W ostatnią sobotę była niezła pogoda, tak więc skorzystaliśmy z tego faktu i wypuściliśmy się w kierunku Osowej Góry. Co ciekawe 21 grudnia 1908 roku powstała tam wieś niegdyś funkcjonującego pod nazwą Hoheneiche – Wysokie Dęby. Podziwialiśmy las, wyłączoną z użytku linię kolejową oraz jakieś tam obiekty wojskowe... niestety ogrodzone.
***
W czasie II Wojny Światowej od 1939 do 1945, w tym lesie zlokalizowane były tajne zakłady zbrojeniowe, które funkcjonowały pod nazwą Luftamunitionsanstalt 1/II Bromberg gdzie hitlerowcy produkowali rakiety V-1.
***
Oczywiście ja tam jeszcze wrócę… jak na razie kilka fotek ze spacerku.
***
Status Quo z Wielkiej Brytanii przypomni nam stary ale nadal wspaniały przebój In the Army Now z 1986 roku.
Dodam jeszcze, iż jest to cover grupy Bolland and Bolland, który powstał w 1981 roku. Dla fanów rocka lat osiemdziesiątych XX wieku przypomnę, że w oryginalnej wersji utworu In the Army Now w wykonaniu Status Quo słychać glamrockowca Noddiego Holdera wokalistę innej brytyjskiej kapeli Slade, wykonującego właściwie jeden ale wbijający się w pamięć wers – Stand up and fight.
Inna historia to wykonanie tego utworu przez słoweńską grupę Laibach, która gra rocka industrialnego. Utwór ten znalazł się na albumie pt. NATO z 1994 roku, zawierającym covery utworów o tematyce wojennej – zainspirowanym wydarzeniami wojennymi w Bośni i Hercegowinie.
W 2009 roku ten utwór został wykorzystany przez francuską grupę Les Enfoirés jako Ici Les Enfoirés. Niemiecka grupa Fee w 1987 roku wykonała In the Army Now w swoim ojczystym języku, jako Du mußt zur Bundeswehr.
Jak na razie polskiej wersji jeszcze się nie dorobiliśmy, ale kto wie...
Mój blog traktuję jako płaszczyznę komentowania otaczającej mnie rzeczywistości, a także jako pewną formę eksperymentu, zabawy oraz pamiętnika. Można tutaj poczytać o tym co mnie interesuje, inspiruje i irytuje. Zapraszam.
czwartek, 19 kwietnia 2012
Pęd do władzy czyli przypadek Jarosława K.
Zrobiłem sobie detoks od oglądania w telewizji wszelkich programów informacyjnych, a także czytania czegokolwiek związanego z polityką w Internecie, wytrzymałem prawie dwa tygodnie. Nie powiem, że wróciłem do nałogu, ale co tam, trzeba utrzymywać kontakt z rzeczywistością, bo człowiek może skończyć jak Korea Północna, czy też Albania w latach siedemdziesiątych XX wieku. Na szczęście czas ten wypełniłem czytaniem książek i wręcz nałogowym oglądaniem w kablówce programu National Geographic. Pożytecznie czas spędzony, ale jak wspomniałem trzeba wrócić do rzeczywistości…
***
Druga rocznica katastrofy smoleńskiej wywołała we mnie niesmak. Niejaki Jarosław K., człowiek uzurpujący sobie prawo do nazywania go wielkim patriotą, wykrzykuje, że walczy o to, żeby Polska stała się w końcu państwem wolnych Polaków. Jednym słowem ten człowiek wzywa do politycznego dżihadu, tylko mam pytanie – czyją on wiarę chce wzmocnić? Wychodzi na to, że swoją. Jakkolwiek mówiąc czuję się jeszcze wolny, choć pewne rzeczy mi się nie podobają… ale nie mam zamiaru oddawać się wolności w proponowanym wydaniu.
Wspomniane słowa Jarosława padają podczas wiecu w Krakowie na Wawelu, przy grobie pary prezydenckiej. Cóż modlitwę i skupienie zastąpił wiec polityczny. Jest to żenujące i poniżej jakiekolwiek poziomu, bowiem wykorzystywanie miejsca pochówku do celów politycznych – czyli zdobycia władzy, nie jest na miejscu. Cóż polityka w wydaniu wodza Jarosława jest grą emocji służąca do zdobycia władzy. Jestem politykiem, czyli człowiekiem, który z natury rzeczy powinien zabiegać o władzę - to słowa wypowiedziane przez Jarosława K., dnia 18 kwietnia 2012 roku, w drugą rocznicę pogrzebu brata i jego małżonki, zdradzają jakie są jego intencje. Ślepo dążyć do władzy i wywoływać jakąś rewolucję ta są główne cele wodza partii.
Szczerze to ja dziękuję za jakiekolwiek rewolucje w wydaniu Jarosława i jego ekipy. Dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007 ukazały poziom i zaangażowanie tej partii w życie społeczne i ekonomiczne Polski. Ekipa Jarka, oczywiście za jego przyzwoleniem, ingerowała w każdą dziedziną życia, pozostawiając za sobą absoluty nieład. Dodając to tego mieli zamiar budować IV Rzeczpospolitą na dość niezrozumiałych i chwiejnych podstawa. Na szczęście założenia, jakie przyjęli, nie spełniły się. Jednak da się zauważ, iż nadal ślepe dążenie do władzy bezkrytycznie akceptuje część polskiego społeczeństwa.
Wiadomo, każdy ma swoje przekonania, ja powiem krótko dziękuję politykom dążącym do władzy poprzez wykorzystywanie śmierci innych ludzi. Niestety mam wrażenie, że za rok w trzecią rocznicę katastrofy, jeśli politycy oraz dziennikarze nie opamiętają się, to będziemy świadkami powrotu do intensywnych debat na temat smoleńskiej tragedii oraz ponownego inicjowania tak zwanego politycznego konfliktu, a także pomysłu na „lepsze państwo” wg Jarosława K.
***
Podsumowując zacytuję fragment Listu o tolerancji Johna Locka po prostu wydaje się rzeczą koszmarną, jeżeli ludziom w tak jasnym świetle mrok oczy przesłania.
***
Closterkeller w jakże sugestywnym utworze Władza.
***
Druga rocznica katastrofy smoleńskiej wywołała we mnie niesmak. Niejaki Jarosław K., człowiek uzurpujący sobie prawo do nazywania go wielkim patriotą, wykrzykuje, że walczy o to, żeby Polska stała się w końcu państwem wolnych Polaków. Jednym słowem ten człowiek wzywa do politycznego dżihadu, tylko mam pytanie – czyją on wiarę chce wzmocnić? Wychodzi na to, że swoją. Jakkolwiek mówiąc czuję się jeszcze wolny, choć pewne rzeczy mi się nie podobają… ale nie mam zamiaru oddawać się wolności w proponowanym wydaniu.
Wspomniane słowa Jarosława padają podczas wiecu w Krakowie na Wawelu, przy grobie pary prezydenckiej. Cóż modlitwę i skupienie zastąpił wiec polityczny. Jest to żenujące i poniżej jakiekolwiek poziomu, bowiem wykorzystywanie miejsca pochówku do celów politycznych – czyli zdobycia władzy, nie jest na miejscu. Cóż polityka w wydaniu wodza Jarosława jest grą emocji służąca do zdobycia władzy. Jestem politykiem, czyli człowiekiem, który z natury rzeczy powinien zabiegać o władzę - to słowa wypowiedziane przez Jarosława K., dnia 18 kwietnia 2012 roku, w drugą rocznicę pogrzebu brata i jego małżonki, zdradzają jakie są jego intencje. Ślepo dążyć do władzy i wywoływać jakąś rewolucję ta są główne cele wodza partii.
Szczerze to ja dziękuję za jakiekolwiek rewolucje w wydaniu Jarosława i jego ekipy. Dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007 ukazały poziom i zaangażowanie tej partii w życie społeczne i ekonomiczne Polski. Ekipa Jarka, oczywiście za jego przyzwoleniem, ingerowała w każdą dziedziną życia, pozostawiając za sobą absoluty nieład. Dodając to tego mieli zamiar budować IV Rzeczpospolitą na dość niezrozumiałych i chwiejnych podstawa. Na szczęście założenia, jakie przyjęli, nie spełniły się. Jednak da się zauważ, iż nadal ślepe dążenie do władzy bezkrytycznie akceptuje część polskiego społeczeństwa.
Wiadomo, każdy ma swoje przekonania, ja powiem krótko dziękuję politykom dążącym do władzy poprzez wykorzystywanie śmierci innych ludzi. Niestety mam wrażenie, że za rok w trzecią rocznicę katastrofy, jeśli politycy oraz dziennikarze nie opamiętają się, to będziemy świadkami powrotu do intensywnych debat na temat smoleńskiej tragedii oraz ponownego inicjowania tak zwanego politycznego konfliktu, a także pomysłu na „lepsze państwo” wg Jarosława K.
***
Podsumowując zacytuję fragment Listu o tolerancji Johna Locka po prostu wydaje się rzeczą koszmarną, jeżeli ludziom w tak jasnym świetle mrok oczy przesłania.
***
Closterkeller w jakże sugestywnym utworze Władza.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Obozowi kapo
Wracamy do końca II Wojny Światowej i obozu w Gusen. Z korespondencji Brytyjczyka Johna Cartera (o nim wcześniej pisałem) kierowanej do podpułkownika M. W. Keach'a, dowódcy Gusen pod amerykańską jurysdykcją, można dowiedzieć się o więźniach internowanych w obozie Gusen, których dane zostały przekazane do kwatery głównej dowództwa 11 Dywizji Piechoty, jako recydywistów. Byli to owiani złą sławą obozowi kapo i nie tylko. Funkcja ta była pełniona przez więźniów w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Prawdopodobnie słowo kapo wywodzi się ze skrótu określenia Kameradenpolizei, czyli w policja koleżeńska, jakkolwiek mówiąc nie ma jednoznacznej etymologii tego słowa. Jedno jest pewne, iż kapo był więźniem pełniącym funkcje dozorcy innych więźniów. Na funkcje kapo wybierano często kryminalistów i sadystów. Kapo cieszył się wieloma przywilejami. Za pełnioną funkcję otrzymywał dodatkowe porcje żywności. Miał bardzo dużą władzę nad podległymi więźniami. Kapo praktycznie był bezkarny, bowiem za pobicie, odebranie jedzenia bądź zabicie więźnia nie groziły mu żadne kary.
***
Tak jak udało mi się ustalić pismo Cartera było z dnia 17 maja 1945 roku, czyli napisał on je kilka tygodni po wyzwoleniu obozów Mauthausen i Gusen. Carterowi udało się zebrać dane o 23 obozowych kapo i kierownikach obozu. Wszystkich postaci nie będę przedstawiał, sądzę, iż warto skupić się kilku osobach, które w pewien sposób oddają obraz terroru jaki panował we wspomnianych obozach koncentracyjnych. Dla kontrastu autor wspomnianej korespondencji opisał także osoby pełniące funkcje kapo, które nie wyrządzały tak okrutnych krzywd jak inni.
***
Ludwig Schlammer był recydywistą, przed wybuchem wojny został skazany przez niemiecki wymiar sprawiedliwości na wieloletnią karę więzienia. Był on jednym z najbardziej okrutnych kapo w obozie, odpowiedzialny za śmierć wielu osób. Gusen opuścił w 1943 roku, został przeniesiony do innego obozu. Tak właściwie to ślad po nim zaginął. W liście Cartera ktoś dopisał długopisem - "powinien zostać znaleziony".
