czwartek, 25 października 2012

Eryk Słonina - więzień z Gusen

Nazistowski obóz koncentracyjny w Gusen był miejscem z którego wielu uwięzionych tam ludzi chciało wydostać się. Wyboru nie było, śmierć w obozowych męczarniach lub podczas ewentualnej ucieczki. Zdarzało się, że niektórzy wychodzili z obozu dzięki usilnym staraniom swoich krewnych oraz pomocy niemieckich władz, które miały decydujący wpływ na to kto mógł opuścić taki obóz. Niewielu miało taki przywilej. Można uznać, że wiele szczęścia miał pewien młody Ślązak Eryk Słonina. Został on jednak wcielony do Wehrmachtu, z którego  później zdezerterował, ale to był koszt wolności, jaką uzyskał dzięki staraniom rodziny. W 1944 roku skończył 23 lata.
***
Na początku 1944 roku ojcu Eryka Słoniny udało się nakłonić jednego ze znanych lokalnych rzeźników, mającego wpływy wśród członków hitlerowskiej partii , do tego by władze obozu w Gusen wypuściły jego syna na wolność. Słonina podjął próbę wpisania się na volkslistę kategorii trzeciej, to znaczy Eingedeutschte dotyczącej autochtonów, czyli osoby uważane przez Niemców za częściowo spolonizowane, jak Ślązacy, Kaszubi, Mazurzy oraz Polacy niemieckiego pochodzenia, np. osoby pozostające w związkach małżeńskich z Niemcami. Niestety odrzucono jego kandydaturę. Młody Słonina był jednak bardzo zdeterminowany i pragną wydostać się z obozu. Po pewnym czasie okazało się, że został on wpisany na volkslistę numer cztery, to jest Rückgedeutschte dla osób pochodzenia niemieckiego, które spolonizowały się i czynnie współpracowały w okresie międzywojennym z władzami polskimi, bądź aktywnie działały w polskich organizacjach społeczno-politycznych. 15 lutego 1944 roku opuścił obóz w Gusen. Wolnością długo nie cieszył się, prawie natychmiast został wcielony do Wehrmachtu, służył w nim jako grenadier pancerny.
***
26 grudnia 1944 roku Eryk Słonina został zatrzymany przez Aliantów w niewielkiej francuskiej miejscowości Beaurain, w północnym regionie Nord-Pas-de-Calais (departament Nord). Jak udało mi się ustalić, prawdopodobnie z uwagi na noszony mundur oraz fakt, iż Słonina był dezerterem armii niemieckiej, początkowo potraktowano go jako jeńca wojennego. Brytyjski wywiad pozyskał ważne informacje o obozie w Gusen oraz jego strategicznym znaczeniu. Dane te potwierdziły znaczenie tego miejsca dla hitlerowskiej machiny wojennej. Słonina z pamięci narysował mapę całego obozu koncentracyjnego w Gusen, którą to Alianci porównali ze zdjęciami wykonanymi przez zwiad lotniczy. Wytłumaczył ze wszystkimi detalami funkcje większości budynków na terenie obozu w Gusen oraz przekazał wiele innych informacji, między innymi o traktowaniu więźniów i osobach nadzorujących obóz.

(źródło: http://ecc.pima.edu)

***
Z informacji jakie przekazał wywiadowi brytyjskiemu można dowiedzieć się jak Ślązak trafił do obozu koncentracyjnego. Tak więc 1 maja 1940 roku odmówił on wpisania się na volkslistę. Niemcy długo nie czekali i następnego dnia aresztowano i wysłano go do obozu koncentracyjnego. Jego pierwszym obozem było Dachau, znalazł się tam 5 maja, tego samego roku. Z kolei 26 czerwca 1940 roku przeniesiono Słoninę do obozu w Gusen...
***
...oczywiście ciąg dalszy tej historii nastąpi. Mam sporo materiału do przerobienia i opracowania, a wszystko jest w języku angielskim i to wymaga (powiedzmy) skupienia, ale przy okazji, pomimo  tego, iż jest to dosyć smutna i tragiczna historia, ten temat niesamowicie wciąga. Jakkolwiek mówiąc życzcie mi wytrwałości...
Dodam jeszcze, że ta historia w pewien sposób wiąże się z wcześniej opisanymi przeze mnie postaciami Antoniego Gościńskiego oraz Brytyjczyka Johna Cartera...

źródło:
pas.sagepub.com
www.archives.gov/research/arc/

ecc.pima.edu

***

Od kilku tygodni w głośników wydobywają się dźwięki pewnej irlandzkiej kapeli... mowa oczywiście o grupie U2. Dwa albumy z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, to jest Achtung Baby wydany 19 listopada 1991 roku oraz Zooropa z 5 lipca 1993 roku... kamienie milowe, z którymi  po prostu nie mogę się z nimi rozstać...
... a więc Zoo Station z płyty Achtun Baby...



oraz Zooropa z płyty Zooropa...


środa, 24 października 2012

...a co z tą krytyką?

Po przejrzeniu kilku serwisów informacyjnych w internecie i telewizji, a także przeczytaniu niezliczonej ilości artykułów tu i ówdzie, doszedłem do wniosku, że bezkrytycznie podchodzimy do obecnej sytuacji gospodarczej i politycznej w naszym kraju...
Każdy może, prawda, krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki panie to nikomu... Mmmm... Tak, nie... Nie podoba się. Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie. Tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy.
Cytat z filmu Rejs – polski film fabularny z 1970 roku w reżyserii Marka Piwowskiego.



***
Tak więc... nie ma lekko... dla osłody warto odlecieć w rytmach latynoskich... a więc
Buena Vista Social Club i piosenka Chan Chan...


piątek, 19 października 2012

Czy jesteśmy zmieleni?

Jest w Polsce spora grupa ludzi, która czuje się... zmielona… oczywiście w żaden makabryczny sposób, jaki wyobrażają sobie znawcy i koneserzy horroru. Akcja zmieleni.pl jest ruchem społecznym i została zainicjowana przez Pawła Kukiza. Ruch ten domaga się wprowadzenia 460 jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, z równym prawem do kandydowania dla wszystkich obywateli, niezależnie, czy są popierani przez partie polityczne czy startują samodzielnie. Taki system, z jedną turą głosowania, funkcjonuje w Wielkiej Brytanii... i żyją, a my dalej żyjemy w pozorach demokracji. 

