Zawsze lubiłem wycieczki, w szczególności podobały mi się fabryki, kopalnie, stare zamki, a także wszelkiego rodzaju wykopaliska i ruiny. W pewnym sensie jest to zaraza przekazana z ojca na syna. W kwietniu 2011 roku sprawiłem sobie prezent urodzinowy i udało mi się dostać do byłego zakładu zbrojeniowego Dynamit AG Vorm. Alfred Nobel & CO Bromberg (DAG Fabrik Bromberg), który jest ukryty w lasach Puszczy Bydgoskiej na terenach należących do Zakładów Chemicznych Zachem w Bydgoszczy. Zdjęcia, które poniżej prezentuję są w pewien sposób unikatowe, bowiem powstały one zanim oficjalnie otwarto "Exploseum", placówkę muzealną prowadzoną przez Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Owe "Exploseum" prezentuje architekturę przemysłową III Rzeszy na obszarze DAG Fabrik Bromberg. Tak więc zapraszam, no i dzielcie się wrażeniami... Warto również odwiedzić stronę internetową "Exploseum" - www.exploseum.pl.
***
Żeby zaostrzyć apetyt to planuję w tym roku zwiedzenie kilku innych miejsc w okolicach Bydgoszczy. Tak więc na mojej liście są jeszcze budowle pohitlerowskie w podbydgoskich lasach, takie jak osiedle awaryjne przeznaczone dla dawnych dygnitarzy hitlerowskich, które jest położone gdzieś w lesie oraz pozostałości wież strażniczych, ramp kolejowych i dróg z czasów II wojny światowej.
***
Co do muzycznego akcentu to zapraszam do posłuchania utworu The Model w wykonaniu nieśmiertelnego Kraftwerk.
Mój blog traktuję jako płaszczyznę komentowania otaczającej mnie rzeczywistości, a także jako pewną formę eksperymentu, zabawy oraz pamiętnika. Można tutaj poczytać o tym co mnie interesuje, inspiruje i irytuje. Zapraszam.
wtorek, 21 lutego 2012
niedziela, 19 lutego 2012
Music non stop
W tym tygodniu pojawiły się u mnie dosyć skrajne klimaty muzycznie. Zacząłem od płyt DVD. Tak więc w odtwarzaczu znalazł się Sting i jego Live in Berlin, zagrany wspólnie z The Royal Philharmonic Concert Orchestra. Czyli następny artysta kolaboruje ze światem muzyki poważnej. Jest to dosyć nietypowe przedsięwzięcie, jednak bliskie estetyce Stinga. Pewne standardy się łamie, ale co tam, w 1999 roku Metallica bez najmniejszego problemu poradziła sobie z orkiestrą symfoniczną dyrygowaną przez Michaela Kamena - speca od muzyki filmowej. Sting tym bardziej sobie z tym wyzwaniem dał radę, a do tego świetnie się tego koncertu słucha, jak i ogląda. Jazz, rock i muzyka poważna potrafią się dogadać i podać sobie rękę.
Następna płyta w odtwarzaczu DVD to niezwykle energetyczny materiał z płyty Made in Stoke 24/7/11 koncertu promującego kolejne dokonania niejaka Slash'a kojarzącego się cały czas z (powiedzmy kultowym) Guns N' Roses. Wyśmienita zabawa, która trwa prawie dwie godziny. Tak więc mamy świetne hardrockowe granie, które jest ekscytujące i perfekcyjnie wykonane. No i nawet kawałki Gunsów brzmią nieźle, nawet bez Axela Rose.
***
Płyty CD leżą, po jednej na każdy dzień. Tak więc do odsłuchania czekają następujące albumy:
Paradise Lost - Host [1999]
Armia - Der Prozess [2009]
Walk on the Wild Side: The Best of Lou Reed [1977]
Wojciech Waglewski, Fisz i Emade - Męska muzyka [2008]
***
A na dobranoc lub dobry początek dnia Sting zagra Every Little Thing She Does Is Magic, a na dokładkę pojawi się Slash w utworze Paradise City - odgrzewany kotlet ale za to jak ;)...
Następna płyta w odtwarzaczu DVD to niezwykle energetyczny materiał z płyty Made in Stoke 24/7/11 koncertu promującego kolejne dokonania niejaka Slash'a kojarzącego się cały czas z (powiedzmy kultowym) Guns N' Roses. Wyśmienita zabawa, która trwa prawie dwie godziny. Tak więc mamy świetne hardrockowe granie, które jest ekscytujące i perfekcyjnie wykonane. No i nawet kawałki Gunsów brzmią nieźle, nawet bez Axela Rose.
***
Płyty CD leżą, po jednej na każdy dzień. Tak więc do odsłuchania czekają następujące albumy:
Paradise Lost - Host [1999]
Armia - Der Prozess [2009]
Walk on the Wild Side: The Best of Lou Reed [1977]
Wojciech Waglewski, Fisz i Emade - Męska muzyka [2008]
***
A na dobranoc lub dobry początek dnia Sting zagra Every Little Thing She Does Is Magic, a na dokładkę pojawi się Slash w utworze Paradise City - odgrzewany kotlet ale za to jak ;)...
sobota, 18 lutego 2012
Przewodnik po życiu: emerytura
Nie będę się wielce wymądrzał, ale o emeryturze coś powiem, z uwagi na fakt, iż jest to gorący temat dla społeczeństwa i w jakiś tam sposób dla mnie. Staram się tym nie ekscytować, bo tak właściwie po co? Według wstępnych obliczeń za jakieś 31 lat będę emerytem, no chyba, że wstąpię do służb mundurowych i może wcześniej bo po jakichś 15 latach przejdę w tenże stan. Patrząc realistycznie to kto przyjmie do policji gościa w wieku policyjnych emerytów. Koniec śmiechu, trzeba podejść do sprawy poważnie.
***
Jakkolwiek mówiąc państwo stara się rozwiązać problemy stworzone przez... państwo. Za głupie decyzje polityków i zachłanność korporacji ktoś musi odpowiedzieć. Ja nie stworzyłem tych problemów, ale stałem się narzędziem do rozwiązywania tych problemów, ponieważ otrzymuję propozycję nie do odrzucenia - pracuj dłużej, będzie większa emerytura. Co za wyzwanie, czuję się jak wiking przed bitwą... podniecenie i strach. Tylko kogo w tej chwili bić? Luksus, no nie?! No i jaka motywacja.
***
Brytyjski propagator lenistwa i wolności Tom Hodgkinson w jednej ze swoich ostatnich książek zapytał - co wiek emerytalny ma wspólnego z rządem? Hodgkinson wychodzi z założenia, że wiek emerytalny powinien być kwestią prywatnej umowy z pracodawcą albo jeszcze lepiej, czymś, o czym decydujemy sami. Dobrze powiedziane ale nierealne w warunkach współczesnej ekonomii, aczkolwiek podpisuję się pod tym. Dzięki tak zwanej polityce społecznej emerytura została potraktowana jako nagroda ze strony władz państwowych za wykonaną pracę. Tak więc tym sposobem powszechne prawo do emerytury stało się czymś więcej, niż zwykłe wypłacanie jej każdego miesiąca.
***
Spokój starości został zastąpiony lękiem o przyszłe pieniądze, których i tak w tej chwili nie posiadamy, ponieważ kto inny dysponuje nimi. Plany emerytalne oferowane przez państwo i tym podobne wynalazki obiecują nam lepsze jutro. Choć na naszych oczach składki emerytalne są przejadane przez rząd, bankierów, spekulantów giełdowych i wiele innych instytucji uczestniczących w tym procederze. I tak oto tym sposobem inwestowanie w przyszłość stało się niepoważne. Daliśmy się ogłupić a obecna oferta państwa, żeby pracować dłużej jest nieuczciwa i tyle.