***
Niejaki Walter Junge był kapo od budownictwa i murarstwa. Tak zwani "chronieni ludzie" pracowali w jego komando. Również jak poprzednik był niezwykle okrutny w traktowaniu ludzi, a także odpowiedzialny za śmierć dziesiątek osób. Na początku 1945 roku przed końcem wojny został przymusowo zaciągnięty do Volkssturmu. Jego oddział został zdemobilizowany i zdążył on opuścić obóz przed dotarciem wojsk amerykańskich. Carter zaznaczył w swojej korespondencji, iż należy go odnaleźć.
***
Nieznany z imienia Matucha, kapo nadzorujący budowę obozu w 1940 roku był nie lepszy od wspomniany powyżej. Brutalny i niezwykle psychopatyczny osobnik, odpowiedzialny także za śmierć wielu więźniów. W 1941 roku przeszedł do obozu w Mauthausen. Zmarł w 1943 roku w dosyć okrutny sposób, zanim został zabity esesmani napuścili na niego psy. Prawdopodobnie został on zabity na zlecenie, z uwagi na fakt, iż był zbyt brutalny co niezbyt podobało się władzom obozu. Kierownik obozu w Mauthausen esesman Bachmeyer, również odpowiedzialny za śmierć wielu osób, osobiście umierającego od ran Matuchę wykończył.
***
Również nieznany z imienia Niemiec Wolf, był kapo przez kilka miesięcy, a następnie przez dłuższy czas był szefem jednego z bloków więziennych. Zasłynął z niezwykłej brutalności, został wybrany na nadzorowania nowego bloku więziennego w obozie Gusen II. Został zabity przez więźniów jak tylko wkroczyły wyzwalające obóz wojska amerykańskie.
***
Morren (lub Morrent), również był odpowiedzialny za śmierć wielu osób. W 1943 roku wysłano go do innego obozu, prawdopodobnie do Wiednia, mogły to być również Neustadt lub Neudorf. Z informacji uzyskanej od świadka, Polaka niejakiego Józef W. (pełne nazwisko nie zostało ujawnione w korespondencji) wynika, że podczas ucieczki z obozu Morren został schwytany przez esesmanów i rozstrzelany.
***
Byli również kapo tacy jak Niemiec Gercken, który był szef bloku więziennego oraz tak zwanym lager kontrolle, na początku dosyć szorstki w stosunku do więźniów, jednak pomagał uwięzionym. Wiele osób potwierdziło fakt, iż nie zamierzał uciec przed wojskami amerykańskimi, jak i też więźniowie oszczędzili podczas samosądów. Gercken opuścił obóz podczas nadzoru wojsk amerykańskich. Prawdopodobnie przed wybuchem wojny spędził około dwadzieścia lat w niemieckim więzieniu.
***
Karl Horcika (lub Horcićka) obozowy Kapo – od sprzątających oraz cieśli. Odpowiedzialny za śmierć wielu osób. Był przesadnie okrutny. Opuścił obóz z oddziałem Volkssturmu, trzy tygodnie przed nadejściem wojsk amerykańskich. Carter w tym przypadku zaznaczył, iż niezwykle ważne było schwytanie jego i osądzenie.
Jak udało mi się ustalić Karl Horcicka, został schwytany przez Aliantów i osądzony 10 października 1947 roku w jednym z procesów załogi Mauthausen-Gusen przed Amerykańskim Trybunałem w Dachau, za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości popełnione w czasie II wojny światowej na obywatelach narodów alianckich (Stany Zjednoczone przeciwko Karl Horcicka i inni, zbrodnie popełnione w okresie od 1 stycznia 1942 do 5 maja 1945 roku).
***
Kolejny przypadek to Johann van Lösen, przez długi czas był obozowym kapo, prawdopodobnie był odpowiedzialny za śmierć kilkuset więźniów, więcej niż wyżej wymienieni Kapo razem. Specjalnością jego było mordowanie więźniów, poprzez topienie swoich ofiar nawet w wiadrze wody. Dzięki swojej brutalności został wybrany na lidera nowego obozu Gusen II. Na jednym z forów internetowych udało mi się ustalić, iż w nocy z 21 na 22 kwietnia 1945 roku w Gusen II van Lösen wraz z więźniami Zygmuntem Zapartem i Feliksem Jakubowskim zamordowali łomem i siekierą około 600 chorych i słabych więźniów. Uciekł on dzień przed przybyciem wojsk amerykańskich. Carter i w jego przypadku wskazał, iż niezwykle istotne byłoby schwytanie tego człowieka.
***
Wugenig Richard – przez okres około 5 lat był na stanowisku Ober Kapo kamieniołomów w Gusen. Stanowisko to otrzymał dzięki swojej bezwzględności i okrucieństwu w stosunku do więźniów. Był on odpowiedzialny za śmierć wielu ludzi. Krótko przed przybyciem aliantów uciekł z obozu, został jednak schwytany i zabity przez więźniów tego obozu.
***
Kolejny zbrodniarz Lipinski był kapo przy kamieniołomach, następnie Ober Kapo przy budowie linii kolejowej z Gusen do St. Georgen. Również bezwzględny, jak wyżej wymieniani, odpowiedzialny za śmierć wielu więźniów. W 1943 roku przeniesiony do innego obozu. Nie wiadomo jakie były jego dalsze losy.
***
Następny kapo wymiony przez Cartera - niejaki Kern, był szefem stolarni, w której budowane były cele więzienne. Dla świadka Józefa W. Kern nie był źródłem do narzekań. Carter również potwierdza ten fakt, nadmienia, że był on bardzo porządnym Niemcem i nie uciekał się do złego traktowania więźniów.
***
Hermann Amelung, jeden z najgorszych osobników.Carter nie chcąc pewnie się powtarzać zaznaczył jedynie, iż zabił on wielu ludzi. Podczas oswobodzenia obozu, został stracony przez więźniów, również okrutnie jak on ich traktował.
***
Niemiec Bruno Weidemann o pseudonimie Meta, przez krótki czas był kapo w krematorium. Był niezwykle okrutnym człowiekiem, przyczynił się do śmierci wielu więźniów. Przez władze obozu został on specjalnie wyselekcjonowany do pracy w drugim obozie – Gusen II, w krótkim czasie zginęło tam sporo ludzi. Cechą charakterystyczną owego Mety było to, że był wytatuowany od stóp do głów. Widziano go jeszcze w czasie wyzwolenia obozu, od tamtej chwili jednak zniknął. Nie wiadomo czy udało mu się uciec czy też został on stracony przez więźniów.
***
Emil Sommer, przez wiele lat kapo w obozowym szpitalu. Uczynił wiele dobrego w obozowym szpitalu, pomagając więźniom, kiedy tylko było to możliwe. Jest pewne, że nikt nic nie miał w stosunku do niego do zarzucenia. Co ciekawe Carter skomentował, że dobrze z nim się znał i szanował, jednak nie pałali sympatią do siebie, ponieważ Sommer był Brytyjczykiem, który popierał idee socjalizmu... a sam Carter nie.
***
Heinrich Roth przez krótki czas był szpitalnym kapo, znany był z zabijania więźniów poprzez wstrzykiwanie trucizny w żyły więźniów. Zmarł w 1941 roku, nie podano przyczyny śmierci, prawdopodobnie mógł umrzeć od zastrzyku w ramach zemsty, jednak nikt nie potwierdził tego.
***
Helmut Becker pochodził z Hamburga trafił do Gusen z Mauthausen, głównego obozu. Przez krótki czas, w 1941 roku, był kierownikiem obozu. Bardzo okrutny, odpowiedzialny za śmierć wielu więźniów. Został skazany na śmierć za kradzież złota oraz innych wartościowych przedmiotów. Został on zlikwidowany przez SS w 1943 roku.
***
Karl Rohrbachener (Rohrbacher), w 1941 roku został wysłany z Mauthausen do Gusen, po śmierci poprzednika Beckera, pełnił przez krótki okres obowiązki kierownika obozu. Nikt w tym czasie nie narzekał bądź cierpiał z jego powodu, traktował on ludzi dosyć dobrze. Przyczynił się do zmniejszenia kar, jakie dotykały więźniów każdego dnia. W maju 1945 roku był jeszcze w Mauthausen, co wynikało z uzyskanych informacji, reprezentował więźniów wspierających nowe ówczesne austriackie władze.
***
Carter na zakończenie swojej korespondencji zaznaczył, iż materiał został zebrany dzięki Panu Józefowi W., więźniowi polskiej narodowości, który był aresztowany 11 kwietnia 1940 roku i wysłany do obozu Sachsen-Hausen (od 3 maja 1940 do 4 czerwca 1940), a następnie zesłany do Gusen. Numer obozowy 49630.
***
Nie chcę jeszcze puentować tego tematu ponieważ będę nie raz wracał do historii Gusen i Mauthausen, ale warto spojrzeć na ten temat również z socjologicznego punktu widzenia i przeanalizować sposób funkcjonowania obozów koncentracyjnych wewnątrz, tj. stosunki (nazwijmy je jeszcze) społeczne. Jak układała się hierarchia wewnątrz obozu dobrze opisuje jedna z książek Stanisława Grzesiuka Pięć lat kacetu.
***
Tak dla zadumy i refleksji to zachęcam do posłuchania Pink Floyd i jakże pięknego utworu High Hopes.
Brama wjazdowa do obozu w Gusen
(źródło: http://www.documentingreality.com/forum/f181/wwii-holocaust-mauthausen-gusen-camp-17088/index2.html)
***
Tak jak udało mi się ustalić pismo Cartera było z dnia 17 maja 1945 roku, czyli napisał on je kilka tygodni po wyzwoleniu obozów Mauthausen i Gusen. Carterowi udało się zebrać dane o 23 obozowych kapo i kierownikach obozu. Wszystkich postaci nie będę przedstawiał, sądzę, iż warto skupić się kilku osobach, które w pewien sposób oddają obraz terroru jaki panował we wspomnianych obozach koncentracyjnych. Dla kontrastu autor wspomnianej korespondencji opisał także osoby pełniące funkcje kapo, które nie wyrządzały tak okrutnych krzywd jak inni.
Kapo wykonujący karę na więźniu
(źródło: http://www.documentingreality.com/forum/f181/wwii-holocaust-mauthausen-gusen-camp-17088/index2.html)
***
Ludwig Schlammer był recydywistą, przed wybuchem wojny został skazany przez niemiecki wymiar sprawiedliwości na wieloletnią karę więzienia. Był on jednym z najbardziej okrutnych kapo w obozie, odpowiedzialny za śmierć wielu osób. Gusen opuścił w 1943 roku, został przeniesiony do innego obozu. Tak właściwie to ślad po nim zaginął. W liście Cartera ktoś dopisał długopisem - "powinien zostać znaleziony".
***
Niejaki Walter Junge był kapo od budownictwa i murarstwa. Tak zwani "chronieni ludzie" pracowali w jego komando. Również jak poprzednik był niezwykle okrutny w traktowaniu ludzi, a także odpowiedzialny za śmierć dziesiątek osób. Na początku 1945 roku przed końcem wojny został przymusowo zaciągnięty do Volkssturmu. Jego oddział został zdemobilizowany i zdążył on opuścić obóz przed dotarciem wojsk amerykańskich. Carter zaznaczył w swojej korespondencji, iż należy go odnaleźć.