***

(źródło: demotywatory.pl)
Na początek należy odtworzyć listę 750 tysięcy obywateli, którzy podpisali się pod petycją w sprawie zmiany ordynacji wyborczej na jednomandatową. Paradoksalnie, listę przygotowała Platforma Obywatelska ale po wygranych wyborach bardzo szybko zapomniała o tym postulacie. Dlaczego listę trzeba odtworzyć ? Bo została .....zmielona !!! Odtwórzmy więc tą listę i złóżmy do Sejmu. Założyłem więc stronę zmieleni.pl gdzie wszyscy, którym bliska jest idea okręgów jednomandatowych mogą się wpisywać pod akcją poparcia. 
Paweł Kukiz 
(źródło: zmieleni.pl)
***

Zbigniew Brzeziński, były doradca prezydenta USA, o polskiej ordynacji wyborczej wyraził się w następujący sposób – najgorsza i najgłupsza na świecie. No tak, ktoś powie, że ten Brzeziński to mądrala z Ameryki, może wygadywać sobie to co mu ślina na język przyniesie. Amerykańska ordynacja wyborcza nie jest idealna… jednak w kontekście polskiej rzeczywistości politycznej (wyborczej), to zdanie - twierdzenie - rzucone przez Brzezińskiego, jest ważne i zmusza do refleksji. Cokolwiek powiemy o Amerykanach to pamiętajmy, że Stany Zjednoczone zostały zbudowane na systemie wartości, a nie na narodowym etosie, jak wiele europejskich państw... ale o tym może innym razem.
Nie ma co się oszukiwać w Polsce mamy schrzanioną ordynację wyborczą, przy której można manipulować, a to przeczy najbardziej fundamentalnym zasadom demokracji. Jak to możliwe? Można to zaobserwować na przykładzie wyborów do sejmu RP... w latach 1991 oraz 2001...

***
Zgodnie z art. 96 ust. 2 Konstytucji RP w Polsce mamy do czynienia z systemem proporcjonalnym, w nierównych pod względem wielkości wielomandatowych okręgach wyborczych. Terytorium państwa podzielone jest na 41 okręgów, których wielkość wynosi od 7 do 20 mandatów, są to więc okręgi średnie i duże. Próg ustawowy wynosi 5% dla pojedynczych partii, 8% dla koalicji wyborczych i jest ustanowiony na poziomie krajowym. Do obsadzenia jest 460 mandatów, a ich przydział odbywa się przy użyciu metody D'Hondta. Wyborcy oddają jeden głos preferencyjny na półotwartą listę. Mandaty przypadające danej liście kandydatów uzyskują kandydaci w kolejności otrzymanej liczby głosów.
W wyborach do Sejmu dwukrotnie użyta została zmodyfikowana metoda Sainte-Laguë: do podziału miejsc na liście krajowej w roku 1991 oraz w wyborach w 2001 roku. W porównaniu z metodą D'Hondta, która jest korzystna dla dużych partii. Zmodyfikowana formuła Sainte-Laguë jest bardziej proporcjonalna (najbardziej proporcjonalna jest „czysta” metoda Sainte-Laguë). Spodziewając się zwycięstwa przeciwników politycznych (Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy), koalicji AWS-UW przed wyborami w 2001 roku udało się przegłosować zmianę ordynacji wyborczej. Jak się później okazało, było to posunięcie skuteczne – zamiast ponad 240 mandatów (w przypadku zastosowania metody D'Hondta) sojusz wyborczy SLD-UP przy 41,04% głosów otrzymał 216 mandatów. W 2002 roku przywrócono do ordynacji metodę D'Hondta  
(źródło: Wikipedia)
***


No tak, my Polacy lubimy kombinować i nie chcemy w prosty sposób wybierać władz. Jednomandatowe okręgi wyborcze to najprostszy i najprawdopodobniej najlepszy sposób wybierania parlamentarzystów, ponieważ trudno wyobrazić sobie bardziej naturalną zasadę niż ta, że zwycięzcą zostaje osoba, która uzyskała najwięcej głosów. Wystarczy zwykła matematyka, wiadomo, że 2+2 jest 4... lub mecz piłki nożnej, wynik 1-0 oznacza, że ktoś zwyciężył, a kto inny przegrał...

***


Karykatura Remka Dąbrowskiego z blogu remekdabrowski.blox.pl


Jednomandatowe okręgi wyborcze to posłowie wybierani w małych okręgach wyborczych. Wyborcy w każdym okręgu wybierają do Sejmu swojego jednego przedstawiciela (posła). Zostaje nim osoba, która uzyskała najwięcej głosów. Kandydaci mogą być zgłaszani przez partie polityczne lub startować jako niezależni... taka wizja Zmielonych.pl, ale jaka będzie rzeczywistość, to się jeszcze okaże... Ja osobiście to postuluję za redukcją mandatów poselskich do 200, przynajmniej zwiększy to odpowiedzialność… mam taka nadzieję.

***
(źródło: demotywatory.pl)
- Nie jestem politologiem ani konstytucjonalistą, ale wiem, że oni są tylko dlatego, że jesteśmy my - mówił o ekipie rządzącej Kukiz. - Im będzie więcej frajerów, im będzie gorzej, to oni będą mocniejsi - ostrzegał.  
(źródło: www.gazeta.pl; słowa te padły 17 października 2012 roku na spotkaniu Pawła Kukiza w bydgoskim pubie Kubryk)
***
Czy czujemy się zmieleni... może i tak. Okazuje się, że świat nie jest taki prosty jakby się wydawało. Nawet wybory nam nie wychodzą...

Karykatura Remka Dąbrowskiego z blogu remekdabrowski.blox.pl



***

Co nam pozostaje... posłuchajmy co Paweł Kukiz ma do powiedzenia... utwór Boa, z najnowszej płyty zatytułowanej Siła i Honor, ocierający się o dosyć kontrowersyjne tematy, ale to zależy od słuchacza jak to potraktuje... jakkolwiek mówiąc pewne stacje radiowe tej muzyki nie chcą puszczać... nie wiadomo dlaczego.