***
Żeby nie przytłaczać tematem to zapraszam na przezabawny skecz Kabaretu pod Wyrwigroszem pt. Emerytura i Sklep .
***
Jakkolwiek mówiąc państwo stara się rozwiązać problemy stworzone przez... państwo. Za głupie decyzje polityków i zachłanność korporacji ktoś musi odpowiedzieć. Ja nie stworzyłem tych problemów, ale stałem się narzędziem do rozwiązywania tych problemów, ponieważ otrzymuję propozycję nie do odrzucenia - pracuj dłużej, będzie większa emerytura. Co za wyzwanie, czuję się jak wiking przed bitwą... podniecenie i strach. Tylko kogo w tej chwili bić? Luksus, no nie?! No i jaka motywacja.
***
Brytyjski propagator lenistwa i wolności Tom Hodgkinson w jednej ze swoich ostatnich książek zapytał - co wiek emerytalny ma wspólnego z rządem? Hodgkinson wychodzi z założenia, że wiek emerytalny powinien być kwestią prywatnej umowy z pracodawcą albo jeszcze lepiej, czymś, o czym decydujemy sami. Dobrze powiedziane ale nierealne w warunkach współczesnej ekonomii, aczkolwiek podpisuję się pod tym. Dzięki tak zwanej polityce społecznej emerytura została potraktowana jako nagroda ze strony władz państwowych za wykonaną pracę. Tak więc tym sposobem powszechne prawo do emerytury stało się czymś więcej, niż zwykłe wypłacanie jej każdego miesiąca.
***
Spokój starości został zastąpiony lękiem o przyszłe pieniądze, których i tak w tej chwili nie posiadamy, ponieważ kto inny dysponuje nimi. Plany emerytalne oferowane przez państwo i tym podobne wynalazki obiecują nam lepsze jutro. Choć na naszych oczach składki emerytalne są przejadane przez rząd, bankierów, spekulantów giełdowych i wiele innych instytucji uczestniczących w tym procederze. I tak oto tym sposobem inwestowanie w przyszłość stało się niepoważne. Daliśmy się ogłupić a obecna oferta państwa, żeby pracować dłużej jest nieuczciwa i tyle.
***
Żeby nie przytłaczać tematem to zapraszam na przezabawny skecz Kabaretu pod Wyrwigroszem pt. Emerytura i Sklep .
niedziela, 12 lutego 2012
Zbrodnie na stole operacyjnym
W czerwcu 2005 roku Archiwa Narodowe Stanów Zjednoczonych odtajniły dokumenty z końca II Wojny Światowej dotyczące między innymi kompleksu obozów koncentracyjnych w Gusen i Mauthausen - opisywanych w moich poprzednich wpisach. Kontynuując tę historię chcę przedstawić następny wątek dotyczący zbrodni przeciwko ludzkości, a miało to miejsce w obozie koncentracyjnym w Gusen. Po ponad sześćdziesięciu latach na nowo poznajemy okrucieństwa czasów II Wojny Światowej, o których powoli zapominamy bądź są one negowane przez różnego rodzaju "autorytety". Z drugiej strony zastanawiam się dlaczego po tylu latach amerykanie odtajniają tego rodzaju dokumenty... nie mogli zrobić tego wcześniej.
***
Na oddziale chirurgii obozowego szpitala w Gusen pracował jeden z więźniów Józef Podlaha, Czech z Brna. Podlaha przed wojną był profesorem medycyny na Uniwersytecie Masaryka. Należał on do tej grupy więźniów, która była wykorzystywana przez niemieckich naukowców do swoich badań, bowiem potrzebowali doświadczenia, którego sami nie zdobyli. Profesor Podlaha został zmuszony do współpracy z 28-letnim wtedy esesmanem doktorem medycyny Hermannem Richterem, który chciał zostać chirurgiem. Pierwsze operacje Richter wykonywał na zwłokach zmarłych więźniów, jednak po około dwóch miesiącach praktyki rozpoczął operować na więźniach obozu koncentracyjnego. Richter dokonywał selekcji spośród słabych i schorowanych więźniów. Był on świadomy tego, iż nie było żadnych medycznych przesłanek do tego żeby przeprowadzać jakiekolwiek operacje. Po każdej operacji Richter tracił zainteresowanie pacjentem, a raczej ofiarą jego działań. Ofiara, jeśli przeżyła, po dwóch tygodniach trafiała do komory gazowej. Profesor Podlaha nie miał żadnych szans na to by powstrzymać Richtera. Odmowa współpracy skończyłaby się pracą w kamieniołomach i szybką śmiercią.
Innym "hobby" Richtera, co zeznał profesor Podlaha, było zabijanie więźniów dla ich skóry. Ludzka skóra była używana do wykonywania przedmiotów codziennego użytku, takich jak abażury, rękawice, uzdy, portfele, okładki do książek, etc. Skóra na której znajdowały się tatuaże była szczególnie cenna i pożądana przez kolekcjonerów.
Tak właściwie to Richter z medycyną nie miał nic wspólnego. Jego zachowania można by porównać do tego co robili seryjni mordercy, choć sam sobie nie przypominam, żeby w literaturze pojawiły się takie opisy jak poniżej. Richter miał swoisty rytuał zabijania więźniów dla "skóry" w niedzielne popołudnia. Wstrzykiwał w serce 20 cm3 25 % roztwru chlorku magnezu. Richter dokonał 300 takich operacji, które były bezzasadne. Do asystowania przy tych "operacjach" został zmuszony miedzy innymi więzień z Polski - doktor Antoni Gościński, który widział na własne oczy 180 takich "zabiegów", przy pozostałych świadkiem był profesor Podlaha.
W maju 1945 roku, kiedy obóz w Gusen został wyzwolony przez przez armię amerykańską (a tak właściwie Alberta Kosieka o którym wcześniej pisałem), dwie osoby, ofiary doświadczeń Richtera, jeszcze żyły.
Doktor Gościński przed amerykańskim trybunałem wojskowym zeznał, iż Richter dokonał między innymi operacji usunięcia jelita grubego i cienkiego. Operacje te z medycznego punktu widzenia nie miały sensu. Tak jak później ustalono doktor Richter opublikował swoje "dokonania" w 1943 roku, w jednym z wiedeńskich periodyków medycznych... zbrodnia została przedstawiona jako praca naukowca.
***
Źródło:
http://www.archives.gov/index.html
Report on Concentration Camp Mauthausen-Gusen, 24 May 1945,
[The United States National Archives and Records Administration (NARA)]
***
Nie wiem czy wszyscy pamiętają film Lista Schindlera, ale nalegam do obejrzenia tego dzieła, które pewnie i za sto czy nawet tysiąc lat będzie przypominać o bezmyślnym traktowaniu ludzkiego życia...
***
Na oddziale chirurgii obozowego szpitala w Gusen pracował jeden z więźniów Józef Podlaha, Czech z Brna. Podlaha przed wojną był profesorem medycyny na Uniwersytecie Masaryka. Należał on do tej grupy więźniów, która była wykorzystywana przez niemieckich naukowców do swoich badań, bowiem potrzebowali doświadczenia, którego sami nie zdobyli. Profesor Podlaha został zmuszony do współpracy z 28-letnim wtedy esesmanem doktorem medycyny Hermannem Richterem, który chciał zostać chirurgiem. Pierwsze operacje Richter wykonywał na zwłokach zmarłych więźniów, jednak po około dwóch miesiącach praktyki rozpoczął operować na więźniach obozu koncentracyjnego. Richter dokonywał selekcji spośród słabych i schorowanych więźniów. Był on świadomy tego, iż nie było żadnych medycznych przesłanek do tego żeby przeprowadzać jakiekolwiek operacje. Po każdej operacji Richter tracił zainteresowanie pacjentem, a raczej ofiarą jego działań. Ofiara, jeśli przeżyła, po dwóch tygodniach trafiała do komory gazowej. Profesor Podlaha nie miał żadnych szans na to by powstrzymać Richtera. Odmowa współpracy skończyłaby się pracą w kamieniołomach i szybką śmiercią.