***
Nieznany z imienia Matucha, kapo nadzorujący budowę obozu w 1940 roku był nie lepszy od wspomniany powyżej. Brutalny i niezwykle psychopatyczny osobnik, odpowiedzialny także za śmierć wielu więźniów. W 1941 roku przeszedł do obozu w Mauthausen. Zmarł w 1943 roku w dosyć okrutny sposób, zanim został zabity esesmani napuścili na niego psy. Prawdopodobnie został on zabity na zlecenie, z uwagi na fakt, iż był zbyt brutalny co niezbyt podobało się władzom obozu. Kierownik obozu w Mauthausen esesman Bachmeyer, również odpowiedzialny za śmierć wielu osób, osobiście umierającego od ran Matuchę wykończył.
***
Również nieznany z imienia Niemiec Wolf, był kapo przez kilka miesięcy, a następnie przez dłuższy czas był szefem jednego z bloków więziennych. Zasłynął z niezwykłej brutalności, został wybrany na nadzorowania nowego bloku więziennego w obozie Gusen II. Został zabity przez więźniów jak tylko wkroczyły wyzwalające obóz wojska amerykańskie.
***
Morren (lub Morrent), również był odpowiedzialny za śmierć wielu osób. W 1943 roku wysłano go do innego obozu, prawdopodobnie do Wiednia, mogły to być również Neustadt lub Neudorf. Z informacji uzyskanej od świadka, Polaka niejakiego Józef W. (pełne nazwisko nie zostało ujawnione w korespondencji) wynika, że podczas ucieczki z obozu Morren został schwytany przez esesmanów i rozstrzelany.
***
Byli również kapo tacy jak Niemiec Gercken, który był szef bloku więziennego oraz tak zwanym lager kontrolle, na początku dosyć szorstki w stosunku do więźniów, jednak pomagał uwięzionym. Wiele osób potwierdziło fakt, iż nie zamierzał uciec przed wojskami amerykańskimi, jak i też więźniowie oszczędzili podczas samosądów. Gercken opuścił obóz podczas nadzoru wojsk amerykańskich. Prawdopodobnie przed wybuchem wojny spędził około dwadzieścia lat w niemieckim więzieniu.
***
Karl Horcika (lub Horcićka) obozowy Kapo – od sprzątających oraz cieśli. Odpowiedzialny za śmierć wielu osób. Był przesadnie okrutny. Opuścił obóz z oddziałem Volkssturmu, trzy tygodnie przed nadejściem wojsk amerykańskich. Carter w tym przypadku zaznaczył, iż niezwykle ważne było schwytanie jego i osądzenie.
Jak udało mi się ustalić Karl Horcicka, został schwytany przez Aliantów i osądzony 10 października 1947 roku w jednym z procesów załogi Mauthausen-Gusen przed Amerykańskim Trybunałem w Dachau, za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości popełnione w czasie II wojny światowej na obywatelach narodów alianckich (Stany Zjednoczone przeciwko Karl Horcicka i inni, zbrodnie popełnione w okresie od 1 stycznia 1942 do 5 maja 1945 roku).
***
Kolejny przypadek to Johann van Lösen, przez długi czas był obozowym kapo, prawdopodobnie był odpowiedzialny za śmierć kilkuset więźniów, więcej niż wyżej wymienieni Kapo razem. Specjalnością jego było mordowanie więźniów, poprzez topienie swoich ofiar nawet w wiadrze wody. Dzięki swojej brutalności został wybrany na lidera nowego obozu Gusen II. Na jednym z forów internetowych udało mi się ustalić, iż w nocy z 21 na 22 kwietnia 1945 roku w Gusen II van Lösen wraz z więźniami Zygmuntem Zapartem i Feliksem Jakubowskim zamordowali łomem i siekierą około 600 chorych i słabych więźniów. Uciekł on dzień przed przybyciem wojsk amerykańskich. Carter i w jego przypadku wskazał, iż niezwykle istotne byłoby schwytanie tego człowieka.
***
Wugenig Richard – przez okres około 5 lat był na stanowisku Ober Kapo kamieniołomów w Gusen. Stanowisko to otrzymał dzięki swojej bezwzględności i okrucieństwu w stosunku do więźniów. Był on odpowiedzialny za śmierć wielu ludzi. Krótko przed przybyciem aliantów uciekł z obozu, został jednak schwytany i zabity przez więźniów tego obozu.
***
Kolejny zbrodniarz Lipinski był kapo przy kamieniołomach, następnie Ober Kapo przy budowie linii kolejowej z Gusen do St. Georgen. Również bezwzględny, jak wyżej wymieniani, odpowiedzialny za śmierć wielu więźniów. W 1943 roku przeniesiony do innego obozu. Nie wiadomo jakie były jego dalsze losy.
***
Następny kapo wymiony przez Cartera - niejaki Kern, był szefem stolarni, w której budowane były cele więzienne. Dla świadka Józefa W. Kern nie był źródłem do narzekań. Carter również potwierdza ten fakt, nadmienia, że był on bardzo porządnym Niemcem i nie uciekał się do złego traktowania więźniów.
***
Hermann Amelung, jeden z najgorszych osobników.Carter nie chcąc pewnie się powtarzać zaznaczył jedynie, iż zabił on wielu ludzi. Podczas oswobodzenia obozu, został stracony przez więźniów, również okrutnie jak on ich traktował.
***
Kamieniołomy w Gusen
(źródło: http://www.documentingreality.com/forum/f181/wwii-holocaust-mauthausen-gusen-camp-17088/index2.html)
Niemiec Bruno Weidemann o pseudonimie Meta, przez krótki czas był kapo w krematorium. Był niezwykle okrutnym człowiekiem, przyczynił się do śmierci wielu więźniów. Przez władze obozu został on specjalnie wyselekcjonowany do pracy w drugim obozie – Gusen II, w krótkim czasie zginęło tam sporo ludzi. Cechą charakterystyczną owego Mety było to, że był wytatuowany od stóp do głów. Widziano go jeszcze w czasie wyzwolenia obozu, od tamtej chwili jednak zniknął. Nie wiadomo czy udało mu się uciec czy też został on stracony przez więźniów.
***
Emil Sommer, przez wiele lat kapo w obozowym szpitalu. Uczynił wiele dobrego w obozowym szpitalu, pomagając więźniom, kiedy tylko było to możliwe. Jest pewne, że nikt nic nie miał w stosunku do niego do zarzucenia. Co ciekawe Carter skomentował, że dobrze z nim się znał i szanował, jednak nie pałali sympatią do siebie, ponieważ Sommer był Brytyjczykiem, który popierał idee socjalizmu... a sam Carter nie.
***
Heinrich Roth przez krótki czas był szpitalnym kapo, znany był z zabijania więźniów poprzez wstrzykiwanie trucizny w żyły więźniów. Zmarł w 1941 roku, nie podano przyczyny śmierci, prawdopodobnie mógł umrzeć od zastrzyku w ramach zemsty, jednak nikt nie potwierdził tego.
***
Helmut Becker pochodził z Hamburga trafił do Gusen z Mauthausen, głównego obozu. Przez krótki czas, w 1941 roku, był kierownikiem obozu. Bardzo okrutny, odpowiedzialny za śmierć wielu więźniów. Został skazany na śmierć za kradzież złota oraz innych wartościowych przedmiotów. Został on zlikwidowany przez SS w 1943 roku.
***
Karl Rohrbachener (Rohrbacher), w 1941 roku został wysłany z Mauthausen do Gusen, po śmierci poprzednika Beckera, pełnił przez krótki okres obowiązki kierownika obozu. Nikt w tym czasie nie narzekał bądź cierpiał z jego powodu, traktował on ludzi dosyć dobrze. Przyczynił się do zmniejszenia kar, jakie dotykały więźniów każdego dnia. W maju 1945 roku był jeszcze w Mauthausen, co wynikało z uzyskanych informacji, reprezentował więźniów wspierających nowe ówczesne austriackie władze.
***
Carter na zakończenie swojej korespondencji zaznaczył, iż materiał został zebrany dzięki Panu Józefowi W., więźniowi polskiej narodowości, który był aresztowany 11 kwietnia 1940 roku i wysłany do obozu Sachsen-Hausen (od 3 maja 1940 do 4 czerwca 1940), a następnie zesłany do Gusen. Numer obozowy 49630.
Schwytani kapo po wyzwoleniu obozu w Gusen przez amerykańską armię
(źródło: http://www.documentingreality.com/forum/f181/wwii-holocaust-mauthausen-gusen-camp-17088/index2.html)
***
Nie chcę jeszcze puentować tego tematu ponieważ będę nie raz wracał do historii Gusen i Mauthausen, ale warto spojrzeć na ten temat również z socjologicznego punktu widzenia i przeanalizować sposób funkcjonowania obozów koncentracyjnych wewnątrz, tj. stosunki (nazwijmy je jeszcze) społeczne. Jak układała się hierarchia wewnątrz obozu dobrze opisuje jedna z książek Stanisława Grzesiuka Pięć lat kacetu.
***
Tak dla zadumy i refleksji to zachęcam do posłuchania Pink Floyd i jakże pięknego utworu High Hopes.
środa, 11 kwietnia 2012
Była sobie kolej…
W poniedziałek wielkanocny zapuściliśmy się do Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku w Myślęcinku. Wśród budzącej się do życia natury niestety rdzewieje już zapomniana atrakcja turystyczna – Myślęcińska Kolej Parkowa.
***
Ponad pół roku temu spaliła się cała lokomotywownia wraz ze znajdującymi się w niej dwoma lokomotywami i częścią wagonów. Od tego czasu ruch na linii został wstrzymany, a 29 września 2011 roku podjęto decyzję o jej likwidacji. Jestem zdziwiony, że zdecydowano się na takie rozwiązanie, sądzę, że szansa na reaktywację tej kolejki byłaby możliwa przy przychylności władz miasta Bydgoszczy, a także grupie ewentualnych sponsorów i pasjonatów kolei wąskotorowej. Co ciekawe w Polsce zbudowano 1090 lokomotyw typu WLs50, w tym te dwie z Myślęcinka...
***
Żeby było do rytmu to polecam Kraftwerk i jak najbardziej w temacie utwór Trans Europa Express z 1977 roku.
***
Ponad pół roku temu spaliła się cała lokomotywownia wraz ze znajdującymi się w niej dwoma lokomotywami i częścią wagonów. Od tego czasu ruch na linii został wstrzymany, a 29 września 2011 roku podjęto decyzję o jej likwidacji. Jestem zdziwiony, że zdecydowano się na takie rozwiązanie, sądzę, że szansa na reaktywację tej kolejki byłaby możliwa przy przychylności władz miasta Bydgoszczy, a także grupie ewentualnych sponsorów i pasjonatów kolei wąskotorowej. Co ciekawe w Polsce zbudowano 1090 lokomotyw typu WLs50, w tym te dwie z Myślęcinka...
***
Żeby było do rytmu to polecam Kraftwerk i jak najbardziej w temacie utwór Trans Europa Express z 1977 roku.
sobota, 7 kwietnia 2012
Jak tu nie myśleć politycznie?