Siła, honor, duch, odwaga
Jedność, sprawa, wróg, braterstwo
W otchłań, w ciemność
W imię prawa, zbrodnie, razem
Po zwycięstwo
Nie pytamy jak wiele jest wrogów
Tylko gdzie oni są
(...)


czwartek, 18 października 2012

18 10 2012

... tego dnia, czyli jeszcze dzisiaj, z synem wybraliśmy się do Empiku na drobne zakupy... od czasu da czasu trzeba się ukulturalnić i spotkać z kulturą masową w nieco innym wymiarze - bardziej namacalnym, niż wirtualnym. W między czasie pstryknęliśmy troszkę fotek... bowiem pogoda zachęcała.






















Music Non Stop... Siekiera

Ostatnio dokopałem się do nagrań polskiej punkrockowo-nowofalowej kapeli Siekiera z nagranego w 1986 roku albumu Nowa Aleksandria i doszedłem do wniosku, że w tamtych czasach w Wielkiej Brytanii ta kapela spokojnie zrobiłaby niesamowitą karierę... ale co tam, warto przypomnieć sobie korzenie polskiej muzyki, a może kogoś jeszcze ta muzyka zainspiruje...

czwartek, 11 października 2012

Jesień średniowiecza

Dzisiaj refleksyjnie, a nawet poważnie, ale potraktujmy to z przymrużeniem oka... No tak, zaczęło się od tego, że ostatnio rozmawiałem z moimi bliskimi, a i dalszymi przyjaciółmi, nie wspominając też o rodzinie, o sprawach jak najbardziej przyziemnych. Dzięki tym konwersacjom doszliśmy do pewnych wniosków. Niezwykle perfidnie prostych prawd. Świat zwariował, a my powoli wariujemy z nim...

Przygodnie spotkana rzeźba w Kruszwicy (autor: empe)
***

Nie tak dawno temu, jeszcze przed schyłkiem ostatniego stulecia, sporo ludzi żyło w przekonaniu, że XXI wiek zmieni oblicze ludzkości na lepsze. Mieliśmy być zdrowsi, dłużej żyjący, bogatsi, korzystający z darmowej energii... i tak dalej, można by tak wymieniać bez końca. Rzekłoby się, iż urocza utopia, idylla zaraz nadejdzie lada dzień i rozwiąże problemy dnia codziennego. Naukowcy, politycy, finansiści, przywódcy religijni, czołowe postaci świata rozrywki prorokowali, iż rok 2000 rozpocznie nową erę ludzkości... otworzy czas pokoju i wielu innych przyjemnych rzeczy, jakie możecie sobie wyobrazić. Stało się inaczej. Ludzkość ma skazę. Nadal wybuchają wojny, jest kryzys w którym nie wiadomo o co chodzi i inne przykre cuda z jakim mamy do czynienia na co dzień. Rzeczywistość okazała się bardziej brutalna, duszna i przytłaczająca, niż kilka dekad wcześnie. Społeczeństwo na swoje szczęście i nieszczęście dowiaduje się jak działa świat, jakie mechanizmy kierują ekonomią i innymi dziedzinami nauki, polityki, nie wspominając o religii... Brutalnie odzierając się ze skóry, zagubiliśmy się zapominając o smaku sacrum, pewnego wtajemniczenia i magii otaczającego nas świata. Zostało przyziemne profanum - to znaczy codzienność o wymiarze biologicznym. Można dość do wniosku, że ludzie niby są bardziej świadomi, a jednak czują się zagubieni, niczym wystraszone owieczki na pastwisku... oczywiście bez pasterza... a wilk czyha za płotem i tylko czeka, kiedy dopaść tę owcę. Ideologie XX wieku zostały w pewien sposób zweryfikowane i obdarte z tak zwanej magii. Socjalizm, faszyzm, maoizm, demokracja i wiele innych ideologii zostało w mniej lub bardziej rewolucyjny sposób rozliczone przez społeczeństwo, po prostu są passe. Może i dobrze. Jednak natura nie lubi pustki, korporacje wyparły ideologie i tradycyjne religie, a w pewnych przypadkach nawet podporządkowały je sobie. Doszło do absurdu, bowiem ludzie zaczęli wierzyć w produkty. Mesjasz z komputerowego lub telewizyjnego ekranu obiecuje nam lepszą przyszłość, oczywiście jeśli na niego zagłosujemy w najbliższych wyborach lub kupimy proponowany przez niego odkurzacz, skarpetki czy zainwestujemy swoje pieniądze. Ułuda... nowy wspaniały świat stoi przed nami ale już bez marzeń... bo jest on pełen naiwności, której nie dostrzegamy. Niczego konkretnego nie otrzymujemy za to dajemy od siebie ile fabryka dała. Niestety kajdany feudalnych stosunków społecznych coraz bardziej zaciskają się wokół naszych dłoni. Brutalnie rzecz mówiąc, ktoś nam robi z d... jesień średniowiecza ograniczając wiele swobód poprzez wprowadzanie coraz to większych ograniczeń...

***

No tak, żeby otrząsnąć się z tych klimatów to radzę zapodać sobie utwór Rebel Rebel wykonany przez mistrza Davida Bowie'go... klasyka.

czwartek, 4 października 2012

Music... never dies

Tak, muzyka nigdy nie umiera. Led Zeppelin jest tego doskonałym przykładem. Cokolwiek by nie powiedzieć to Jimmy Page i jego ekipa szykują niezły prezent swoim fanom, bowiem lada (prawie) dzień, 19 listopada tego roku, na wszelkich możliwych odtwarzalnych nośnikach ukarze się zapis koncertu, jaki dinozaury rocka zagrały 10 grudniu 2007 roku w londyńskiej O2 Arena, pod tytułem Celebration Day.



Ucztę można już zacząć 17 października oglądając ten koncert w Multikinie. Kto wie może zapuszczę się tam, by na wielkim ekranie obejrzeć pionierów hard rocka... dla niektórych może nieco posuniętych w latach... dla mnie nieśmiertelnych.

***

A tym czasem na rozgrzewkę polecam fragment utworu Black Dog, jaki będzie można obejrzeć w najnowszym koncertowym wydaniu...


i coś jeszcze... sprzed lat, oczywiście piosenka Celebration Day z albumu Led Zeppelin III z 1970 roku... 