Innym "hobby" Richtera, co zeznał profesor Podlaha, było zabijanie więźniów dla ich skóry. Ludzka skóra była używana do wykonywania przedmiotów codziennego użytku, takich jak abażury, rękawice, uzdy, portfele, okładki do książek, etc. Skóra na której znajdowały się tatuaże była szczególnie cenna i pożądana przez kolekcjonerów.
Tak właściwie to Richter z medycyną nie miał nic wspólnego. Jego zachowania można by porównać do tego co robili seryjni mordercy, choć sam sobie nie przypominam, żeby w literaturze pojawiły się takie opisy jak poniżej. Richter miał swoisty rytuał zabijania więźniów dla "skóry" w niedzielne popołudnia. Wstrzykiwał w serce 20 cm3 25 % roztwru chlorku magnezu. Richter dokonał 300 takich operacji, które były bezzasadne. Do asystowania przy tych "operacjach" został zmuszony miedzy innymi więzień z Polski - doktor Antoni Gościński, który widział na własne oczy 180 takich "zabiegów", przy pozostałych świadkiem był profesor Podlaha.
W maju 1945 roku, kiedy obóz w Gusen został wyzwolony przez przez armię amerykańską (a tak właściwie Alberta Kosieka o którym wcześniej pisałem), dwie osoby, ofiary doświadczeń Richtera, jeszcze żyły.
Doktor Gościński przed amerykańskim trybunałem wojskowym zeznał, iż Richter dokonał między innymi operacji usunięcia jelita grubego i cienkiego. Operacje te z medycznego punktu widzenia nie miały sensu. Tak jak później ustalono doktor Richter opublikował swoje "dokonania" w 1943 roku, w jednym z wiedeńskich periodyków medycznych... zbrodnia została przedstawiona jako praca naukowca.
***
Źródło:
http://www.archives.gov/index.html
Report on Concentration Camp Mauthausen-Gusen, 24 May 1945,
[The United States National Archives and Records Administration (NARA)]
***
Nie wiem czy wszyscy pamiętają film Lista Schindlera, ale nalegam do obejrzenia tego dzieła, które pewnie i za sto czy nawet tysiąc lat będzie przypominać o bezmyślnym traktowaniu ludzkiego życia...
Music non stop
W tym tygodniu z głośników wydobywają się dźwięki:
Rage Against the Machine - Rage Against the Machine [1992]
Pearl Jam - No Code [1994]
Peter Murphy - Wild Birds: 1985–1995 [2000]
Manic Street Preachers - Know Your Enemy [2001]
Michał Jelonek - Revenge [2011]
Albumy z jakimi mam do czynienia w tym tygodniu nazwałem "pakietem zimowym". Dlaczego? Ponieważ jest tu sporo muzyki rozgrzewającej człowieka na wszelkie możliwe sposoby.
Polecam niejakiego Michała Jelonka, który gra na skrzypcach i powala ortodoksyjnych fanów muzyki rockowej na kolana, a oto próbka z jego poprzedniego albumu i utwór BaRock. A świeży Jelonek brzmi tak - Magic Night in the Slaughterhouse. No tak Jelonkowa "Magiczna noc w rzeźni" nie może się odbyć bez udziału niemieckiej grupy z Hanoweru czyli Fury in the Slaughterhouse w utworze Dancing in the Sunshine of the Dark. Wszystko układa się w jedną całość...
Rage Against the Machine - Rage Against the Machine [1992]
Pearl Jam - No Code [1994]
Peter Murphy - Wild Birds: 1985–1995 [2000]
Manic Street Preachers - Know Your Enemy [2001]
Michał Jelonek - Revenge [2011]
Albumy z jakimi mam do czynienia w tym tygodniu nazwałem "pakietem zimowym". Dlaczego? Ponieważ jest tu sporo muzyki rozgrzewającej człowieka na wszelkie możliwe sposoby.
Polecam niejakiego Michała Jelonka, który gra na skrzypcach i powala ortodoksyjnych fanów muzyki rockowej na kolana, a oto próbka z jego poprzedniego albumu i utwór BaRock. A świeży Jelonek brzmi tak - Magic Night in the Slaughterhouse. No tak Jelonkowa "Magiczna noc w rzeźni" nie może się odbyć bez udziału niemieckiej grupy z Hanoweru czyli Fury in the Slaughterhouse w utworze Dancing in the Sunshine of the Dark. Wszystko układa się w jedną całość...
sobota, 11 lutego 2012
American in Poland czyli polskie blokowiska w oczach Amerykanina i nie tylko
Jeden Amerykanin w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku zachwycił się naszymi blokowiskami, które to powstawały ze słynnej betonowej płyty. Niewiarygodne ale prawdziwe. Przeglądając archiwalne numery magazynu Popular Science z 1979 roku trafiłem na krótki tekst autorstwa Raya Maurera - amerykańskiego inżyniera. Maurer przyjechał do Polski w 1976 na pół roku. Czas ten poświęcił na wykłady oraz badania związane z rozwojem nowoczesnego budownictwa i użycia w nim betonu prefabrykowanego.
***
Jak dobrze wiemy po II wojnie światowej Polska była zniszczona i starano się ją odbudować, wykorzystując wszelkie możliwe sposoby. Był wtedy też inny "system", tzn. socjalizm czyli nieudany produkt importowy zza wschodniej granicy. Inżynieria społeczna była oczywiście marna ale budownictwo miało swój szczyt. Od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku w naszym kraju rozwijało się budownictwo mieszkaniowe, którego celem było zaspokojenie potrzeb rosnącej wtedy z roku na rok populacji. Powiem to z przekąsem ale zaliczaliśmy cywilizacyjny skok.
***
Może to brzmieć nieco naiwnie, ale inżynier Maurer był zachwycony widokiem rosnących z dnia na dzień biurowców i wieżowców. Żelbetonowe prefabrykaty robiły na nim wrażenie ponieważ wmontowane były tam drzwi i okna. Wszystko pięknie się układało w jedną całość. Ponadto podkreślił, że na budowie znajdowało się jedynie kilku robotników, którzy sprawnie wykonywali swoje obowiązki. Dźwigi podnosiły prefabrykaty a robotnicy robili swoje... My ten temat dobrze znamy i wiemy swoje ale inżynier z Ameryki niekoniecznie. Trzeba jednak przyznać, że obraz Polski opisywany przez Maurera jest lepszy niż karykaturalne filmy Barei z lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia. Jakkolwiek mówiąc, pewne rzeczy wyglądają lepiej z dalszej perspektywy. Nie deprecjonujmy Amerykanina, doceńmy go za to, iż dostrzegł coś pozytywnego w naszym kraju.
***
No tak, zachwyt Pana inżyniera wracającego zza żelaznej kurtyny i dzielącego się swoimi wrażeniami z czytelnikami jest nieco dziwny ale z drugiej strony dzisiaj spora część Polaków nadal mieszka w betonowej dżungli zasianej przez "komunę" w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku.
***
Cieszyć czy nie cieszyć się oto jest pytanie. Odpowiem krótko, ćwierć wieku mieszkam w tych betonowych klockach i żyję... A jak byłem dzieciakiem to z uwielbieniem i zachwytem, tak jak inżynier Maurer, obserwowałem powstające bloki w moim rodzinnym mieście. Pamiętam jak całą rodziną poszliśmy do niewykończonego jeszcze naszego mieszkania, w którym nie było okien i drzwi, ale duma wtedy mnie rozpierała, że będzie tam łazienka i kibelek, a także obiecany pokój. Może naiwne ale dla mnie prawdziwe.