Sprawa emerytur i dłuższej pracy, a także zamieszanie wokół ACTA, nie wspominając o reszcie, w jakiś sposób pobudziła niemrawe polskie społeczeństwo. Efektem troski rządu o lepsze życie obywatela tego kraju miała być debata nad codzienną egzystencją przeciętnego Kowalskiego. Niestety społeczeństwo zostało na lodzie... jak zwykle. Temat co Kowalski ma wrzucić do garnka, jak opłacić rachunki oraz wychować dziecko został odłożony i zastąpiony "ciekawszymi". Dyskusja prowadzona przez "elity polityczne", które nie potrafią przedstawić jakiegokolwiek konstruktywnego rozwiązania, przeskoczyła na inne tory. Nie wspominając o tym, iż owa "elita" jawnie i w perfidny sposób dusi jakąkolwiek inicjatywę oddolną. Po wszystkich tych aferach, sądziłem, że dojdzie do większego otwarcia ze strony rządu i opozycji w kierunku społeczeństwa. Zamiast chęci rozmowy i zaproszenia do niej, postawiono mur. Fasadą tego muru są politycy od lewej do prawej strony oraz - nie wiadomo co (kogo) reprezentujące - związki zawodowe żyjące legendą lat osiemdziesiątych XX wieku. Zamiast konkretnych rozwiązań ze strony opozycji i nieszczęsnych związków zawodowych to można tylko usłyszeć populizm oraz demagogię. Czasami, jak słyszę pewne argumentacje, to czuję się jakbym żył w średniowieczu. Zarówno w przypadku ACTA oraz przyszłych emerytur, jak zwykle, nie ma gwarancji, czy zaproponowane rozwiązania mają sens i przełożenie na rzeczywistość ekonomiczną i społeczną. Według mnie w sprawie emerytur Donald Tusk i Waldemar Pawlak bali się szerszego dialogu i uratowali swoje stanowiska i wpływy, a reszta to rzecz wtórna. Wracając jeszcze do umowy ACTA to na początku kwietnia Komisja Europejska wysłała tę umowę do Trybunału Sprawiedliwości UE, żeby wyjaśnił związane z nią obawy. To jest efekt protestów setek tysięcy ludzi w Europie... zamiast odrzucić umowę to teraz politycy i urzędnicy będą udowadniać merytorycznie bełkot korporacyjnych hien. Komisarz ds. handlu Karel De Gucht wezwał Parlament Europejski, by z głosowaniem nad kontrowersyjnym porozumieniem poczekał na ocenę Trybunału. Wydanie opinii może zająć co najmniej rok. Czyli następna sprawa, która nie wiadomo jak się skończy...
Efektem tego wszystkiego jest to, że "elity" się dogadały a reszta jak zwykle ma figę z makiem. Jakkolwiek mówiąc Machiavelli zdobył sławę wiodąc, iż rządy nie powinny podlegać tym samym ograniczeniom moralnym co jednostki. Niestety jest to ciągle aktualne, rządzący żeby utrzymać władzę muszą prawo moralne łamać... jednak warto czasami pomyśleć dlaczego została podjęta taka decyzja a nie inna.
***
Nieco pesymistycznie ale winę zrzucam na pogodę. Tym razem Myslovitz i utwór Sprzedawcy marzeń...
***
A tak w ogóle to owcy, kozy czy baranka, prezentu od zająca z samego ranka, święconki jadalnej, pisanki nie banalnej, dyngusa bardzo mokrego i czasu radosnego.
Efektem tego wszystkiego jest to, że "elity" się dogadały a reszta jak zwykle ma figę z makiem. Jakkolwiek mówiąc Machiavelli zdobył sławę wiodąc, iż rządy nie powinny podlegać tym samym ograniczeniom moralnym co jednostki. Niestety jest to ciągle aktualne, rządzący żeby utrzymać władzę muszą prawo moralne łamać... jednak warto czasami pomyśleć dlaczego została podjęta taka decyzja a nie inna.
***
Nieco pesymistycznie ale winę zrzucam na pogodę. Tym razem Myslovitz i utwór Sprzedawcy marzeń...
***
A tak w ogóle to owcy, kozy czy baranka, prezentu od zająca z samego ranka, święconki jadalnej, pisanki nie banalnej, dyngusa bardzo mokrego i czasu radosnego.
wtorek, 3 kwietnia 2012
Music non stop
Koniec marca... początek kwietnia, miały być inne plany, a tu pada śnieg, grad, deszcz i inne cuda z nieba. Jakkolwiek mówiąc człowiek jest zmuszony do siedzenia w domu, no bo gdzie tu się ruszyć... Na szczęście w taniej książce zaopatrzyłem się w kilka książek, a także, co najważniejsze zrobiłem porządek (częściowy) na półkach z płytami. Muszę przyznać, że ma to swoje dobre strony, bowiem udało mi się dzisiaj znaleźć nieco zapomniany przeze mnie film dokumentalny na DVD zatytułowany Rattle and Hum, który opowiada o irlandzkiej grupie U2. Dokument ten jest z 1988 roku i powstał on krótko po tym jak U2 nagrało niezwykle ważny album The Joshua Tree. Z perspektywy czasu album ten zakończył pewien etap rozwoju tej grupy. Nikt wtedy jeszcze nie spodziewał się, że kilka lat później powstanie zupełnie odmienny stylistycznie album Achtung Baby na nowo definiujący brzmienie irlandzkiej grupy. Ale to inna historia, o której jeszcze napiszę, bo jest niewątpliwie o czym...
***
Rattle and Hum, czyli po polsku Szczęk i warkot (tak prawdopodobnie, o ile pamiętam, przetłumaczył ten tytuł Wojciech Mann) dokumentuje trasę koncertową U2 po Stanach Zjednoczonych, promującą wspomniany wcześniej album The Joshua Tree. Jest to niezwykła opowieść, która niewątpliwie odbiega od pewnych standardów, jakie obowiązują w dokumentalnych filmach muzycznych. Oprócz bogatej i na swój sposób różnorodnej warstwy muzycznej mamy również okazję poznać Amerykę lat osiemdziesiątych XX wieku. Odkrywamy na nowo dlaczego ćwierć wieku temu Ameryka zafascynowała chłopaków z U2. Dodam iż nie ma mowy o American Dream, lecz o miejscu będącym zlepkiem różnych kultur i odmiennych idei. Tak więc nie tylko wywiady i koncerty, ale co ważne inne spojrzenie na społeczeństwo amerykańskie i jego kontakty z kulturą, zarówno tą masową, jak i lokalną, w pewnym sensie folklorem. Mamy również okazję poznać korzenie muzyki bluesowej i rockowej zbliżające do siebie Irlandczyków i Amerykanów. O swoich irlandzkich korzeniach kulturowych i muzycznych nie zapominają również chłopacy z U2, czyli Bono, The Edge, Adam Clayton i Larry Mullen Jr. Jesteśmy świadkami zbliżenia dwóch kultur w sposób niezwykle naturalny bez jakiegokolwiek patosu. Po prosu słowa, obraz i dźwięk. Bez przesadnego upolitycznienia opowiadają o ówczesnych problemach Irlandii Północnej, a także o podłożu wrogości między Anglikami i Irlandczykami, spotęgowanej różnicami religijnymi. Wracają do czasów klęski głodu ziemniaczanego jaki dotknął Irlandię i spowodowanej nim wielkiej emigracji do Ameryki w latach 1845 - 1850. Przy tych historiach, eksplorując amerykańską muzykę, przypominają, czy też na nowo definiują, czym jest Ameryka i jacy są Amerykanie. Wspaniałym hołdem jaki oddaje U2 muzyce bluesowej jest zagrany wspólnie z B.B. Kingiem utwór When Love Comes to Town. Świetna poruszająca muzyka, która na swój sposób jest nieśmiertelna. Kolejny utwór o którym warto wspomnieć w tej chwili to I Still Haven't Found What I'm Looking For wykonany w stylistyce muzyki gospel, kolejny ukłon oddany wielokulturowej Ameryce przez U2. Słuchając tego utworu i nie tylko tego daje się odczuć, że dzięki fascynacji Ameryką zespół dokonał pewnego transferu kulturowego nie traBelfast, cąc przy tym tożsamości. Sądzę, iż jest to wspaniały znak czasu, bowiem pomimo niezwykłego komercyjnego sukcesu jaki odniósł wtedy album The Joshua Tree, chłopaki z Irlandii nie poddali się owej komercji. Z innej strony Bono i jego grupa w utworze Bullet the Blue Sky widzą Amerykę w innych barwach, krytykują ją za udział w konfliktach zbrojnych. Do napisania tego utworu zainspirowała ich interwencja zbrojna Stanów Zjednoczonych w Salwadorze. Obraz Ameryki nie oślepił naszych bohaterów, obok zachwytu nad różnorodnością i wielokulturowością, pojawia się także krytyka elit politycznych rządzących wtedy Ameryką, a zwłaszcza rządami Ronalda Reagana. Jeszcze warto wspomnieć o Where the Streets Have No Name, gdzie Bono porusza problem wewnętrznych podziałów i hierarchizacji społeczeństwa w stolicy Irlandii Północnej, Belfaście. Dochód mieszkańca i jego status społeczny można było ocenić po nazwie ulicy, którą zamieszkiwał... czy to czegoś nie przypomina?
***
Reasumując, czasami warto odbyć taką podróż sentymentalną w przeszłość i bez zażenowania oddać się refleksji, a przy tym posłuchać dobrej muzyki... polecam.