Dodam jeszcze jakże monumentalny i wbijający człowieka w fotel utwór (dzieło) Kashmir, z krążka zatytułowanego Physical Graffiti z 1975 roku, przy tym można rzeczywiście odlecieć...  


wtorek, 2 października 2012

Marsz do... pobudki

Kilka dni temu, 29 września Polska miała obudzić się. Marsz kilku tysięcy zdegustowanych obywateli miał na celu wybudzić Polaków ze złego snu... Hasło organizowanego przez Prawo i Sprawiedliwość marszu Obudź się, Polsko niektórzy zaczęli powiązywać z używanym przez Adolfa Hitlera zawołaniem Obudźcie się, Niemcy, czyli Deutschland erwache. Myślę, że to nadinterpretacja, to nie te czasy...
Tym marszem Jarosław Prawdziwy Polak Kaczyński może tak do końca nie obudził wszystkich, co chciał, ale przypomniał społeczeństwu, że PiS za wszelką cenę potrzebuje poparcia ergo tylko ta partia się liczy. Nie wspominam o wykorzystywaniu katastrofy smoleńskiej, bo to polityczna nekrofilia. Niejaki Piotr Duda vulgo szef Solidarności, sprzedał się dość tanio. Bardzo pokrętnie tłumaczył swój udział w tej manifestacji frustracji. Duda wykrzykując hasło czas na zmiany nie zaproponował niczego konstruktywnego. Fakt zaangażowania się w to przedsięwzięcie argumentował tym, że jest apolityczny, choć pomoże PiS-owi i Solidarnej Polsce dość do władzy i obalić rząd. No tak, ale czy to nie jest otwarta deklaracja przystąpienia do partii i akceptowania warunków, jakie dyktuje Kaczyński. Ojciec Rydzyk, największy beneficjent tego marszu, jest zadowolony z tego wydarzenia, ponieważ on osiągnął swój cel… powiedzmy, że pośrednio, bo nie chodzi mu o jakichś tam multipleks, który i tak kiedyś będzie (jak spełni wymogi techniczne i powie skąd ta kasa tak właściwie pochodzi), ale o rząd dusz i namaszczanie przychylnych jemu działaczy i polityków. Cóż padre Rydzyk dysponuje niezła pulą głosów i może użyć ją w kolejnych wyborach…
Zgryźliwy jestem, ale nie potrzebuję marszów by mnie budzić. Ja już dawno temu obudziłem się i też jestem niezadowolony, jednak przeciwnie do tej masy i tak zwanych liderów dbających o własne interesy staram się nie popadać w tak skrajne emocje. Jak co do czego dojdzie to i tak trzeba liczyć na siebie. Intryguje mnie jednak to czy w kolejnym marszu będzie więcej obudzonych...
Zapomniałem o niejakim Zbigniewie Ziobrze... ale chłopak zginął gdzieś w tłumie...

Źródło: http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/slonce_peru_nas_przypala_-_fotoreportaz_)_z_marszu_obudz_sie_polsko_robie_24333
***
Podsłuchane na antenie Radia Maryja:
- Słuchamy, Radio Maryja... w czyjej intencji modlitwa?
- Ja bym chciała się pomodlić za wszystkich oszustów, kłamców i złodziei... no i za ojca dyrektora oczywiście.

***

Cofnijmy się o jakieś 20 lat, kiedy Polska otrząsała się z komunistycznego syfu. Utwór Jeszcze Polska z 1991 roku niezłomnego Kazika Staszewskiego, coś nam przypomni...



...a na dokładkę warto wsłuchać się w piosenkę Kultu z 1987 roku Hej czy nie wiecie...

 

środa, 26 września 2012

Lato w cień odeszło... czyli Grzegorzu czy ci nie żal

Co to to jest? Patologia plus sport... oczywiście, że PZPN. Gruchnęła nowina Grzegorz Lato rezygnuje z kandydowania na stanowisko prezesa PZPN. Euforia jakich mało. Zadowoleni oponenci Grzegorza zacierają ręce, choć powinni nogi bo to piłka nożna. Bój o takie koryto, znaczy się stanowisko, to nie lada wyzwanie. Media koncentrują się wokół kandydatów na stanowisko prezesa, pomijając jakże ważny fakt... betonowy zarząd PZPN-u. Dlaczego? Bowiem jest to struktura nie do ruszenia i zreformowania. Beton zbrojony, niczym blok w którym mieszkam. Patologia i wynaturzenie, organizacyjne raczysko niszczące tkankę polskiego sportu. Struktura mafijna, która została stworzona do robienia kasy, nie wspominając o wpływach.

źródło: http://foto.ziolo.eu/zdjecia/kibice-reprezentacji-polski-i-transparent-pzpn-oddajcie-pieniadze/13505

Wynaturzenie polega na tym, iż władze PZPN to stara gwardia, która nie chce mieć do czynienia ze świeżą krwią. Za wszelką cenę nie ma zamiaru dopuścić do sytuacji by młodsi z lepszym doświadczeniem, doszli do tych stanowisk, jakie piastują od wieków. Nie ma co, oszukiwać się statut tej organizacji jest stworzony pod tych dziadków. Jakkolwiek mówiąc to warto przyjrzeć się jednemu zapisowi statutu PZPN dotyczącemu kandydatów do władz...

Kandydatami na Prezesa PZPN, Wiceprezesów PZPN oraz pozostałych członków Zarządu PZPN, a także na Przewodniczącego i pozostałych członków Komisji Rewizyjnej mogą być delegaci na Walne Zgromadzenie Delegatów PZPN lub inne osoby zamieszkałe na stałe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i działające w strukturach PZPN, wojewódzkich związków piłki nożnej , ligi zawodowej i klubów piłkarskich.

źródło: http://demotywatory.pl/3855709

Z tego zapisu w statucie PZPN od razu widać, że został od stworzony dla określonej grupy ludzi, oczywiście zwanych dumnie delegatami... odpowiednio wyselekcjonowanymi. Wiadomo selekcja w mafii to rzecz niezwykle ważna i święta. Ale oczy trzeba otworzyć. Sarkastycznie, jednak proszę przyznać rację... że jest to zalegalizowana organizacja o dość dyskusyjnym charakterze.