A do posłuchania polecam Simple Minds w moim ulubionym utworze New Gold Dream (81/82/83/84) z 1982 roku. Do tego dorzucę jeszcze Martynę Jakubowicz wykonującą wspaniały i nieśmiertelny utwór W domach z betonu zagrany z Dżemem w 1989 roku na festiwalu w Jarocinie.
New Gold Dream...
W domach z betonu...
***
Jak dobrze wiemy po II wojnie światowej Polska była zniszczona i starano się ją odbudować, wykorzystując wszelkie możliwe sposoby. Był wtedy też inny "system", tzn. socjalizm czyli nieudany produkt importowy zza wschodniej granicy. Inżynieria społeczna była oczywiście marna ale budownictwo miało swój szczyt. Od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku w naszym kraju rozwijało się budownictwo mieszkaniowe, którego celem było zaspokojenie potrzeb rosnącej wtedy z roku na rok populacji. Powiem to z przekąsem ale zaliczaliśmy cywilizacyjny skok.
***
Może to brzmieć nieco naiwnie, ale inżynier Maurer był zachwycony widokiem rosnących z dnia na dzień biurowców i wieżowców. Żelbetonowe prefabrykaty robiły na nim wrażenie ponieważ wmontowane były tam drzwi i okna. Wszystko pięknie się układało w jedną całość. Ponadto podkreślił, że na budowie znajdowało się jedynie kilku robotników, którzy sprawnie wykonywali swoje obowiązki. Dźwigi podnosiły prefabrykaty a robotnicy robili swoje... My ten temat dobrze znamy i wiemy swoje ale inżynier z Ameryki niekoniecznie. Trzeba jednak przyznać, że obraz Polski opisywany przez Maurera jest lepszy niż karykaturalne filmy Barei z lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia. Jakkolwiek mówiąc, pewne rzeczy wyglądają lepiej z dalszej perspektywy. Nie deprecjonujmy Amerykanina, doceńmy go za to, iż dostrzegł coś pozytywnego w naszym kraju.
***
No tak, zachwyt Pana inżyniera wracającego zza żelaznej kurtyny i dzielącego się swoimi wrażeniami z czytelnikami jest nieco dziwny ale z drugiej strony dzisiaj spora część Polaków nadal mieszka w betonowej dżungli zasianej przez "komunę" w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku.
***
Cieszyć czy nie cieszyć się oto jest pytanie. Odpowiem krótko, ćwierć wieku mieszkam w tych betonowych klockach i żyję... A jak byłem dzieciakiem to z uwielbieniem i zachwytem, tak jak inżynier Maurer, obserwowałem powstające bloki w moim rodzinnym mieście. Pamiętam jak całą rodziną poszliśmy do niewykończonego jeszcze naszego mieszkania, w którym nie było okien i drzwi, ale duma wtedy mnie rozpierała, że będzie tam łazienka i kibelek, a także obiecany pokój. Może naiwne ale dla mnie prawdziwe.
A do posłuchania polecam Simple Minds w moim ulubionym utworze New Gold Dream (81/82/83/84) z 1982 roku. Do tego dorzucę jeszcze Martynę Jakubowicz wykonującą wspaniały i nieśmiertelny utwór W domach z betonu zagrany z Dżemem w 1989 roku na festiwalu w Jarocinie.
New Gold Dream...
W domach z betonu...
czwartek, 9 lutego 2012
Omijane rocznice. Traktat z Maastricht i ogień
Dwa dni temu minęła 20 rocznica podpisania Traktatu z Maastricht, czyli Traktatu o Unii Europejskiej. Fakt, że wszedł on w życie 1 listopada 1993 roku, po przeprowadzonych referendach w 12 krajach członkowskich, to rzecz wtórna, ale warta zaznaczenia. 7 luty 1992 roku - była to poniekąd ważna data o której często wspominali moi wykładowcy na studiach, (jeszcze) spoglądający (wtedy) z nadzieją w przyszłość, teraz krytykujący obecny stan rzeczy. Jakkolwiek mówiąc był to niezwykle ważny dzień, w którym to doszło do kompromisu pomiędzy zwolennikami integracji ponadnarodowej i międzynarodowej. Co ważne, ideą Traktatu było otwarcie nowego etapu w procesie tworzenia coraz ściślejszego związku między narodami Europy. W pierwszych zdaniach traktatu możemy przeczytać, iż decyzje mają być podejmowane "jak najbliżej obywateli". Mówiąc krótko - brzmi to lepiej niż Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych z 1776 roku. Dzisiaj po dwudziestu latach europosłowie i urzędnicy unijni wstydzą się lub zapomnieli o motcie Unii Europejskiej In varietate concordia - czyli jedność w różnorodności. Teraz z przykrością stwierdzam, że owa różnorodność została poddana unifikacji i standaryzacji - czyli temu co zabija indywidualność i innowacyjność. Idea jedności w róźnorodności leży teraz niczym rozbita na skałach u wybrzeży włoskiej wyspy Giglio "Costa Concordia".
Mimo wiejącej pesymizmem refleksji to mam nadzieję, że Unia Europejska to nie jakaś ponadpaństwowa hybryda i kolos na glinianych nogach, który może w każdej chwili paść. Nazwijmy ten czas stanem przejściowym i etapem definiowania nowej drogi. Niestety przyszłość nie jest jeszcze wyraźna i chyba nigdy nie będzie, ale nie należy sobie odbierać nadziei na lepsze jutro. Czas walki o ogień już minął. Teraz jesteśmy świadkami niesamowitych zmian w świadomości całych społeczeństw, które nie są głupie jak wydaje się politykom. Dzięki wykradzionemu przez Prometeusza ogniu z rydwanu boga Heliosa nauczyliśmy się tego jak go używać i wiemy, że nie jest on już przywilejem bogów. A to, że on czasami gaśnie to nie znaczy, że nie potrafimy go zapalić.
***
Tak na odprężenie polecam nieśmiertelnego Vangelisa i jego Rydwany Ognia z 1981 roku.
Mimo wiejącej pesymizmem refleksji to mam nadzieję, że Unia Europejska to nie jakaś ponadpaństwowa hybryda i kolos na glinianych nogach, który może w każdej chwili paść. Nazwijmy ten czas stanem przejściowym i etapem definiowania nowej drogi. Niestety przyszłość nie jest jeszcze wyraźna i chyba nigdy nie będzie, ale nie należy sobie odbierać nadziei na lepsze jutro. Czas walki o ogień już minął. Teraz jesteśmy świadkami niesamowitych zmian w świadomości całych społeczeństw, które nie są głupie jak wydaje się politykom. Dzięki wykradzionemu przez Prometeusza ogniu z rydwanu boga Heliosa nauczyliśmy się tego jak go używać i wiemy, że nie jest on już przywilejem bogów. A to, że on czasami gaśnie to nie znaczy, że nie potrafimy go zapalić.
***
Tak na odprężenie polecam nieśmiertelnego Vangelisa i jego Rydwany Ognia z 1981 roku.
niedziela, 5 lutego 2012
ACTA czyli Rambo powraca i ma się dobrze
Najpierw podpisano ACTA a następnie zaproponowano rozmowę z zainteresowanymi. Donald Tusk pewnie naoglądał się w młodości za dużo filmów akcji w stylu Rambo bądź Commando. Bohaterowie tych filmów najpierw strzelali, następnie zadawali pytania. Taki był wtedy trend. Zachowanie Tuska i jego ekipy niewiele odbiega od kanonu kina lat osiemdziesiątych XX wieku. Kiedy już jest "po ptokach" rząd zaprasza do rozmów organizacje broniące wolności w sieci. Jak prasa podaje owe organizacje wypięły się i zapowiadają, iż nie pojawią się na rządowej debacie w sprawie ACTA. Sądzę, że bardzo dobrze. Osoby reprezentujące te organizacje chcą i z tym się zgadzam, by rząd najpierw opublikował dokumenty dotyczące umowy ACTA i stworzył otwartą regułę konsultacji. Ciekawe jaki efekt tego będzie?