***
***
Rattle and Hum, czyli po polsku Szczęk i warkot (tak prawdopodobnie, o ile pamiętam, przetłumaczył ten tytuł Wojciech Mann) dokumentuje trasę koncertową U2 po Stanach Zjednoczonych, promującą wspomniany wcześniej album The Joshua Tree. Jest to niezwykła opowieść, która niewątpliwie odbiega od pewnych standardów, jakie obowiązują w dokumentalnych filmach muzycznych. Oprócz bogatej i na swój sposób różnorodnej warstwy muzycznej mamy również okazję poznać Amerykę lat osiemdziesiątych XX wieku. Odkrywamy na nowo dlaczego ćwierć wieku temu Ameryka zafascynowała chłopaków z U2. Dodam iż nie ma mowy o American Dream, lecz o miejscu będącym zlepkiem różnych kultur i odmiennych idei. Tak więc nie tylko wywiady i koncerty, ale co ważne inne spojrzenie na społeczeństwo amerykańskie i jego kontakty z kulturą, zarówno tą masową, jak i lokalną, w pewnym sensie folklorem. Mamy również okazję poznać korzenie muzyki bluesowej i rockowej zbliżające do siebie Irlandczyków i Amerykanów. O swoich irlandzkich korzeniach kulturowych i muzycznych nie zapominają również chłopacy z U2, czyli Bono, The Edge, Adam Clayton i Larry Mullen Jr. Jesteśmy świadkami zbliżenia dwóch kultur w sposób niezwykle naturalny bez jakiegokolwiek patosu. Po prosu słowa, obraz i dźwięk. Bez przesadnego upolitycznienia opowiadają o ówczesnych problemach Irlandii Północnej, a także o podłożu wrogości między Anglikami i Irlandczykami, spotęgowanej różnicami religijnymi. Wracają do czasów klęski głodu ziemniaczanego jaki dotknął Irlandię i spowodowanej nim wielkiej emigracji do Ameryki w latach 1845 - 1850. Przy tych historiach, eksplorując amerykańską muzykę, przypominają, czy też na nowo definiują, czym jest Ameryka i jacy są Amerykanie. Wspaniałym hołdem jaki oddaje U2 muzyce bluesowej jest zagrany wspólnie z B.B. Kingiem utwór When Love Comes to Town. Świetna poruszająca muzyka, która na swój sposób jest nieśmiertelna. Kolejny utwór o którym warto wspomnieć w tej chwili to I Still Haven't Found What I'm Looking For wykonany w stylistyce muzyki gospel, kolejny ukłon oddany wielokulturowej Ameryce przez U2. Słuchając tego utworu i nie tylko tego daje się odczuć, że dzięki fascynacji Ameryką zespół dokonał pewnego transferu kulturowego nie traBelfast, cąc przy tym tożsamości. Sądzę, iż jest to wspaniały znak czasu, bowiem pomimo niezwykłego komercyjnego sukcesu jaki odniósł wtedy album The Joshua Tree, chłopaki z Irlandii nie poddali się owej komercji. Z innej strony Bono i jego grupa w utworze Bullet the Blue Sky widzą Amerykę w innych barwach, krytykują ją za udział w konfliktach zbrojnych. Do napisania tego utworu zainspirowała ich interwencja zbrojna Stanów Zjednoczonych w Salwadorze. Obraz Ameryki nie oślepił naszych bohaterów, obok zachwytu nad różnorodnością i wielokulturowością, pojawia się także krytyka elit politycznych rządzących wtedy Ameryką, a zwłaszcza rządami Ronalda Reagana. Jeszcze warto wspomnieć o Where the Streets Have No Name, gdzie Bono porusza problem wewnętrznych podziałów i hierarchizacji społeczeństwa w stolicy Irlandii Północnej, Belfaście. Dochód mieszkańca i jego status społeczny można było ocenić po nazwie ulicy, którą zamieszkiwał... czy to czegoś nie przypomina?
***
Reasumując, czasami warto odbyć taką podróż sentymentalną w przeszłość i bez zażenowania oddać się refleksji, a przy tym posłuchać dobrej muzyki... polecam.
***
niedziela, 25 marca 2012
Zapomniany bohater
Tym razem wracamy do czasów II wojny światowej i postaci niezwykłej postaci Johna Cartera, Brytyjczyka internowanego od kwietnia 1944 do maja 1945 w obozie koncentracyjnym w Gusen. Numer obozowy - 62082. Niewielu udało mi się ustalić co Carter robił przed II Wojną Światową, ale wiadomo, że urodził się we Francji, 18 listopada 1891 roku, jego rodzice pochodzili z Wielkiej Brytanii, miał podwójne obywatelstwo francuskie i brytyjskie. Związany był z brytyjskim rządem, a dokładnie z Ministerstwem Obrony, w którym był zarejestrowany jako agent wywiadu pod pseudonimem Jules. Ministerstwo przedzieliło go do służby oznaczonej jako Service 055 A. Niestety nie wiem jaki był to rodzaj służb, ale jedno jest pewne, iż był on tzw. agentem pracującym w terenie.
***
Carter był jednym z tych, któremu udało się przetrwać w nieludzkich warunkach, jakie panowały w Gusen, aż do chwili wyzwolenia tego obozu przez 3. Armię generał Pattona. Po zakończeniu wojny dzięki korespondencji nawiązanej przez niego z oficerem armii amerykańskiej - majorem Haroldem W. Sullivanem, można było się dowiedzieć, iż był on w posiadaniu informacji, które byłe istotne w dochodzeniu prowadzonym przez trybunał wojskowy w Mauthausen oraz Gusen. Następnie Carter wraz z innymi więźniami asystował podczas śledztwa podpułkownikowi Givensowi z 3. Armii Pattona. Korespondencja ta trafiła również do filii trybunału wojskowego armii Stanów Zjednoczonych w Wiesbaden. Jedno jest pewne była ona źródłem niezwykle ważnych informacji.
***
Jak Carter znalazł się w obozie koncentracyjnym? 7 stycznia 1944 roku dla Johna Cartera był dniem, który na pewno zapamiętał do końca życia. Tego dnia miał nadzorować plan ucieczki siedmiu amerykańskich lotników, którzy następnie mieli przedostać się do Hiszpanii. Trasy ucieczek były często zmieniane, z uwagi na fakt, iż często zdarzało się, że ktoś zdradzał, a także dla zmylenia Niemców. Tego feralnego dnai Carter został schwytany przez hitlerowców w francuskiej miejscowości Pamiers, niedaleko hiszpańskiej granicy. Aresztowanyo go pod zarzutem organizowania pomocy lotnikom wojsk alianckich, ukrywającym się na terenie Francji.
***
28 sierpnia 1945 roku major Harold W. Sullivan, wysłał list do Johna Cartera byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Gusen. Sullivan poprosił Cartera o napisanie wszystkiego co zapamiętał o obozie.
***
W korespondencji, kierowanej również do trybunału wojskowego w Wiesbaden, Carter krótko przedstawił postać doktora Antoniego Gościńskiego, jako osoby posiadającej obszerną wiedzę i stosowanych tam nazistowskich praktykach, które odbywały się w obozie w Gusen i Mauthausen. Carter zaznaczył, iż doktor Gościński pomimo dobrej znajomości języka angielskiego wymagał wsparcia i pomocy. Dzięki temu Carterowi udało się ponownie zpotkać z doktorem i pomóc jemu podczas przesłuchań. Ta pomoc umożliwiła łatwiej doktorowi opisać wiele zdarzeń z obozowego życia, które były niezwykle ważne w trakcie śledztwa a następnie sądu nad obozowymi oprawcami.
***
Carter był świadkiem wielu okropieństw, jakie miały miejsce w Gusen, takich jak brutalne kary i nieludzkie traktowanie więźniów. Wiedział, że może nie przeżyć następnego dnia, jednak starał się zebrać jak najwięcej informacji o miejscu w którym się znalazł. Od listopada 1944 do maja 1945 dziennie umierało blisko 100 osób. W obozie zawsze było około 22.000 więźniów. Wysoka śmiertelność spowodowana była przede wszystkim długimi godzinami pracy w kamieniołomach. Pobliskie fabryki Messerschmitta – montującej samoloty oraz Steyra – specjalizującej się w produkcji broni, były również nastawione na nieludzki wyzysk. Brak odpowiedniej odzieży ochronnej i niedożywienie zbierały swoje żniwo.
***
John Carter był świadkiem wielu zbrodni. Opisał on eksterminację dwóch grup ludzi, każdej liczącej jakieś 200 – 300 ofiar, gdzie użyto trującego gazu. Były to osoby, które naziści uznali za nie nadające się do dalszego leczenia oraz efektywnej pracy. W obozie Gusen, oznaczonym rzymską cyfrą II, który utworzono w 1944 roku, usytuowanym był jakieś 400 metrów od obozu pierwszego (Gusen I), wielu więźniów ginęło w ten sam bezsensowny sposób. Ludzi mordowano używając niezwykle sadystycznych metod, uderzając ich ciała, przy użyciu ciężkiego sprzętu. Tych zbrodni. co może niektórych zdziwić, nie dokonywali esesmani, oprawcami byli więzienni kapo, kryminaliści - głównie niemieccy, na usługach SS. Krzyki, płacze i wrzaski można było usłyszeć w całym obozie, również i poza nim, o czym dowiedział się później Carter od mieszkańca pobliskiej farmy. Dowody tych zbrodni, a raczej systematycznej rzezi, posiadały osoby z obozowego szpitala, tak zwanego Revieru. Jako świadków tych zbrodni Carter wymienia wspomnianego Antoniego Gościńskiego, a także Feliksa Kamińskiego, studentów medycyny Eugeniusza Pientę, Adama Anisa (Carter nie pamiętał dobrze tego nazwiska, o czym wspomniał w swoim raporcie), Zbigniewa Wlazłowskiego, Leona Zyndę oraz swojego przyjaciela Józefa Wierzchowskiego. Ważnym świadkiem był również niejaki Emil Sommer – były kapo Revieru. Sommer był Niemcem, który krótko przed końcem wojny został rekrutowany do jednostki Volksturmu. Opuścił obóz w maju 1945 roku na kilka dni przed przybyciem wojsk amerykańskich do Linzu. W połowie kwietnia 1945 roku został wezwany przez władze obozowe by przygotować i nadzorować eliminację ostatniej grupy więźniów, stosując do tego trujący gaz. Jak wynika z informacji zdobytych przez Cartera z całą pewnością Sommer nie chciał tego zrobić. Wiadomym było, że odmowa rozkazu oznaczała śmierć i w tym przypadku znalazłaby się inna osoba, która wykonałaby to zadanie. Inny przyjaciel Cartera, obozowy sekretarz Rakowski, Niemiec, był również wymieniany jako ważny świadek zbrodni i nieocenione źródło informacji.
***
Ważne materiały dowodowe Carter uzyskał też od więźnia Józefa Wierzchowskiego, kierownika obozu Guembika, sekretarza obozowego Schmeslenskiego oraz S. Comforta i Leona Friedlandera. Wszyscy wymienieni oraz Antoni Gościński asystowali podczas organizacji obozu po jego wyzwoleniu. Tak zwana stabilizacja trwała jakieś trzy tygodnie. Wspomniany Józef Wierzchowski był świadkiem wielu okrucieństw, między innymi opisał on przypadek człowieka, którego powieszono na szubienicy, następnie zabrano go do krematorium, po drodze okazało się, że więzień nadal żyje. Zabrano go na plac apelowy i ponownie powieszono. Kierownik obozu Franz Xaver Ziereis, esesman (o którym pisałem jakiś miesiąc temu), osobiście udał się do krematorium z ciałem nieszczęśnika. Po drodze śmiał się z zaistniałej sytuacji.
***
Carter był świadkiem zbrodni dokonanej na amerykańskich lotnikach, przez Ziereisa i kilku innych esesmanów. 25 Lipca 1944 roku około godziny 10.30 zaobserwowano 5 alianckich samolotów. Prawdopodobnie zestrzelono wszystkie maszyny. Oprócz załogi jednego z samolotów, wszyscy zginęli zanim dotknęli ziemi. Carterowi udało się ustalić, iż nie były to wojska powietrzno-desantowe, lecz zwiad. Z grupy zwiadowczej przeżył tylko jeden żołnierz. Ocalały z katastrofy został przetransportowany do obozowego szpitala. W tym czasie doktor Gościński i jego asystent Pienta starali się uratować, ciężko rannego, amerykańskiego lotnika. W czasie operacji, jaką przeprowadzał Gościński, Carter, chcąc dostać się Amerykanina, zaczął symulować atak wyrostka. Dzięki temu dostał się do Revieru. Chciał porozmawiać z lotnikiem, niestety następnego ranka Amerykanin zmarł. Carterowi udało się zdobyć nieśmiertelnik i zidentyfikować lotnika, był to Lynwood G. Harrell, numer identyfikacyjny: 13032979 T.42-43 A B. Po wyzwoleniu obozu Carter przekazał aliantom także listę 42 holenderskich lotników, którzy służyli w brytyjskim RAF-ie, schwytanych przez nazistów i rozstrzelanych w Mauthausen. Prawdopodobnie Holendrzy byli rozstrzelani we wrześniu 1944 roku. Dokładniejsze informacje posiadał obozowy tłumacz Odrobny. Po wyzwoleniu Carter razem z doktorem Gościńskim prosili go o pomoc w organizacji obozu. Bojąc się, że mogą utracić kontrolę nad byłymi więźniami, Carter razem z Antonim Gościńskim udali się do Linzu celem otrzymania ewentualnego wsparcia, bezpośrednio od wojsk sprzymierzonych. Niestety, z uwagi na przedłużający się pobyt w Linzu i trudności w dotarciu z powrotem do Gusen, rozprzestrzeniła się plotka, że oboje nie wracają, w panice uciekło wtedy około 12.000 osób. Plotka oczywiście nie była prawdą lecz dobrze sfabrykowanym kłamstwem. Komuś zależało na prowadzeniu ludzi w błąd. Prawdopodobnie któryś z obozowych kapo rozpowszechnił tą informację celem uniknięcia odpowiedzialności za dokonane zbrodnie. Niestety zdezorientowany Odrobny uciekł, był on świadkiem wielu zbrodni.