źródło: http://demotywatory.pl/3929048

Na zakończenie można by tak powiedzieć... Grześ pewnie, żalu nie czuje, bo zarobił i to całkiem sporo. Klawe życie. Ale co zrobić, jak wszyscy co chcą kopać piłkę w Polsce, muszą płacić PZPN za licencje i tym podobne formalne dokumenty. Utrzymał on ten sam mizerny standard piłki nożnej, jaki ciągnie się od lat dziewięćdziesiątych. Założenie jest pewnie takie - po co sukces, jak jest kasa...

***

Sport a raczej działacze swoją drogą, ważny jest też rytm... tak więc Black Sabbath w jakże wymownym utworze Paranoid z 1970 roku. Mistrzostwo świata, oczywiście w muzyce rockowej...

niedziela, 23 września 2012

Jesień...

Tak więc przyszła jesień i należy ją powitać. Idziemy do lasu. Spacer po lesie jest chyba najlepszym rozwiązaniem... Okolice Trzcińca, położonego niedaleko Bydgoszczy, zachęcają do krótkiej i przyjemnej przechadzki...











***

Jeśli spacerowanie po lesie to moim pierwszym muzycznym skojarzeniem jest utwór A Forest brytyjskiej grupy The Cure, z drugiego studyjnego albumu Seventeen Seconds z 1980 roku.



podejdź bliżej i spójrz
spójrz pomiędzy drzewa
znajdź dziewczynę
póki możesz
podejdź bliżej i spójrz
dostrzeż w ciemności
podążaj za swoimi oczyma
podążaj za swoimi oczyma

słyszę jej głos
wołający moje imię
dźwięk jest odległy
daleko w ciemności
słyszę jej głos
i biegnę
pomiędzy drzewa
pomiędzy drzewa
(...)

sobota, 22 września 2012

Music Non Stop... Variété

Zespół Variété powstał w 1983 roku w Bydgoszczy i jest uznawany za prekursora nowej fali w Polsce. Variété to też postać Grzegorza Kaźmierczaka, poety, autora tekstów, wokalisty i producenta muzycznego, w pewien sposób koła zamachowego tej grupy. Pamiętam jak w latach dziewięćdziesiątych z kolegami przegrywaliśmy na taśmy materiał z ich pierwszego albumu o roboczym tytule Bydgoszcz. Album ten miał być wydany w 1986 roku. Niestety pojawiła się przeszkoda,  intrygujące jest to, że  gdy wszystko było już gotowe do wydania, nieznani sprawcy skradli z samochodu należącego do przyjaciela formacji taśmę–matkę, która nie została odnaleziona do dnia dzisiejszego. Od tamtej chwili po Polsce krążyły jedynie słabej jakości kopie, którą to ja również posiadałem. Można powiedzieć muzyczna prehistoria, ale za to przyjemnie się wspomina o tamtych czasach... trudy poszukiwań kultowej muzyki, powszechnie nędzna jakość nagrań ale satysfakcja była niesamowita. Dla ciekawskich to podpowiem, że kaseta ta była wydana na początku lat dziewięćdziesiątych przez piracką firmę Fala, pod tytułem Demo Tape 1985, a w 1992 roku przez Akademickie Radio Pomorze. W czerwcu tego roku wytwórnia Noise Annoys wydała reedycję płyty Bydgoszcz w wersji cd i winylowej. Wcześniej ten album ukazał się na cd w 2002 roku, jednak jakość dźwięku nie była najlepszych lotów... płyta ta ma swój niepowtarzalny surowy klimat, chociaż czuć pewne niedopracowanie to jednak ta muzyka niesamowicie wciąga i zaprasza do intrygującego świata... tak jak w piosence Nie będzie inaczej...


***

Variété ma się nadal dobrze, chłopaki nagrywają, zdobywają nagrody zarówno na festiwalach, jak i na przeglądach piosenki autorskiej. Wydali także kilka albumów. Chłopaki popłynęli na szerokie wody, w 2008 roku płytę Zapach wyjścia nagrali w Nowym Jorku z udziałem amerykańskich artystów. Próbką tej przygody jest genialny utwór Ku czerwieni...


piątek, 21 września 2012

Chore zabawy czyli co z tym rytuałem

Kilka dni temu staliśmy się świadkami skandalu wokół zdjęć i materiału wideo z otrzęsin w salezjańskim gimnazjum. Zobaczyliśmy grupę młodzieży... czego nie da się tego ukryć, w poniżającej sytuacji. Nastolatki klęczą przed duchownym i zlizują z jego kolan bitą śmietanę. Upokarzające. I nie należy tego zdarzenia trywializować, jak to czynią rodzice tych dzieci i inne osoby, które sądzą, iż jest to prowokacja jakichś tam środowisk... To wydarzyło się naprawdę.
***
Dzieciaki przeszły wypatrzony obrzęd inicjacji. Wielu z nas przechodziło coś podobnego w szkole, na obozie lub studiach czy w wojsku, a nawet w firmie. W naszej kulturze, jak i też innych, można zaobserwować tak zwany rytuał inicjacji. Obrzęd przejścia od zawsze istnieje, sami tego doświadczamy, mniej lub bardziej świadomie. Dzięki rytuałowi stajemy się pełnoprawnym członkiem pewnej grupy społecznej, do której chcemy wstąpić. Rytuał ma ukazać nam powagę i istotę świata do którego wkraczamy, często wiąże się on z takim zjawiskiem jak sacrum, a także tabu - tego co zakazane jest w danej kulturze. Nie chcę w tej chwili tłumaczyć i analizować istotę symbolizmu wokół różnych rytuałów, ale myślę, że każdy potrafi sobie uzmysłowić o co w tym chodzi.
***
Dzisiaj zmieniła się wrażliwość społeczna, jeżeli rozpatrujemy to, co wolno dorosłemu w kontakcie z młodzieżą i dziećmi. Społecznie jesteśmy coraz bardziej świadomi wielu zagrożeń, o których nie dyskutowano w tak szerokim zakresie jak dzisiaj. Jest obawa przed wykorzystywaniem dzieci, dostrzegamy przekraczanie pewnych norm. Łatwiej oceniamy ludzi i identyfikujemy ich intencje oraz zachowania. Nasza kultura i cywilizacja zmienia się niezwykle dynamicznie, uczymy się i łatwo wymieniamy się doświadczeniami. Dostrzegamy jak zderzają się dwa sposoby widzenia świata, ludzi broniących księdza ze śmietanką na kolanach oraz tych, którzy widzą w tym zachowaniu pewien podtekst.
***
Puentując to powiem, że takie sytuacje, jak w salezjańskim gimnazjum, należy potępiać bo niczego dobrego nie przynoszą, a jedynie pokazują anachroniczny proces socjalizacji młodzieży, wmawiając jej jeszcze do tego, że to nic złego. Prawdą jest, iż jest to brak szacunku do drugiego człowieka i przekroczenie granic dobrego smaku.