***
Odnośnie zachowań niejakiego Rambo odsyłam na You Tube [kliknij]
***
Odnośnie zachowań niejakiego Rambo odsyłam na You Tube [kliknij]
Wyzwolenie obozów koncentracyjnych w Gusen i Mauthausen
Rankiem 5 maja 1945 roku, z wyzwolonej przez 11. Dywizję Pancerną 3. Armii Stanów Zjednoczonych austriackiej miejscowości Katsdorf , wyruszył patrol 23 żołnierzy z 41. Batalionu Rozpoznawczego Kawalerii Zmechanizowanej, który był dowodzony przez sierżanta sztabowego Alberta J. Kosieka. Głównym celem tej misji było sprawdzenie stanu przepraw przez rzekę Gusen, niedaleko miejscowości St. Georgen.
Oddział poruszał się dosyć ostrożnie, ponieważ było sporo przeszkód do pokonania. Już na samym początku spotkali grupę niemieckich żołnierzy, którzy mieli przy sobie sporo broni. Okazało się, że to dezerterzy. Niemcy na widok amerykanów bez kłopotu poddali się, gdzie następnie zostali odprowadzeni do pobliskiego obozu jenieckiego. Dowództwo na bieżąco było informowane o postępach 41. Batalionu. W razie kłopotów amerykanie mieli wsparcie artylerii, która stacjonował niedaleko Katsdorf. Dane wywiadu wojskowego wskazywały, że może to być teren trudny do opanowania.
Pluton sierżanta Kosieka został zatrzymany przez kolejną przeszkodę, były to powalone drzewa na drodze. Żołnierze zabezpieczyli teren, następnie usunęli przeszkodę. Kiedy byli gotowi do dalszej drogi, zbliżył się do nich niewielki biały samochód, z wywieszoną biała flagą na znak poddania się. W samochodzie był Austriak Louis Häfliger, który przedstawił się jako delegat szwajcarskiego Czerwonego Krzyża oraz kilka innych osób.
***
Kilka dni wstecz, tj. 28 kwietnia 1945 roku, Häfliger zorganizował transport żywności dla więźniów pobliskich obozów koncentracyjnych Mauthausen i Gusen. Komendant SS Standartenführer Franz Xaver Ziereis nie pozwolił na przekroczenie bram obozów.
Louis Häfliger był dosyć uparty, pomimo przeciwności losu dążył do tego, żeby dostarczyć żywność do miejsca przeznaczenia. Szukał on kontaktu z wysoko postawionymi oficerami SS, między innymi z SS-Obergruppenführerem Ernstem Kaltenbrunnerem szefem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA).
30 kwietnia udało się jemu powrócić do głównego obozu w Mauthausen, Ziereis skontaktował go z Kaltenbrunnerem. Häfligerowi zaoferowano zakwaterowanie razem z Guido Reimerem oficerem SS pełniącym służbę w Mauthausen, który zajmował się walką z więźniarskim ruchem oporu (Spionage- und Sabotage-Abwehr). Co ciekawe oboje byli urzędnikami bankowymi, to też pomogło Häfligerowi zdobyć dobre relacje z Reimerem. 2 maja Reimer zdradził Häfligerowi plan eksterminacji więźniów oraz mieszkańców okolicznych miejscowości w podziemnych instalacjach niedaleko Gusen. Ładunki wybuchowe były już gotowe. Jak wynikało z relacji Reimera plan likwidacji świadków został stworzony przez Heinricha Himmlera i Oswalda Pohla.
Häfliger zdecydował, że trzeba podjąć kroki w celu zapobieżenia potwornej tragedii. Doszedł do wniosku, że trzeba w jakiś sposób skontaktować się ze zbliżającą się od północy kraju armią amerykańską. Stwierdził, że przedstawi się jako delegat Czerwonego Krzyża ponieważ to pomoże w jakiś sposób uwiarygodnić jego osobę.
4 maja dzięki pomocy Reimera, pomalował na biały kolor samochód należący do SS, tak żeby wyglądał jak samochód Czerwonego Krzyża. Udało się jemu również zdobyć flagę Czerwonego Krzyża.
Wczesnym rankiem 5 maja 1945 roku Häfliger, Reimer oraz zastępca burmistrza St.Georgen Aschenbrenner napotkali oddział sierżanta Kosieka, który torował sobie drogę wśród powalonych drzew.
***
Początkowo amerykanie myśleli, że to jakaś pułapka ponieważ jeden z pasażerów zatrzymanego samochodu miał mundur SS. Wśród ludzi Kosieka był żołnierz – Rosenthal z Chicago, który znał i rozumiał niemiecki, co pomogło uniknąć ewentualnego nieporozumienia. Häfligerowi udało się przekonać Kosieka, że jest on przedstawicielem Czerwonego Krzyża. Powiedział sierżantowi, że za mostem jest olbrzymi obóz koncentracyjny i trzeba uwolnić więźniów. Häfliger prosił sierżanta Kosieka i jego ludzi o powstrzymanie esesmanów od zamordowania więźniów pobliskiego obozu koncentracyjnego. Naziści planowali pozbyć się więźniów. Mieli zamiar wpędzić ich do wydrążonych tuneli, by następnie wysadzić je w powietrze.
Kosiek poinformował dowództwo o obozie i rzekomej liczbie 1600 więźniów oraz 400 strażnikach SS, którzy mieli się poddać bez walki. Następnie uzyskał od swoich zwierzchników zgodę, żeby wyruszyć w kierunku obozu.
Sierżant Kosiek kazał Rosenthalowi przetłumaczyć następujące słowa: „Reprezentuję Generała Pattona, nasz oddział przejmie kontrolę nad obozem.”
Później okazało się, że jest ich kilka – Gusen I, Gusen II oraz Mauthausen. Faktycznie w tych obozach było około 40.000 więźniów. Niewielka grupa żołnierzy dokonała czegoś wręcz niemożliwego, bez angażowania w walkę i użycia broni wyzwoliła obozy z tysiącami więźniów.
***
Podczas wyzwalania jednego z obozów sierżant Kosiek przemawiał do wyzwolonych więźniów w języku polskim. To pozwoliło ich uspokoić i dać nadzieję, że to już koniec bolesnych cierpień. Kiedy zebrany tłum usłyszał osobę mówiącą po polsku, to po każdym wypowiedzianym zdaniu Kosiek otrzymał brawa i słychać było radosne okrzyki. Dla wielu więźniów pochodzących z Polski było to pewnie niesamowite wydarzenie. Rosenthal, który był Żydem, podobnie jak sierżant Kosiek starał się zapanować nad tłumem, mówiąc do zebranych w języku hebrajskim oraz niemieckim. Jeszcze inny żołnierz mówił po hiszpańsku, żeby przekazać jak największej liczbie więźniów informacje o oswobodzeniu ich przez wojska alianckie. W jednym z obozów, dokładnie w Gusen, doszło niestety do samosądów w wyniku których zginęło około 500 osób, wśród ofiar byli współwięźniowie, strażnicy oraz obozowi kapo...
Poniżej link do strony ze zdjęciami z wyzwolonych obozów w Gusen oraz Mauthausen:
http://furtherglory.wordpress.com/2010/05/07/the-liberation-of-mauthausen-may-5-1945/#more-3173
***
Ciąg dalszy w niedalekiej przyszłości nastąpi, chcę rozwinąć zarówno wątki na swój sposób tragiczne, ale będą też historie szpiegowskie oraz postaram się przedstawić kilka ciekawych postaci.
Wcześniej opisałem projekt BERGKRISTALL-ESCHE (ściśle związany z obozami w Gusen i Mauthausen) określony był przez nazistowskie władze jako ściśle tajny. Cywile niemieccy zatrudnieni w BERGKRISTALL nie mieli prawa mówić komukolwiek w jakim miejscu pracują.