Krótko później Carter odkrył, iż w obozie panował strach, spowodowany kłopotami pomiędzy Polakami i ludźmi innej narodowości. Carter nie zdradził w swoim liście jakiej nacji byli ci inni, ale z kontekstu można wywnioskować, że byli to Rosjanie. Polacy dosyć często popadali z nimi w różnego rodzaju konflikty. W dalszej części listu Carter opisuje, że amerykańscy dowódcy uporali się z tymi problemami, dogadując się z przedstawicielami jednego z tych krajów – Polakami.
***
Przeglądając archiwalne materiały armii amerykańskiej, dotarłem do instrukcji wywiadu, których celem było „uwrażliwienie” zachodnich aliantów na Rosjan – czytaj Sowietów (wtedy). W jednym z dokumentów wyraźnie było zaznaczone, by oddzielić pewne narodowości od siebie, ponieważ mogą powstać konflikty o podłożu etnicznym i ideologicznym. Jedno jest pewne, o tym wszyscy wiedzieli, Polacy nie darzyli sympatią Sowietów, ani przed wojną, ani w trakcie, nie mówiąc po jej zakończeniu.
***
Mam nadzieję, że ten tekst przybliży wam cząstkę tego jak okrutny był czas wojny. Z drugiej strony, pomimo wspomnianego okrucieństwa, chcę zaznaczyć, iż zawsze jest tląca się nadzieja, wola przetrwania, a także co najważniejsze jest przyjaźń, która pomaga przeżyć.
***
Kolejnym razem postaram się przybliżyć inne postaci z obozu koncentracyjnego w Gusen.
***
Jeden z moich zakręconych profesorów, który wykładał politykę społeczną na zielonogórskiej uczelni powiedział, że człowiek z założenia powinien być sceptyczny i zbuntowany wobec tego co głoszą politycy - traktujący nas jako maszynki do głosowania. Żeby potwierdzić owe słowa zapraszam do posłuchania utworu The Bogus Man wykonanego przez Brendana Perrego, z albumu Ark (2010)... a ci którzy nie znają angielskiego to powiem, że Bogus Man to taki fałszywy gościu - w tym przypadku możemy przyjąć, iż jest to polityk...
***
Carter był jednym z tych, któremu udało się przetrwać w nieludzkich warunkach, jakie panowały w Gusen, aż do chwili wyzwolenia tego obozu przez 3. Armię generał Pattona. Po zakończeniu wojny dzięki korespondencji nawiązanej przez niego z oficerem armii amerykańskiej - majorem Haroldem W. Sullivanem, można było się dowiedzieć, iż był on w posiadaniu informacji, które byłe istotne w dochodzeniu prowadzonym przez trybunał wojskowy w Mauthausen oraz Gusen. Następnie Carter wraz z innymi więźniami asystował podczas śledztwa podpułkownikowi Givensowi z 3. Armii Pattona. Korespondencja ta trafiła również do filii trybunału wojskowego armii Stanów Zjednoczonych w Wiesbaden. Jedno jest pewne była ona źródłem niezwykle ważnych informacji.
***
Jak Carter znalazł się w obozie koncentracyjnym? 7 stycznia 1944 roku dla Johna Cartera był dniem, który na pewno zapamiętał do końca życia. Tego dnia miał nadzorować plan ucieczki siedmiu amerykańskich lotników, którzy następnie mieli przedostać się do Hiszpanii. Trasy ucieczek były często zmieniane, z uwagi na fakt, iż często zdarzało się, że ktoś zdradzał, a także dla zmylenia Niemców. Tego feralnego dnai Carter został schwytany przez hitlerowców w francuskiej miejscowości Pamiers, niedaleko hiszpańskiej granicy. Aresztowanyo go pod zarzutem organizowania pomocy lotnikom wojsk alianckich, ukrywającym się na terenie Francji.
***
28 sierpnia 1945 roku major Harold W. Sullivan, wysłał list do Johna Cartera byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Gusen. Sullivan poprosił Cartera o napisanie wszystkiego co zapamiętał o obozie.
***
W korespondencji, kierowanej również do trybunału wojskowego w Wiesbaden, Carter krótko przedstawił postać doktora Antoniego Gościńskiego, jako osoby posiadającej obszerną wiedzę i stosowanych tam nazistowskich praktykach, które odbywały się w obozie w Gusen i Mauthausen. Carter zaznaczył, iż doktor Gościński pomimo dobrej znajomości języka angielskiego wymagał wsparcia i pomocy. Dzięki temu Carterowi udało się ponownie zpotkać z doktorem i pomóc jemu podczas przesłuchań. Ta pomoc umożliwiła łatwiej doktorowi opisać wiele zdarzeń z obozowego życia, które były niezwykle ważne w trakcie śledztwa a następnie sądu nad obozowymi oprawcami.
***
Carter był świadkiem wielu okropieństw, jakie miały miejsce w Gusen, takich jak brutalne kary i nieludzkie traktowanie więźniów. Wiedział, że może nie przeżyć następnego dnia, jednak starał się zebrać jak najwięcej informacji o miejscu w którym się znalazł. Od listopada 1944 do maja 1945 dziennie umierało blisko 100 osób. W obozie zawsze było około 22.000 więźniów. Wysoka śmiertelność spowodowana była przede wszystkim długimi godzinami pracy w kamieniołomach. Pobliskie fabryki Messerschmitta – montującej samoloty oraz Steyra – specjalizującej się w produkcji broni, były również nastawione na nieludzki wyzysk. Brak odpowiedniej odzieży ochronnej i niedożywienie zbierały swoje żniwo.
***
John Carter był świadkiem wielu zbrodni. Opisał on eksterminację dwóch grup ludzi, każdej liczącej jakieś 200 – 300 ofiar, gdzie użyto trującego gazu. Były to osoby, które naziści uznali za nie nadające się do dalszego leczenia oraz efektywnej pracy. W obozie Gusen, oznaczonym rzymską cyfrą II, który utworzono w 1944 roku, usytuowanym był jakieś 400 metrów od obozu pierwszego (Gusen I), wielu więźniów ginęło w ten sam bezsensowny sposób. Ludzi mordowano używając niezwykle sadystycznych metod, uderzając ich ciała, przy użyciu ciężkiego sprzętu. Tych zbrodni. co może niektórych zdziwić, nie dokonywali esesmani, oprawcami byli więzienni kapo, kryminaliści - głównie niemieccy, na usługach SS. Krzyki, płacze i wrzaski można było usłyszeć w całym obozie, również i poza nim, o czym dowiedział się później Carter od mieszkańca pobliskiej farmy. Dowody tych zbrodni, a raczej systematycznej rzezi, posiadały osoby z obozowego szpitala, tak zwanego Revieru. Jako świadków tych zbrodni Carter wymienia wspomnianego Antoniego Gościńskiego, a także Feliksa Kamińskiego, studentów medycyny Eugeniusza Pientę, Adama Anisa (Carter nie pamiętał dobrze tego nazwiska, o czym wspomniał w swoim raporcie), Zbigniewa Wlazłowskiego, Leona Zyndę oraz swojego przyjaciela Józefa Wierzchowskiego. Ważnym świadkiem był również niejaki Emil Sommer – były kapo Revieru. Sommer był Niemcem, który krótko przed końcem wojny został rekrutowany do jednostki Volksturmu. Opuścił obóz w maju 1945 roku na kilka dni przed przybyciem wojsk amerykańskich do Linzu. W połowie kwietnia 1945 roku został wezwany przez władze obozowe by przygotować i nadzorować eliminację ostatniej grupy więźniów, stosując do tego trujący gaz. Jak wynika z informacji zdobytych przez Cartera z całą pewnością Sommer nie chciał tego zrobić. Wiadomym było, że odmowa rozkazu oznaczała śmierć i w tym przypadku znalazłaby się inna osoba, która wykonałaby to zadanie. Inny przyjaciel Cartera, obozowy sekretarz Rakowski, Niemiec, był również wymieniany jako ważny świadek zbrodni i nieocenione źródło informacji.
***
Ważne materiały dowodowe Carter uzyskał też od więźnia Józefa Wierzchowskiego, kierownika obozu Guembika, sekretarza obozowego Schmeslenskiego oraz S. Comforta i Leona Friedlandera. Wszyscy wymienieni oraz Antoni Gościński asystowali podczas organizacji obozu po jego wyzwoleniu. Tak zwana stabilizacja trwała jakieś trzy tygodnie. Wspomniany Józef Wierzchowski był świadkiem wielu okrucieństw, między innymi opisał on przypadek człowieka, którego powieszono na szubienicy, następnie zabrano go do krematorium, po drodze okazało się, że więzień nadal żyje. Zabrano go na plac apelowy i ponownie powieszono. Kierownik obozu Franz Xaver Ziereis, esesman (o którym pisałem jakiś miesiąc temu), osobiście udał się do krematorium z ciałem nieszczęśnika. Po drodze śmiał się z zaistniałej sytuacji.
***
Carter był świadkiem zbrodni dokonanej na amerykańskich lotnikach, przez Ziereisa i kilku innych esesmanów. 25 Lipca 1944 roku około godziny 10.30 zaobserwowano 5 alianckich samolotów. Prawdopodobnie zestrzelono wszystkie maszyny. Oprócz załogi jednego z samolotów, wszyscy zginęli zanim dotknęli ziemi. Carterowi udało się ustalić, iż nie były to wojska powietrzno-desantowe, lecz zwiad. Z grupy zwiadowczej przeżył tylko jeden żołnierz. Ocalały z katastrofy został przetransportowany do obozowego szpitala. W tym czasie doktor Gościński i jego asystent Pienta starali się uratować, ciężko rannego, amerykańskiego lotnika. W czasie operacji, jaką przeprowadzał Gościński, Carter, chcąc dostać się Amerykanina, zaczął symulować atak wyrostka. Dzięki temu dostał się do Revieru. Chciał porozmawiać z lotnikiem, niestety następnego ranka Amerykanin zmarł. Carterowi udało się zdobyć nieśmiertelnik i zidentyfikować lotnika, był to Lynwood G. Harrell, numer identyfikacyjny: 13032979 T.42-43 A B. Po wyzwoleniu obozu Carter przekazał aliantom także listę 42 holenderskich lotników, którzy służyli w brytyjskim RAF-ie, schwytanych przez nazistów i rozstrzelanych w Mauthausen. Prawdopodobnie Holendrzy byli rozstrzelani we wrześniu 1944 roku. Dokładniejsze informacje posiadał obozowy tłumacz Odrobny. Po wyzwoleniu Carter razem z doktorem Gościńskim prosili go o pomoc w organizacji obozu. Bojąc się, że mogą utracić kontrolę nad byłymi więźniami, Carter razem z Antonim Gościńskim udali się do Linzu celem otrzymania ewentualnego wsparcia, bezpośrednio od wojsk sprzymierzonych. Niestety, z uwagi na przedłużający się pobyt w Linzu i trudności w dotarciu z powrotem do Gusen, rozprzestrzeniła się plotka, że oboje nie wracają, w panice uciekło wtedy około 12.000 osób. Plotka oczywiście nie była prawdą lecz dobrze sfabrykowanym kłamstwem. Komuś zależało na prowadzeniu ludzi w błąd. Prawdopodobnie któryś z obozowych kapo rozpowszechnił tą informację celem uniknięcia odpowiedzialności za dokonane zbrodnie. Niestety zdezorientowany Odrobny uciekł, był on świadkiem wielu zbrodni.