***

Tak żeby oderwać się chorych tematów i niezdrowych rytuałów zapraszam do posłuchania utworu This Corrosion z 1987 roku kultowej grupy The Sisters of Mercy... radzę słuchać tego głośno, potrafi rozbujać.


wtorek, 11 września 2012

Hackitat...

Od jakiegoś czasu w sieci krąży krótki film w którym poruszono problem wolności słowa w Internecie. Autorzy zbierają fundusze na nakręcenie filmu dokumentalnego pod tytułem Hackitat - A film about political hacking, world wide, którego celem jest podważenie między innymi wspomnianej przez mnie w jednym z postów niesławnej umowy ACTA...



Pomysłodawcy tego projektu starają się przekonać nas, że walka z tak zwanym piractwem to nie tylko walka o zyski finansowe dla korporacji, ale o coś więcej... Klip jest w języku angielskim, pomimo tego zachęcam do obejrzenia tego kilkuminutowego materiału. Nawet bez biegłej znajomości tego języka można zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi... nie o bezmyślne ściąganie plików w sieci, ale o wolność słowa i ekspresji...


Stajemy się światkami poważnej debaty o sensie wolności słowa i prawach każdego z nas do wyrażania siebie. Świat stoi na skraju dwóch cywilizacji, upadającej o kilku dziesięcioleci przemysłowej oraz narzuconych przez nią feudalnych stosunków społecznych i powoli wzrastającej związanej bezpośrednio z powstaniem nowych technologii, umożliwiających nieograniczoną komunikację między ludzmi dzięki rozwojowi usług i odejściu od masowej produkcji. Jakkolwiek mówiąc mówiąc jesteśmy w początkowej fazie i napotykamy na opór obrońców schodzącej cywilizacji. Co dalej będzie? Nie wiadomo, ale przynajmniej trzeba mieć świadomość, że świat zaczyna się zmieniać, nawet dzięki naszemu udziałowi... 

***

Ostatnim czasem często wracam do lat dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia... he ale to brzmi!? Faith No More w tamtym czasie miało swój niepowtarzalny klimat i urok, szczególnie w utworze Evidence, można rzeczywiście rozpłynąć się...

sobota, 8 września 2012

Music Non Stop... Soundgarden

Grupa Soundgarden, czyli kwintesencja muzyki początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku, wraca na scenę.  Powoli ale solidnie. Dwa lata temu frontman tego zespołu Chris Cornell zapowiedział, że będą znowu nagrywać. Ucieszyło mnie to niezmiernie, ponieważ z tą grupą kojarzą mi się najlepsze lata z czasów szkoły średniej i początków studiów, a także inne epizody z mojego krótkiego acz intensywnego życia.



Rok 1994, jak z ekipą z liceum lądowaliśmy w jakimś barze to mieliśmy przygotowaną kasetę magnetofonową z wiązanką przebojów. Pierwsze dwa utwory na tej taśmie to oczywiście piosenki Soundgarden, między innymi Black Hole Sun. Pamiętny również był wtedy surrealistyczny teledysk do tej piosenki, który w tamtym czasie MTV nadawała non stop, do dziś mam wrażenie, że latami to leciało. Ciągnąc wątek tego utworu to dodam, że w 2001 roku, kiedy pracowałem w Londynie to poznałem Amerykanina, który miał totalny odjazd w kierunku brytyjskiego grania, czyli Oasis i tym podobne klimaty. Hmm... pomyślałem, w porządku człowiek. Zapytałem go czy zna taką grupę jak właśnie Soundgarden... odpowiedział, że nie... Poczułem dziwne mrowienie. Dodał, iż ta nazwa kojarzy mu się z muzyką elektroniczną typu new age. Szczęka mi opadła niżej, niż cokolwiek człowiekowi może opaść. Dramat. Stwierdziłem, niemożliwe Amerykanin nie zna amerykańskiej muzyki, to tak jak Polak nie wie co to Kult bądź Lady Pank... Na szczęście wiedział, że co to Nirvana i kim był Kurt Cobain. Ulżyło, jednak spytałem się nieśmiało, po kilku piwach... przyjacielu czy ty mieszkasz na jakieś wsi lub czym podobnym. Spojrzał na mnie i odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem... mieszkam w Nowym Jorku... Mój wewnętrzny Apollo - bóg muzyki, powiedział, że ten człowiek wymaga wsparcia i zmiany estetyki, jak i świadomości. Następnego dnia spotkaliśmy się u mnie i zapuściłem mu krążek Superunknown z utworem Black Hole Sun. Amerykaniec oniemiał, kolejnego dnia dostałem od niego esemesa, że jest szczęśliwym posiadaczem albumu Superunknown i jak wróci do Stanów do pojedzie do Seatle, stolicy grunge. Ostatni raz spotkaliśmy się w połowie grudnia 2001 roku. Mam nadzieję, że pojechał tam i doznał muzycznego objawienia... olśnienia, czy też czegokolwiek.
***
Cóż muzyka musi grać. Soundgarden w utworze Black Hole Sun zaprasza do swojego dziwacznego i surrealistycznego świata... a teledysk to w pewnym sensie urok lat dziewięćdziesiątych i tyle...



W mych oczach - nieosiągalny 
W przebraniu, by nikt nie widział 
Chowa twarz, wyleguje się wąż 
Słońce mojej hańby(...)

 No tak, to było jakieś osiemnaście lat temu, a teraz utwór Anno Domini 2012 pod tytułem Live to Rise ... i chłopaki nie starzeją się. Świetnie...