Z końcem wojny naziści zaplanowali i przygotowali wysadzenie w powietrze całej instalacji wraz z więźniami obozów koncentracyjnych, społecznością lokalną i innymi naocznymi świadkami wydarzeń, które odbywały się w tym miejscu, celem zapobiegnięcia zdobycia przez aliantów informacji technicznych oraz zabicie potencjalnych oskarżycieli w procesach przeciwko nazistom.
Na szczęście plany nazistów nie doszły do skutku i uratowano w ten sposób także strategiczne instalacje, które zostały zbadane i częściowo rozbrojone przez amerykańską armię.
W sierpniu 1945 roku BERGKRISTALL przekazano Sowietom, którzy rozbroili całość i w końcu w listopadzie 1947 roku wysadzili w powietrze część podziemnego systemu tuneli.
Po tych wydarzeniach BERGKRISTALL i cały kompleks obozowy w Gusen został całkowicie zapomniany i nigdy nie pojawił się w badaniach i rozprawach naukowych.
Na zakończenie nieco refleksyjnie Klaus Schulze oraz Lisa Gerrard z albumu Dziękuję Bardzo.
Oddział poruszał się dosyć ostrożnie, ponieważ było sporo przeszkód do pokonania. Już na samym początku spotkali grupę niemieckich żołnierzy, którzy mieli przy sobie sporo broni. Okazało się, że to dezerterzy. Niemcy na widok amerykanów bez kłopotu poddali się, gdzie następnie zostali odprowadzeni do pobliskiego obozu jenieckiego. Dowództwo na bieżąco było informowane o postępach 41. Batalionu. W razie kłopotów amerykanie mieli wsparcie artylerii, która stacjonował niedaleko Katsdorf. Dane wywiadu wojskowego wskazywały, że może to być teren trudny do opanowania.
Pluton sierżanta Kosieka został zatrzymany przez kolejną przeszkodę, były to powalone drzewa na drodze. Żołnierze zabezpieczyli teren, następnie usunęli przeszkodę. Kiedy byli gotowi do dalszej drogi, zbliżył się do nich niewielki biały samochód, z wywieszoną biała flagą na znak poddania się. W samochodzie był Austriak Louis Häfliger, który przedstawił się jako delegat szwajcarskiego Czerwonego Krzyża oraz kilka innych osób.
***
Kilka dni wstecz, tj. 28 kwietnia 1945 roku, Häfliger zorganizował transport żywności dla więźniów pobliskich obozów koncentracyjnych Mauthausen i Gusen. Komendant SS Standartenführer Franz Xaver Ziereis nie pozwolił na przekroczenie bram obozów.
Louis Häfliger był dosyć uparty, pomimo przeciwności losu dążył do tego, żeby dostarczyć żywność do miejsca przeznaczenia. Szukał on kontaktu z wysoko postawionymi oficerami SS, między innymi z SS-Obergruppenführerem Ernstem Kaltenbrunnerem szefem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA).
30 kwietnia udało się jemu powrócić do głównego obozu w Mauthausen, Ziereis skontaktował go z Kaltenbrunnerem. Häfligerowi zaoferowano zakwaterowanie razem z Guido Reimerem oficerem SS pełniącym służbę w Mauthausen, który zajmował się walką z więźniarskim ruchem oporu (Spionage- und Sabotage-Abwehr). Co ciekawe oboje byli urzędnikami bankowymi, to też pomogło Häfligerowi zdobyć dobre relacje z Reimerem. 2 maja Reimer zdradził Häfligerowi plan eksterminacji więźniów oraz mieszkańców okolicznych miejscowości w podziemnych instalacjach niedaleko Gusen. Ładunki wybuchowe były już gotowe. Jak wynikało z relacji Reimera plan likwidacji świadków został stworzony przez Heinricha Himmlera i Oswalda Pohla.
Häfliger zdecydował, że trzeba podjąć kroki w celu zapobieżenia potwornej tragedii. Doszedł do wniosku, że trzeba w jakiś sposób skontaktować się ze zbliżającą się od północy kraju armią amerykańską. Stwierdził, że przedstawi się jako delegat Czerwonego Krzyża ponieważ to pomoże w jakiś sposób uwiarygodnić jego osobę.
4 maja dzięki pomocy Reimera, pomalował na biały kolor samochód należący do SS, tak żeby wyglądał jak samochód Czerwonego Krzyża. Udało się jemu również zdobyć flagę Czerwonego Krzyża.
Wczesnym rankiem 5 maja 1945 roku Häfliger, Reimer oraz zastępca burmistrza St.Georgen Aschenbrenner napotkali oddział sierżanta Kosieka, który torował sobie drogę wśród powalonych drzew.
***
Początkowo amerykanie myśleli, że to jakaś pułapka ponieważ jeden z pasażerów zatrzymanego samochodu miał mundur SS. Wśród ludzi Kosieka był żołnierz – Rosenthal z Chicago, który znał i rozumiał niemiecki, co pomogło uniknąć ewentualnego nieporozumienia. Häfligerowi udało się przekonać Kosieka, że jest on przedstawicielem Czerwonego Krzyża. Powiedział sierżantowi, że za mostem jest olbrzymi obóz koncentracyjny i trzeba uwolnić więźniów. Häfliger prosił sierżanta Kosieka i jego ludzi o powstrzymanie esesmanów od zamordowania więźniów pobliskiego obozu koncentracyjnego. Naziści planowali pozbyć się więźniów. Mieli zamiar wpędzić ich do wydrążonych tuneli, by następnie wysadzić je w powietrze.
Kosiek poinformował dowództwo o obozie i rzekomej liczbie 1600 więźniów oraz 400 strażnikach SS, którzy mieli się poddać bez walki. Następnie uzyskał od swoich zwierzchników zgodę, żeby wyruszyć w kierunku obozu.
Sierżant Kosiek kazał Rosenthalowi przetłumaczyć następujące słowa: „Reprezentuję Generała Pattona, nasz oddział przejmie kontrolę nad obozem.”
Później okazało się, że jest ich kilka – Gusen I, Gusen II oraz Mauthausen. Faktycznie w tych obozach było około 40.000 więźniów. Niewielka grupa żołnierzy dokonała czegoś wręcz niemożliwego, bez angażowania w walkę i użycia broni wyzwoliła obozy z tysiącami więźniów.
Widok na Gusen po wyzwoleniu (źródło: http://holocaustmusic.ort.org/places/camps/central-europe/gusen/)
***
Podczas wyzwalania jednego z obozów sierżant Kosiek przemawiał do wyzwolonych więźniów w języku polskim. To pozwoliło ich uspokoić i dać nadzieję, że to już koniec bolesnych cierpień. Kiedy zebrany tłum usłyszał osobę mówiącą po polsku, to po każdym wypowiedzianym zdaniu Kosiek otrzymał brawa i słychać było radosne okrzyki. Dla wielu więźniów pochodzących z Polski było to pewnie niesamowite wydarzenie. Rosenthal, który był Żydem, podobnie jak sierżant Kosiek starał się zapanować nad tłumem, mówiąc do zebranych w języku hebrajskim oraz niemieckim. Jeszcze inny żołnierz mówił po hiszpańsku, żeby przekazać jak największej liczbie więźniów informacje o oswobodzeniu ich przez wojska alianckie. W jednym z obozów, dokładnie w Gusen, doszło niestety do samosądów w wyniku których zginęło około 500 osób, wśród ofiar byli współwięźniowie, strażnicy oraz obozowi kapo...
Poniżej link do strony ze zdjęciami z wyzwolonych obozów w Gusen oraz Mauthausen:
http://furtherglory.wordpress.com/2010/05/07/the-liberation-of-mauthausen-may-5-1945/#more-3173
***
Ciąg dalszy w niedalekiej przyszłości nastąpi, chcę rozwinąć zarówno wątki na swój sposób tragiczne, ale będą też historie szpiegowskie oraz postaram się przedstawić kilka ciekawych postaci.