Krótko później Carter odkrył, iż w obozie panował strach, spowodowany kłopotami pomiędzy Polakami i ludźmi innej narodowości. Carter nie zdradził w swoim liście jakiej nacji byli ci inni, ale z kontekstu można wywnioskować, że byli to Rosjanie. Polacy dosyć często popadali z nimi w różnego rodzaju konflikty. W dalszej części listu Carter opisuje, że amerykańscy dowódcy uporali się z tymi problemami, dogadując się z przedstawicielami jednego z tych krajów – Polakami.
***
Przeglądając archiwalne materiały armii amerykańskiej, dotarłem do instrukcji wywiadu, których celem było „uwrażliwienie” zachodnich aliantów na Rosjan – czytaj Sowietów (wtedy). W jednym z dokumentów wyraźnie było zaznaczone, by oddzielić pewne narodowości od siebie, ponieważ mogą powstać konflikty o podłożu etnicznym i ideologicznym. Jedno jest pewne, o tym wszyscy wiedzieli, Polacy nie darzyli sympatią Sowietów, ani przed wojną, ani w trakcie, nie mówiąc po jej zakończeniu.
***
Mam nadzieję, że ten tekst przybliży wam cząstkę tego jak okrutny był czas wojny. Z drugiej strony, pomimo wspomnianego okrucieństwa, chcę zaznaczyć, iż zawsze jest tląca się nadzieja, wola przetrwania, a także co najważniejsze jest przyjaźń, która pomaga przeżyć.
***
Kolejnym razem postaram się przybliżyć inne postaci z obozu koncentracyjnego w Gusen.
***
Jeden z moich zakręconych profesorów, który wykładał politykę społeczną na zielonogórskiej uczelni powiedział, że człowiek z założenia powinien być sceptyczny i zbuntowany wobec tego co głoszą politycy - traktujący nas jako maszynki do głosowania. Żeby potwierdzić owe słowa zapraszam do posłuchania utworu The Bogus Man wykonanego przez Brendana Perrego, z albumu Ark (2010)... a ci którzy nie znają angielskiego to powiem, że Bogus Man to taki fałszywy gościu - w tym przypadku możemy przyjąć, iż jest to polityk...
środa, 14 marca 2012
Music non stop
Tym razem udało mi się wygrzebać dwa albumy jednej dosyć znanej grupy, które z wręcz maniackim uporem słuchałem w latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia. Sądzę, że nie ma potrzeby nikomu przedstawiać brytyjskich doommetalowców z My Dying Bride. Ci którzy jeszcze nie znają tego zespołu lub nie pamiętają, a poszukują dobrych (i innych) brzmień, bez wątpienia polecam minialbum z 1991 roku Symphonaire Infernus et Spera Empyrium, który wyraźnie zdefiniował charakter tej grupy. Dodam, że płyta jest krótka ale dzięki temu przez około 20 minut można usłyszeć na własne uszy, czym doom metal jest. Następnym albumem tej grupy jest longplay Turn Loose the Swans z 1993 roku i mam jeszcze go co ciekawe na kasecie magnetofonowej. Muzyka z tej płyty, pomimo prawie dwudziestu lat od chwili jej wydania, nadal brzmi świeżo i intrygująco. Turn Loose the Swans brzmi o wiele lżej od pierwszych dokonań chłopaków z My Dying Bride. Longplay ten trzyma poziom i w pewien sposób wkręca słuchacza w swój specyficzny świat. Album ten stanowi jedną całość i należy go wysłuchać od początku do końca, inaczej się nie da. Jakkolwiek mówiąc płyta ta jest mroczna zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej, ale za to pięknie traktująca ludzkie sprawy takie jak ból, rozpacz czy smutek. Nie każdy musi grać wesoło... ale My Dying Bride potrafi zwrócić na siebie uwagę.
***
Nie tylko ciężkimi klimatami człowiek żyje. Lżejszymi też. Mam sentyment do soundtracków – czyli ścieżek dźwiękowych z filmów. Przy okazji obejrzenia jakiegoś filmu na dużym lub małym ekranie od razu poszukuje autora nagrań, jak i jego dokonań. W tym przypadku warto wspomnieć o nowojorczyku Cliffie Martinezie, który swoją karierę rozpoczął od gry na perkusji między innymi dla Captain Beefheart oraz Red Hot Chili Peppers. Zrezygnował z kariery rockmana na rzecz muzyki filmowej. Martinez wyróżnia się z ekipy hollywoodzkich twórców swoim specyficznym stylem. W jego muzyce nie ma patosu jak u Johna Williamsa czy też Hansa Zimmera, jest za to stonowany ambient i oniryczna atmosfera. Słuchając Cliffa Martineza można bez wątpienia poczuć przestrzeń i harmonię w jego utworach, a także zrelaksować się. Jest to minimalistyczna muzyka ale da się odczuć, iż Martinez wie jak wydobyć dźwięki z syntezatora, samplera bądź innego sprzętu grającego. Polecam.
***
Oczywiście odsyłam na You Tube, żeby usłyszeć muzykę Cliffa Martineza:
Where's the Deluxe Version - z filmu Drive z 2011 roku,
Wear Your Seatbelt - z filmu Solaris z 2002 roku,
... a co do brzmień Brytyjczyków z My Dying Bride to polecam utwór Sear Me MCMXCIII z płyty Turn Loose the Swans...
***
Nie tylko ciężkimi klimatami człowiek żyje. Lżejszymi też. Mam sentyment do soundtracków – czyli ścieżek dźwiękowych z filmów. Przy okazji obejrzenia jakiegoś filmu na dużym lub małym ekranie od razu poszukuje autora nagrań, jak i jego dokonań. W tym przypadku warto wspomnieć o nowojorczyku Cliffie Martinezie, który swoją karierę rozpoczął od gry na perkusji między innymi dla Captain Beefheart oraz Red Hot Chili Peppers. Zrezygnował z kariery rockmana na rzecz muzyki filmowej. Martinez wyróżnia się z ekipy hollywoodzkich twórców swoim specyficznym stylem. W jego muzyce nie ma patosu jak u Johna Williamsa czy też Hansa Zimmera, jest za to stonowany ambient i oniryczna atmosfera. Słuchając Cliffa Martineza można bez wątpienia poczuć przestrzeń i harmonię w jego utworach, a także zrelaksować się. Jest to minimalistyczna muzyka ale da się odczuć, iż Martinez wie jak wydobyć dźwięki z syntezatora, samplera bądź innego sprzętu grającego. Polecam.
***
Oczywiście odsyłam na You Tube, żeby usłyszeć muzykę Cliffa Martineza:
Where's the Deluxe Version - z filmu Drive z 2011 roku,
Wear Your Seatbelt - z filmu Solaris z 2002 roku,
... a co do brzmień Brytyjczyków z My Dying Bride to polecam utwór Sear Me MCMXCIII z płyty Turn Loose the Swans...
poniedziałek, 12 marca 2012
Kultura przetwarzana
Podczas rozmowy z jednym z moich przyjaciół doszedłem do wniosku, iż kultura w pewien sposób zdziadziała, to znaczy jest bez sensu. Co do tej zdziadziałej kultury to mam na myśli wszelkie jej objawy, począwszy od zachowanie się ludzi w miejscach publicznych i mniej publicznych, a skończywszy na wyższych formach, jak kto woli, to znaczy muzyce, filmie... i tak można wymieniać do upadłego.
***
Amerykański antropolog Greg Urban dosyć prowokująco wyraził się o dzisiejszej kulturze, mówiąc o niej jako o metakulturze nowości, czyli kulturze przetwarzania i wzbogacania, prowadzącej do deformowania już wytworzonych dzieł... przepraszam, jakich dzieł? Dzisiaj usłyszymy produktów. Irytujące jest kiedy wchodzę do banku słyszę, że oferują nowy produkt, a faktycznie jest to pożyczka. Podobnie jest z filmem, muzyką czy książką, nie wspominając o czymś takim jak - myślenie, to znaczy, że w dzisiejszych czasach istnieją produkty wyobraźni, bowiem okazuje się, iż człowiek przestał myśleć, a jego mózg zaczął produkować jakieś dziwne rzeczy.
***
Dzisiaj nie oczekuję się od odbiorcy twórczego i indywidualnego wkładu z jego strony. Jest to zbędne, ponieważ na odczuciach, wrażeniach i przemyśleniach współczesna machina show-biznesu nic nie może zarobić. Od człowieka już nie wymaga się tego żeby był on refleksyjnym odbiorcą, oczekuje się, iż ma być on konsumentem oferowanego produktu. Tekst książki czy treść wizualna filmu, a także ta słyszalna, czyli docierająca z głośników muzyka nie jest istotna, choć na zdrowy rozsądek powinna. Konsument książki, filmu, muzyki ma wchłaniać wytwory, które im towarzyszą, takie jak koszulki, kubki, pościel z wizerunkiem bohatera filmu lub książki, bądź jakiegoś muzyka czy zespołu, płyty dvd, cd i blu-ray, wydania specjalne magazynów, gazet, figurki, nocniki i czego tam dusza zapragnie. Wydawałoby się, że to pomaga w rozumieniu i utrwaleniu treści danego dzieła. Te rzeczy to parateksty - czyli wszystko to co towarzyszy danemu wytworowi, powiedzmy jeszcze kultury. Machina ta działa niezwykle sprawnie, bowiem po wchłonięciu całej masy paratekstów, ludzie się nudzą i bezrefleksyjnie ciągną do następnego pakietu nowości. I znowu gadżety, jak gacie, koszulki, kubki i tak dalej. Tak więc żyjemy w czasach kultury pakietowej, przetworzonej na potrzeby producenta, ponieważ ważniejszy jest gadżet i zysk z niego niż sens tego co mamy odebrać. Pakiet otrzymujemy i mamy się cieszyć. Jednak po jakimś czasie nerwowo mamy czekać za kolejnym, większym pakietem, który oferuje coś ekstra.