(...)
Jak słońce będziemy żyć by wschodzić
Jak słońce będziemy żyć i umierać
I wtedy zapłoniemy znów
Jak słońce będziemy żyć by wschodzić znów,
(...)

piątek, 7 września 2012

Paraolimpiada. Czy niepełnosprawność przeszkadza?

Paraolimpiada w Londynie jeszcze trwa i ma się nieźle, a w telewizji (polskiej) nic się dzieje. Zawodnicy wygrywają, medale sypią się lepiej niż na (normalnych) igrzyskach olimpijskich. Jednak wysiłek paraolimpijczyka jest skrzętnie ukrywany przed innymi. Może to komuś przeszkadza. Lepiej pokazywać pięknych i świeżo co zoperowanych celebrytów. Estetyczniej i smaczniej.  Mam wrażenie, że w Polsce niepełnosprawność nadal jest tematem tabu. Nie wspominając o niepełnosprawnych sportowcach, którzy traktowani są w groteskowy i pobłażliwy sposób.



Nie ma co się oszukiwać, (my) jako społeczeństwo wstydzimy się niepełnosprawności. Jest to przykre stwierdzenie, ale telewizja i inne środki masowego przekazu w pewien sposób ten wstyd wzmacniają. Ktoś kto odbiega swoim zachowaniem i intelektem od normy, bądź jest bez nogi lub innej części ciała staje się w pewien sposób niewygodny. Wzrok ucieka, omijamy, szybko zmieniamy temat... Skąd ten strach wśród nas i takie podejście do tematu niepełnosprawności?
Nie chcę dawać jednoznacznej odpowiedzi. Musimy zadać sobie pytanie o przyczyny takiego podejścia do niepełnosprawności. Źródeł tego zachowania należy doszukiwać się m.in. w historii, literaturze, budownictwie, architekturze, sztuce, polityce i innych dziedzinach życia. Tam pewnie znajdziemy odpowiedź, bądź jej część...
Przepracowałem z niepełnosprawny kilka lat i nauczyłem się, że w każdej dziedzinie życia należy traktować się równo i z szacunkiem. Jeśli zaczniemy kogoś świadomie omijać, tak ta osoba zacznie również nas ignorować. Takie zachowanie niepotrzebnie napędza antagonistyczne reakcje. Niestety kiedy odsuwamy się od siebie, przestajemy być sobie potrzebni. To prowadzi do konfliktów. Separacji? Faszyzmu?... można tak wymieniać. Po co to nam?



***

Ostatnim czasem znany z kontrowersyjnych wypowiedzi Janusz Korwin-Mikke, przedstawiciel tak zwanego planktonu politycznego, puścił w eter takie słowa:
Jeśli chcemy, by ludzkość się rozwijała, w telewizji powinniśmy oglądać ludzi zdrowych, pięknych, silnych, uczciwych, mądrych - a nie zboczeńców, morderców, słabeuszy, nieudaczników, kiepskich, idiotów - i inwalidów... 
Jakkolwiek mówiąc, zastanawiałem się dzisiaj nad tym, czy istnieje taka dziedzina jak parapolityka... no cóż ja też jestem złośliwy.

***

A tymczasem Luxtorpeda w utworze Hymn, napisanym specjalnie dla drużyny rugbystów Balian. Teledysk do tej piosenki nakręcony został podczas koncertu Luxtorpedy w gdańskim Parlamencie oraz na meczu zespołów Balian i Jokers w Bydgoszczy.





wtorek, 28 sierpnia 2012

...siła wyrazu...

 Pewne sytuacje nas zaskakują... i nie ma jak siła wyrazu... jakkolwiek mówiąc humor i refleksja w jednym.


Zdjęcie to zrobiłem 19 kwietnia 2009 roku przechodząc ulicą Kościuszki w Strzelnie...

***

Kiedyś powiedziałem sobie, że już nigdy nie będę słuchał Budki Suflera. Zdanie to padło w momencie, kiedy usłyszałem jedne z ostatnich dokonań tej grupy... i rzekłem sobie o ja pier... tak nawet w Ciechocinku nie grają. Czasami jednak wracam do klasyki polskiego rocka i trudno ominąć piosenkę sprzed trzydziestu lat tego zespołu pt. Za ostatni grosz...

wtorek, 21 sierpnia 2012

Music Non Stop... L.Stadt

Od kilku lat na antenie radia Roxy FM pojawia się pewien polski zespół, który robi karierę poza granicami naszego kraju. Jest to grupa L.Stadt grająca rocka z elementami tak zwanego surf rocka, country oraz psychodelii. Zespół powstał w Łodzi w 2003 roku. Ciekawostką jeszcze jest to, że nazwa zespołu nawiązuje do okupacyjnej nazwy miasta Łódź - Litzmannstadt. Jakkolwiek mówiąc to chłopaki z L.Stadt na naszym rodzimym gruncie kojarzeni są z niszowymi zjawiskami ze świata muzyki, czyli offem, choć moim zdaniem nie powinni. Ale już tak jest, inaczej nie da rady. Pomimo tego grupa ta ma już ugruntowaną pozycję na rynku muzycznym, czego dobrym przykładem jest album wydany w 2010 roku zatytułowany EL.P, gdzie osobą odpowiedzialną za mix i mastering całości materiału był producent Mikael Count, który jest znany ze współpracy między innymi z grupą Radiohead. A to chyba coś znaczy...



Chłopaki odbiegają od komercyjnego szajsu i to należy zaliczyć na plus. Warto zaznaczyć, iż cechą charakterystyczną tego zespołu jest muzyka osadzona w amerykańskiej psychodelii i jej pochodnych, nie wspominając o country. Rok 2010 dla muzyków L.Stadt stał się kołem zamachowym ich kariery. Zostali zaproszeni na jeden z największych festiwali muzycznych w Stanach Zjednoczonych South by Southwest (SXSW) w Austin. Wyprawa za Ocean przekształciła się w regularną trasę koncertową po Teksasie i zaowocowała nagraniem wspomnianego albumu El.P. Jakkolwiek mówiąc kibicuję tej grupie i czekam na dalsze sukcesy. A tymczasem polecam kilka utworów...

Smooth


...klimaciarski Death of a Surfer Girl...


oraz UFO...