Wcześniej opisałem projekt BERGKRISTALL-ESCHE (ściśle związany z obozami w Gusen i Mauthausen) określony był przez nazistowskie władze jako ściśle tajny. Cywile niemieccy zatrudnieni w BERGKRISTALL nie mieli prawa mówić komukolwiek w jakim miejscu pracują.
Z końcem wojny naziści zaplanowali i przygotowali wysadzenie w powietrze całej instalacji wraz z więźniami obozów koncentracyjnych, społecznością lokalną i innymi naocznymi świadkami wydarzeń, które odbywały się w tym miejscu, celem zapobiegnięcia zdobycia przez aliantów informacji technicznych oraz zabicie potencjalnych oskarżycieli w procesach przeciwko nazistom.
Na szczęście plany nazistów nie doszły do skutku i uratowano w ten sposób także strategiczne instalacje, które zostały zbadane i częściowo rozbrojone przez amerykańską armię.
W sierpniu 1945 roku BERGKRISTALL przekazano Sowietom, którzy rozbroili całość i w końcu w listopadzie 1947 roku wysadzili w powietrze część podziemnego systemu tuneli.
Po tych wydarzeniach BERGKRISTALL i cały kompleks obozowy w Gusen został całkowicie zapomniany i nigdy nie pojawił się w badaniach i rozprawach naukowych.
Na zakończenie nieco refleksyjnie Klaus Schulze oraz Lisa Gerrard z albumu Dziękuję Bardzo.
sobota, 4 lutego 2012
Music non stop
Co do muzycznych klimatów to w tym tygodniu częstuję się następującymi albumami:
Coma - Czerwona płyta (2011)
Anathema - Falling Deeper (2011)
Ludovico Einaudi - Divenire (2007)
Depeche Mode - Violator (1990)
na dobranoc polecam utwór Divenire autorstwa Ludovico Einaudi, a na poranek Na pół chłopaków z Comy ;]
Coma - Czerwona płyta (2011)
Anathema - Falling Deeper (2011)
Ludovico Einaudi - Divenire (2007)
Depeche Mode - Violator (1990)
na dobranoc polecam utwór Divenire autorstwa Ludovico Einaudi, a na poranek Na pół chłopaków z Comy ;]
środa, 1 lutego 2012
Co z tym ACTA?
ACTA mająca ustalić międzynarodowe standardy w walce z naruszeniami własności intelektualnej. Umowa ACTA ma ustanowić szereg regulacji prawnych o globalnym zasięgu. Do porozumienia może przyłączyć się każde państwo zainteresowane współpracą w ramach powstających struktur. Tak brzmi to oficjalnie.
Na podstawie umowy ACTA powstanie nowa instytucja, która będzie zupełnie niezależna od istniejących obecnie międzynarodowych instytucji, zajmujących się dotychczas tymi zagadnieniami: Światowej Organizacji Handlu, Światowej Organizacji Własności Intelektualnej czy innych agend Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jestem ciekaw, czy którakolwiek z wymienionych instytucji wie, że rośnie im potężny konkurent.
Oficjalnie przedmiotem regulacji są kwestie obrotu podrabianymi dobrami, zasady handlu lekami generycznymi oraz problem rozpowszechniania dzieł prawnie chronionych poprzez Internet.
Konkluzja jest taka - powstaje następna organizacja, która to będzie kontrolować ogólnie pojętą aktywność zwaną "handlem". Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.
Tak jak rozumiem to przystąpienie do ACTA jest dobrowolne. Tak jak zwykle polski rząd nie potrafi w sposób jednoznaczny zinterpretować zapisów tej umowy i zrozumieć co fakultatywne, a co obligatoryjne.
Normalnie zareagował Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, który oficjalnie wyraził się by nie podpisywać umowy, uznając ACTA za niebezpieczne dla praw i wolności określonych w Konstytucji RP. Wypowiedź ta odnosi się jedynie do spraw związanych z ochroną danych osobowych, ale poniekąd istotnych z punktu widzenia każdego z nas.
Powoli odkrywamy, że porozumienie ACTA daje nowe możliwości wymiany informacji między organami ścigania z różnych krajów i mimo braku formalnych obowiązków wobec władz publicznych, policja zostanie zobowiązana do działania na podstawie umowy ACTA. Ponadto niektóre z krajów, którym mogą być w ten sposób przekazane dane osobowe nie zapewniają wystarczającej ochrony tych danych.
Jakkolwiek mówiąc niebezpieczne narzędzie w rękach korporacji i obcych rządów dbających o swoje interesy. Mam wrażenie, że nikt z rządzących nie rozumienie powagi zagrożenia - nawet własnego.
Słuchając rewelacyjnej wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego argumentujących (raczej bezczelnie wmawiających), że zgłaszane obawy są bezpodstawne to czuję się dosyć dziwnie. Do tego dodają oni jeszcze, iż działania na rzecz podpisania ACTA są legalne i zgodne z ustalonym planem. Tak, ale do kogo należał ten plan? Wszystko jest jasne i idzie to w kierunku coraz większej kontroli przeciętnego mieszkańca tej planety (wyrażę się globalnie). Co do planu to należy on oczywiście do prywatnych korporacji dbających o dochody i wpływy.
Na dobicie słyszę jeszcze, że na spotkaniu 19 stycznia 2012 r. w kancelarii premiera przedstawiciele rządu poinformowali, iż uchwała w sprawie umowy ACTA została przyjęta, bez dyskusji z zainteresowanymi stronami, które już wcześniej wyrażały zaniepokojenie przebiegiem prac nad ACTA. Cóż zignorowano prawo do konsultacji, po co sobie głowę zaśmiecać jakimiś tam rozmowami. Tego samego dnia Minister Administracji i Cyfryzacji – Michał Boni zwrócił się z prośbą do premiera Tuska o dyskusję na temat podpisania porozumienia w związku z wątpliwościami, jakie zgłosiły organizacje społeczne. Zgodzę się z tym, że Boni chciał ratować sytuację, ale czy nie mógł wcześniej?
Dzisiaj w prasie można przeczytać, że Bogdan Zdrojewski (Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego) wolałby, żeby umowie ACTA przyjrzeli się teraz specjaliści od wymiany handlowej, praw autorskich i funkcjonowania Internetu. No tak przejęli się problemem.
Cokolwiek mówiąc, to muszę stwierdzić, że "Platforma Obywatelska" powinna zrezygnować z wyrazu "Obywatelska" w swojej nazwie. O obywatelu pamięta w czasie kampanii wyborczej. Tak więc pozostała "Platforma", która dba o swoje i korporacyjne interesy.
Reasumując to odczuwam, że jest to również wynik niemocy rządu, a także nieumiejętnego dogadania się w tak istotnych sprawach jak swobody obywatelskie.
Przeciwnicy ACTA protestują przeciwko zobowiązaniu dostawców Internetu i właścicieli serwisów do monitorowania zachowań internatów. Eksperci - podkreślają, że zmiana ta nie tylko zwiększy koszty działalności w sieci (dodatkowe koszty monitoringu), ale przede wszystkim naruszy wolność internatów.
Dodatkowo, postanowienia ACTA pozwoliłyby w określonych sytuacjach zmusić dostawców internetu i właścicieli serwisów do ujawniania danych posiadaczom praw własności, których prawa mogły zostać naruszone. Tak więc również instytucjom komercyjnym.
Inną kontrowersją dotyczącą Internetu jest możliwość usuwania bez wyroku sądu treści uznanych za pirackie. Ciekawe, kto będzie stał na straży i pilnował domniemanej legalności treści publikowanych w internecie. Sądzę i jestem pewien, że te działania związane z uregulowaniem tzw. piractwa w sieci mogą spełznąć na niczym. Mam również wrażenie, że najważniejsze są interesy korporacji niż twórców o których prawa rzekomo się walczy, nie wspominając o użytkownikach.
