, ale jaka będzie rzeczywistość, to się jeszcze okaże... Ja osobiście to postuluję za redukcją mandatów poselskich do 200, przynajmniej zwiększy to odpowiedzialność… mam taka nadzieję.
- Nie jestem politologiem ani konstytucjonalistą, ale wiem, że oni są tylko dlatego, że jesteśmy my - mówił o ekipie rządzącej Kukiz. - Im będzie więcej frajerów, im będzie gorzej, to oni będą mocniejsi - ostrzegał.
(źródło: www.gazeta.pl; słowa te padły 17 października 2012 roku na spotkaniu Pawła Kukiza w bydgoskim pubie Kubryk)
***
Czy czujemy się zmieleni... może i tak. Okazuje się, że świat nie jest taki prosty jakby się wydawało. Nawet wybory nam nie wychodzą...
Karykatura Remka Dąbrowskiego z blogu remekdabrowski.blox.pl
***
Co nam pozostaje... posłuchajmy co Paweł Kukiz ma do powiedzenia... utwór Boa, z najnowszej płyty zatytułowanej Siła i Honor, ocierający się o dosyć kontrowersyjne tematy, ale to zależy od słuchacza jak to potraktuje... jakkolwiek mówiąc pewne stacje radiowe tej muzyki nie chcą puszczać... nie wiadomo dlaczego.
Siła, honor, duch, odwaga
Jedność, sprawa, wróg, braterstwo
W otchłań, w ciemność
W imię prawa, zbrodnie, razem
Po zwycięstwo
Nie pytamy jak wiele jest wrogów
Tylko gdzie oni są
(...)
czwartek, 18 października 2012
18 10 2012
... tego dnia, czyli jeszcze dzisiaj, z synem wybraliśmy się do Empiku na drobne zakupy... od czasu da czasu trzeba się ukulturalnić i spotkać z kulturą masową w nieco innym wymiarze - bardziej namacalnym, niż wirtualnym. W między czasie pstryknęliśmy troszkę fotek... bowiem pogoda zachęcała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
_1.jpg)

