Tak więc warto o tej grupie pamiętać...


czwartek, 16 sierpnia 2012

Misja na Marsa...


Przemykając przez park zauważyłem pewnego mężczyznę siedzącego na ławce w dosyć dziwnej pozie... zastanawiał się on nad przyszłością... oto co udało mi się zarejestrować...

...Amerykanie wysłali na Marsa sondę Curiosity, której to zadaniem jest eksploracja tej planety... Co to może dać ludzkości w bliższej lub dalszej przyszłości? Hmmm. Kto wie, może znalezienie jakiegokolwiek życia na Marsie nie jest priorytetem. Prawdziwym celem tej marsjańskiej misji są surowce naturalne i pierwiastki chemiczne, które występują tam w nadmiarze, a brakują, czy też w ogóle nie ich na Ziemi... będzie co zbierać... zbierać...

Przyznajcie, że facet ma rację...

***

Ciągnąc temat marsjański to Kazik Staszewski w utworze z 2000 roku Mars napada opowiada o wyimaginowanym ataku Marsjan na Polskę...


środa, 15 sierpnia 2012

Czerwona zaraza

Dziś ważny dzień, 92 lata temu odparliśmy czerwoną zarazę. Bitwa warszawska zadecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i przekreśliła plany rozprzestrzenienia się rewolucji bolszewickiej na Europę Zachodnią.

Brytyjski historyk John Frederick Charles Fuller napisał w książce po tytułem Bitwa pod Warszawą 1920 - Osłaniając centralną Europę od zarazy marksistowskiej, Bitwa Warszawska cofnęła wskazówki bolszewickiego zegara (...), zatamowała potencjalny wybuch niezadowolenia społecznego na Zachodzie, niwecząc prawie eksperyment bolszewików.

Ważny epizod bitwy warszawskiej, który przyczynił się do powstrzymania czerwonej zarazy, to zdobycie 15 sierpnia 1920 roku w Ciechanowie dwóch radiostacji, które służyły bolszewikom do łączności z dowództwem w Mińsku. Od września 1919 roku Polacy znali szyfr, jakim posługiwali się bolszewicy. Szyfry Armii Czerwonej złamał porucznik Jan Kowalewski. To spowodowało, że polski sztab znał wszystkie rozkazy Tuchaczewskiego dla bolszewickich armii, między innymi rozkaz dla 4 Armii, aby zawróciła na południowy wschód i uderzyła na armię generała Sikorskiego, walczącą niedaleko Nasielska. Przestrojono wtedy nadajnik warszawski na odpowiednią częstotliwość sowieckiej radiostacji i rozpoczęto zagłuszanie nadajników z Mińska. Druga z sowieckich radiostacji, którą dysponowała 4 Armia, nie była w stanie odebrać rozkazów Tuchaczewskiego. To spowodowało chaos w oddziałach Armii Czerwonej i przyczyniło się do wygrania bitwy warszawskiej. I takim sposobem opędziliśmy się od czerwonej zarazy. Niestety na krótko... bowiem 1 września 1939 roku napadli na nas naziści, a niespełna trzy tygodnie później ZSRR dokonało agresji na Polskę...

***

Na szczęście tamte czasy bezpowrotnie minęły. Echa tamtych dni przypomina jeszcze muzyka, w tym przypadku warto posłuchać kultowej kapeli De Press w utworze Myśmy rebelianci...


oraz polecam dosyć wymowny utwór Czerwona zaraza... i wiadomo o co chodzi...



***

Czerwona zaraza jest ostatnim wierszem Józefa Szczepańskiego, poety powstania warszawskiego. Wiersz ten Szczepański napisał 29 sierpnia 1944 roku w obliczu upadku Starego Miasta. Wyrażał gniew i zawód spowodowany bezczynnością Armii Czerwonej, która czekała na prawym brzegu Wisły na upadek powstania i wykrwawienie jego oddziałów... a oto tekst tego wiersza:

Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
być nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.

Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
swego zalewu i haseł poszumu.

Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
morderco krwawy tłumu naszych braci,
czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
lecz chlebem witać, na rodzinnym progu.

Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc, podstępny oprawco.

Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
sybirskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą
wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia.

Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.

Legła twa armia zwycięska, czerwona
u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
i ścierwią duszę syci bólem krwawym
garstki szaleńców, co na gruzach kona.


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Prawo i pięść

Niedawno przejrzałem zdjęcia sprzed kilku lat, jakie robiłem komórką. Zdjęcia były robione przypadkowo i nie są najlepszej jakości, ale podobają mi się. Otóż w Toruniu na Rynku Nowomiejskim jest pomnik upamiętniający film zrealizowany w 1964 roku przez Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego Prawo i pięść. Dzieło to powstało na podstawie powieści Józefa Hena Toast.

***

Akcja tego filmu dzieje się tuż po zakończeniu wojny w 1945 roku. Głównym bohaterem jest Andrzej Kenig, były więzień obozu koncentracyjnego, który zgłosił się na ochotnika do pracy jako pełnomocnik rządu. Dokooptowano go do grupy, mającej za zadanie zabezpieczyć mienie pobliskiego uzdrowiska i uruchomić sanatorium. Kenig uświadamia sobie, że jego koledzy to w rzeczywistości szabrownicy, którzy nie przebierają w środkach, by zdobyć fortunę…Co ciekawe, ze względu na charakterystyczny motyw samotnika walczącego z bandą rabusiów, film ten był często określany polskim westernem.

***

Dodam jeszcze, że sceny przedstawiające filmowe Siwowo nakręcono między innymi na toruńskim Rynku Nowomiejskim, gdzie w tle widać kościół św. Jakuba, kościół Trójcy Świętej oraz Gospodę pod Modrym Fartuchem oraz przy ulicy Ciasnej. Natomiast 31 sierpnia 2008 na Rynku Nowomiejskim odsłonięto pomnik upamiętniający to wydarzenie... a zdjęcia zrobiłem w kwietniu 2009 roku, jak wspomniałem jakością nie powalają ale co tam...






***

Muzycznym motywem przewodnim tego filmu była śpiewana przez Edmunda Fettinga piosenka Nim wstanie dzień ze słowami Agnieszki Osieckiej oraz muzyką niesamowitego Krzysztofa Komedy.