Prawda jest tak, że jesteśmy świadkami zderzenia dwóch cywilizacji tej powoli odchodzącej tzw. analogowej (czytaj: przemysłowej) zaciekle broniącej swych interesów i skostniałego systemu z ociekającą w nowe technologie i idee cywilizacją cyfrową (czytaj: informacyjną), która ją po prostu wypiera niczym era przemysłowa zrobiła to z agralną w XIX wieku. Mam również nadzieję, iż jest to zmierzch stosunków feudalnych, jakie panują w dzisiejszym społeczeństwie.
Jesteśmy obecnie świadkami rozwijania się nowych technologii, które umożliwiających nieograniczoną komunikację między sobą dzięki rozwojowi usług i odejściu od masowej produkcji. Jest to początkowa faza i napotyka opór obrońców starego systemu opartego na masowej produkcji przemysłowej. Trzeba śmiało powiedzieć, iż czas pożegnać standaryzację i uniformizację. Czas na lepsze czasy. ACTA pójdą ad acta i po hałasie.
A tak w ogóle to niezły matrix nam władze zgotowały.
@@@
Na zakończenie Billy Idol odśpiewa Shock To The System.
Na podstawie umowy ACTA powstanie nowa instytucja, która będzie zupełnie niezależna od istniejących obecnie międzynarodowych instytucji, zajmujących się dotychczas tymi zagadnieniami: Światowej Organizacji Handlu, Światowej Organizacji Własności Intelektualnej czy innych agend Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jestem ciekaw, czy którakolwiek z wymienionych instytucji wie, że rośnie im potężny konkurent.
Oficjalnie przedmiotem regulacji są kwestie obrotu podrabianymi dobrami, zasady handlu lekami generycznymi oraz problem rozpowszechniania dzieł prawnie chronionych poprzez Internet.
Konkluzja jest taka - powstaje następna organizacja, która to będzie kontrolować ogólnie pojętą aktywność zwaną "handlem". Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.
Tak jak rozumiem to przystąpienie do ACTA jest dobrowolne. Tak jak zwykle polski rząd nie potrafi w sposób jednoznaczny zinterpretować zapisów tej umowy i zrozumieć co fakultatywne, a co obligatoryjne.
Normalnie zareagował Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, który oficjalnie wyraził się by nie podpisywać umowy, uznając ACTA za niebezpieczne dla praw i wolności określonych w Konstytucji RP. Wypowiedź ta odnosi się jedynie do spraw związanych z ochroną danych osobowych, ale poniekąd istotnych z punktu widzenia każdego z nas.
Powoli odkrywamy, że porozumienie ACTA daje nowe możliwości wymiany informacji między organami ścigania z różnych krajów i mimo braku formalnych obowiązków wobec władz publicznych, policja zostanie zobowiązana do działania na podstawie umowy ACTA. Ponadto niektóre z krajów, którym mogą być w ten sposób przekazane dane osobowe nie zapewniają wystarczającej ochrony tych danych.
Jakkolwiek mówiąc niebezpieczne narzędzie w rękach korporacji i obcych rządów dbających o swoje interesy. Mam wrażenie, że nikt z rządzących nie rozumienie powagi zagrożenia - nawet własnego.
Słuchając rewelacyjnej wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego argumentujących (raczej bezczelnie wmawiających), że zgłaszane obawy są bezpodstawne to czuję się dosyć dziwnie. Do tego dodają oni jeszcze, iż działania na rzecz podpisania ACTA są legalne i zgodne z ustalonym planem. Tak, ale do kogo należał ten plan? Wszystko jest jasne i idzie to w kierunku coraz większej kontroli przeciętnego mieszkańca tej planety (wyrażę się globalnie). Co do planu to należy on oczywiście do prywatnych korporacji dbających o dochody i wpływy.
Na dobicie słyszę jeszcze, że na spotkaniu 19 stycznia 2012 r. w kancelarii premiera przedstawiciele rządu poinformowali, iż uchwała w sprawie umowy ACTA została przyjęta, bez dyskusji z zainteresowanymi stronami, które już wcześniej wyrażały zaniepokojenie przebiegiem prac nad ACTA. Cóż zignorowano prawo do konsultacji, po co sobie głowę zaśmiecać jakimiś tam rozmowami. Tego samego dnia Minister Administracji i Cyfryzacji – Michał Boni zwrócił się z prośbą do premiera Tuska o dyskusję na temat podpisania porozumienia w związku z wątpliwościami, jakie zgłosiły organizacje społeczne. Zgodzę się z tym, że Boni chciał ratować sytuację, ale czy nie mógł wcześniej?
Dzisiaj w prasie można przeczytać, że Bogdan Zdrojewski (Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego) wolałby, żeby umowie ACTA przyjrzeli się teraz specjaliści od wymiany handlowej, praw autorskich i funkcjonowania Internetu. No tak przejęli się problemem.
Cokolwiek mówiąc, to muszę stwierdzić, że "Platforma Obywatelska" powinna zrezygnować z wyrazu "Obywatelska" w swojej nazwie. O obywatelu pamięta w czasie kampanii wyborczej. Tak więc pozostała "Platforma", która dba o swoje i korporacyjne interesy.
Reasumując to odczuwam, że jest to również wynik niemocy rządu, a także nieumiejętnego dogadania się w tak istotnych sprawach jak swobody obywatelskie.
Przeciwnicy ACTA protestują przeciwko zobowiązaniu dostawców Internetu i właścicieli serwisów do monitorowania zachowań internatów. Eksperci - podkreślają, że zmiana ta nie tylko zwiększy koszty działalności w sieci (dodatkowe koszty monitoringu), ale przede wszystkim naruszy wolność internatów.
Dodatkowo, postanowienia ACTA pozwoliłyby w określonych sytuacjach zmusić dostawców internetu i właścicieli serwisów do ujawniania danych posiadaczom praw własności, których prawa mogły zostać naruszone. Tak więc również instytucjom komercyjnym.
Inną kontrowersją dotyczącą Internetu jest możliwość usuwania bez wyroku sądu treści uznanych za pirackie. Ciekawe, kto będzie stał na straży i pilnował domniemanej legalności treści publikowanych w internecie. Sądzę i jestem pewien, że te działania związane z uregulowaniem tzw. piractwa w sieci mogą spełznąć na niczym. Mam również wrażenie, że najważniejsze są interesy korporacji niż twórców o których prawa rzekomo się walczy, nie wspominając o użytkownikach.
Prawda jest tak, że jesteśmy świadkami zderzenia dwóch cywilizacji tej powoli odchodzącej tzw. analogowej (czytaj: przemysłowej) zaciekle broniącej swych interesów i skostniałego systemu z ociekającą w nowe technologie i idee cywilizacją cyfrową (czytaj: informacyjną), która ją po prostu wypiera niczym era przemysłowa zrobiła to z agralną w XIX wieku. Mam również nadzieję, iż jest to zmierzch stosunków feudalnych, jakie panują w dzisiejszym społeczeństwie.
Jesteśmy obecnie świadkami rozwijania się nowych technologii, które umożliwiających nieograniczoną komunikację między sobą dzięki rozwojowi usług i odejściu od masowej produkcji. Jest to początkowa faza i napotyka opór obrońców starego systemu opartego na masowej produkcji przemysłowej. Trzeba śmiało powiedzieć, iż czas pożegnać standaryzację i uniformizację. Czas na lepsze czasy. ACTA pójdą ad acta i po hałasie.
A tak w ogóle to niezły matrix nam władze zgotowały.
@@@
Na zakończenie Billy Idol odśpiewa Shock To The System.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