***
Jakkolwiek mówiąc metakultura, która ma w sobie zakodowany status nowości, beznamiętnie eksploatuje dzieło, zniekształca i fałszuje jego odbiór. Tak więc dochodzimy do wniosku, że współczesna kultura dostała rozwolnienia. Zmieniła się natura tego co jest w niej (jeszcze) najważniejsze - treść. Sądzę, że warto to sobie uświadomić i nie ulegać "przetworom" dzieła, które ma lepszy smak kiedy jest podane tak je autor stworzył. Puentując to życzyłbym sobie mniej gadżeciarstwa i hałasu wokół niektórych wydarzeń kulturalnych, a więcej sensu.
***
Lubie oryginalnych ludzi, a do nich z pewnością należy Lech Janerka, którego uwielbiam za kilka dokonań, między innymi za utwór Jezu, jak się cieszę.
***
Amerykański antropolog Greg Urban dosyć prowokująco wyraził się o dzisiejszej kulturze, mówiąc o niej jako o metakulturze nowości, czyli kulturze przetwarzania i wzbogacania, prowadzącej do deformowania już wytworzonych dzieł... przepraszam, jakich dzieł? Dzisiaj usłyszymy produktów. Irytujące jest kiedy wchodzę do banku słyszę, że oferują nowy produkt, a faktycznie jest to pożyczka. Podobnie jest z filmem, muzyką czy książką, nie wspominając o czymś takim jak - myślenie, to znaczy, że w dzisiejszych czasach istnieją produkty wyobraźni, bowiem okazuje się, iż człowiek przestał myśleć, a jego mózg zaczął produkować jakieś dziwne rzeczy.
***
Dzisiaj nie oczekuję się od odbiorcy twórczego i indywidualnego wkładu z jego strony. Jest to zbędne, ponieważ na odczuciach, wrażeniach i przemyśleniach współczesna machina show-biznesu nic nie może zarobić. Od człowieka już nie wymaga się tego żeby był on refleksyjnym odbiorcą, oczekuje się, iż ma być on konsumentem oferowanego produktu. Tekst książki czy treść wizualna filmu, a także ta słyszalna, czyli docierająca z głośników muzyka nie jest istotna, choć na zdrowy rozsądek powinna. Konsument książki, filmu, muzyki ma wchłaniać wytwory, które im towarzyszą, takie jak koszulki, kubki, pościel z wizerunkiem bohatera filmu lub książki, bądź jakiegoś muzyka czy zespołu, płyty dvd, cd i blu-ray, wydania specjalne magazynów, gazet, figurki, nocniki i czego tam dusza zapragnie. Wydawałoby się, że to pomaga w rozumieniu i utrwaleniu treści danego dzieła. Te rzeczy to parateksty - czyli wszystko to co towarzyszy danemu wytworowi, powiedzmy jeszcze kultury. Machina ta działa niezwykle sprawnie, bowiem po wchłonięciu całej masy paratekstów, ludzie się nudzą i bezrefleksyjnie ciągną do następnego pakietu nowości. I znowu gadżety, jak gacie, koszulki, kubki i tak dalej. Tak więc żyjemy w czasach kultury pakietowej, przetworzonej na potrzeby producenta, ponieważ ważniejszy jest gadżet i zysk z niego niż sens tego co mamy odebrać. Pakiet otrzymujemy i mamy się cieszyć. Jednak po jakimś czasie nerwowo mamy czekać za kolejnym, większym pakietem, który oferuje coś ekstra.
***
Jakkolwiek mówiąc metakultura, która ma w sobie zakodowany status nowości, beznamiętnie eksploatuje dzieło, zniekształca i fałszuje jego odbiór. Tak więc dochodzimy do wniosku, że współczesna kultura dostała rozwolnienia. Zmieniła się natura tego co jest w niej (jeszcze) najważniejsze - treść. Sądzę, że warto to sobie uświadomić i nie ulegać "przetworom" dzieła, które ma lepszy smak kiedy jest podane tak je autor stworzył. Puentując to życzyłbym sobie mniej gadżeciarstwa i hałasu wokół niektórych wydarzeń kulturalnych, a więcej sensu.
***
Lubie oryginalnych ludzi, a do nich z pewnością należy Lech Janerka, którego uwielbiam za kilka dokonań, między innymi za utwór Jezu, jak się cieszę.
wtorek, 6 marca 2012
Trudne pytania... czy człowiek jest głupi?
Czy człowiek, jest głupi? Wydawałoby się, że nie. Świat nauki co jakiś czas chce przestrzec nas przed (ludzką) głupotą. W 1983 roku ukazała się książka profesora Konrada Lorenza pod tytułem Regres człowieczeństwa. Publikacja ta wywołała szerokie zainteresowanie wielu środowisk intelektualnych na świecie. Profesor Lorenz nie ukrywał złych poczynań człowieka w otaczającym go świecie. Twierdził, iż człowiek jest zbyt głupi, aby przetrwał. Niektórzy naukowcy wytknęli Lorenzowi, iż swoimi teoriami obraził ludzkość i znieważył religię chrześcijańską. Jakkolwiek mówiąc profesor Lorenz widział przyszłość ludzkości w dosyć ciemnych barwach. Lata 70 i 80 XX wieku w pewnym sensie były czasem niepokoju i to najprawdopodobniej ten czas spowodował wiele prowokujących teorii, między innymi taką, że ludzkość nie bezboleśnie, zginie samobójczo od broni jądrowej. Sądzę, iż widmo grzyba atomowego i jego konsekwencji zostało wzmocnione katastrofą w Czarnobylu, a także trwającą wtedy zimną wojną. Później ludzkość zaczęła bać się czegoś innego, ale o tym jeszcze kiedyś napiszę.
***
Lorenz chciał podważyć istnienie transcendentalnego celu w życiu człowieka. Chciał on udowodnić niemożliwość istnienia takiego celu, ale przede wszystkim skupił się na zgubnych skutkach takiego myślenia. Zastanawiał się nad biblijnym wskazaniem, nakazem bożym, by człowiek czynił sobie ziemię poddaną. Prowokująco pytał, dlaczego Bóg wręczając ludzkości 10 przykazań, zapomniał o kolejnym przykazaniu Chroń własne otoczenie?. Lorenz podszedł do tego tak, że gdyby Bóg ustanowił dekalog, w żaden sposób nie pominąłby tego przykazania. Poniekąd naiwnie, ale zmuszał do pewnej refleksji. Do ludzkości podszedł niezwykle drastycznie, sugerując, iż biologicznym błędem w człowieku jest jego niepohamowany popęd. Człowiek niszczy wszystko, łącznie z miejscem i warunkami swojego bytowania, aż do samobójstwa. Pomimo tego, iż człowiek posiadł zdolność do adaptacji w różnych warunkach, to ta zdolność obraca się przeciwko niemu. Rozwój nowoczesnego budownictwa według Lorenza był sprzeczny z naturą, ponieważ nie dało się go porównać z pniem pszczelim lub termitierą. Sporo również wypowiedział się na temat gospodarki rabunkowej i nadmiernej konsumpcji. Jednak Lorenz, w sposób mniej lub bardziej świadomy, użył etologię do śmiałej dyskusji z kapitalizmem. Co ciekawe książka Lorenza Regres człowieczeństwa była modna w Europie, natomiast w Stanach Zjednoczonych nie zdobyła większej popularności poza światem nauki.
***
Co do odpowiedzi na pytanie, czy człowiek jest głupi, to nie odpowiem. Ktoś zapyta, dlaczego? Powiem jedno, to tylko prowokacja. Sądzę, iż warto czasami samemu zastanowić się nad trendami i ideami głoszonymi przez mądrych tego świata. Nie należy w tak łatwy sposób oddawać się modzie, ale popatrzeć na to wszystko z innej perspektywy. Słynny aforysta Stanisław Jerzy Lec powiedzał tak, człowieku, świat stoi przed tobą otworem, więc uważaj byś zeń nie wyleciał.
***
Źródło: Konrad Lorenz, Regres człowieczeństwa, Warszawa 1986, PIW, Biblioteka Myśli Współczesnej
***
Kielecka grupa Bruno Schulz zaprasza do odsłuchania utworu Szybki świat.
***
Lorenz chciał podważyć istnienie transcendentalnego celu w życiu człowieka. Chciał on udowodnić niemożliwość istnienia takiego celu, ale przede wszystkim skupił się na zgubnych skutkach takiego myślenia. Zastanawiał się nad biblijnym wskazaniem, nakazem bożym, by człowiek czynił sobie ziemię poddaną. Prowokująco pytał, dlaczego Bóg wręczając ludzkości 10 przykazań, zapomniał o kolejnym przykazaniu Chroń własne otoczenie?. Lorenz podszedł do tego tak, że gdyby Bóg ustanowił dekalog, w żaden sposób nie pominąłby tego przykazania. Poniekąd naiwnie, ale zmuszał do pewnej refleksji. Do ludzkości podszedł niezwykle drastycznie, sugerując, iż biologicznym błędem w człowieku jest jego niepohamowany popęd. Człowiek niszczy wszystko, łącznie z miejscem i warunkami swojego bytowania, aż do samobójstwa. Pomimo tego, iż człowiek posiadł zdolność do adaptacji w różnych warunkach, to ta zdolność obraca się przeciwko niemu. Rozwój nowoczesnego budownictwa według Lorenza był sprzeczny z naturą, ponieważ nie dało się go porównać z pniem pszczelim lub termitierą. Sporo również wypowiedział się na temat gospodarki rabunkowej i nadmiernej konsumpcji. Jednak Lorenz, w sposób mniej lub bardziej świadomy, użył etologię do śmiałej dyskusji z kapitalizmem. Co ciekawe książka Lorenza Regres człowieczeństwa była modna w Europie, natomiast w Stanach Zjednoczonych nie zdobyła większej popularności poza światem nauki.
***
Co do odpowiedzi na pytanie, czy człowiek jest głupi, to nie odpowiem. Ktoś zapyta, dlaczego? Powiem jedno, to tylko prowokacja. Sądzę, iż warto czasami samemu zastanowić się nad trendami i ideami głoszonymi przez mądrych tego świata. Nie należy w tak łatwy sposób oddawać się modzie, ale popatrzeć na to wszystko z innej perspektywy. Słynny aforysta Stanisław Jerzy Lec powiedzał tak, człowieku, świat stoi przed tobą otworem, więc uważaj byś zeń nie wyleciał.
***
Źródło: Konrad Lorenz, Regres człowieczeństwa, Warszawa 1986, PIW, Biblioteka Myśli Współczesnej
***
Kielecka grupa Bruno Schulz zaprasza do odsłuchania utworu Szybki świat.
Gdańsk alternatywnie
Gdańsk jest jednym z niewielu miejsc w Polsce do którego z chęcią wracam. Tym razem nie mam zamiaru za bardzo rozpisywać się o walorach turystycznych Gdańska ponieważ to miasto potrafi się promować, ale za to zachęcam do obejrzenia tego miejsca z innej perspektywy. Tak więc alternatywnie i nietypowo...
***
A na koniec wycieczki Jean-Michel Jarre wykona utwór autorstwa Jacka Kaczmarskiego pod tytułem Mury, który miał swoją alternatywną premierę na koncercie na terenie Stoczni Gdańskiej 26 sierpnia 2005 roku.
***
A na koniec wycieczki Jean-Michel Jarre wykona utwór autorstwa Jacka Kaczmarskiego pod tytułem Mury, który miał swoją alternatywną premierę na koncercie na terenie Stoczni Gdańskiej 26 sierpnia 2005 roku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















